Skip to main content

Wystawa fotografii w MOK

Mało wytworny „Fyrtel Grzybowo” na początek

 |  Kamila Kasprzak-Bartkowiak  | 

Przez miesiąc można było oglądać fotografie Władysława Nielipińskiego dokumentujące Gniezno, którego chyba na szczęście już nie ma, czyli dzielnicę Grzybowo sprzed dekad, a nawet ustrojów. Miejsce, które było „społecznym marginesem” z mieszkańcami i ich „mrocznymi krainami”.

Wystawa czarno-białych zdjęć pt. „Fyrtel Grzybowo” to prezentacja otwierająca tegoroczny 72. sezon kulturalny w Miejskim Ośrodku Kultury i jednocześnie archiwum wspomnianego autora, który już nie raz zaskakiwał swoimi pracami. Wszak Władysław Nielipiński to znany animator kultury i fotograf, eksponujący częściej swoją pierwszą profesję. Przez lata instruktor fotografii, a następnie kierownik w Zakładowym Domu Kultury Wielkopolskich Zakładów Obuwia „Polania” w Gnieźnie, zaś w kolejnych latach instruktor ds. fotografii w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, który wspierał wiele „światłoczułych grup” oraz indywidualnych artystów. Natomiast obecnie jest emerytem, który na początku zeszłego roku był współtwórcą wydania fotograficznego albumu „Przemiany 1960-1989” Janusza Chlasty, a wcześniej opracował ogromny dorobek tego wybitnego gnieźnieńskiego fotoreportera.

Tymczasem „Fyrtel Grzybowo” to sięgnięcie przez Nielipińskiego po własne dzieła, a dokładnie fotografie wykonane podczas warsztatów „Gniezno 81”, które w styczniu 1981 roku zorganizował „Foto-Klub Format”. Co ciekawe, artysta udokumentował wtedy całościowo tytułową część grodu Lecha, ale mógł pokazać zaledwie kilka kadrów. Teraz, po ponad 44 latach, czas na więcej. Oglądając ekspozycję na wielkoformatowych planszach w holu MOK, trudno było się oprzeć wszechogarniającemu uczuciu „epoki słusznie minionej”. Na pewno osobiście tak miałam, choć nie należę do osób demonizujących PRL, bo ten czas jak każdy inny miał też swoje zalety jak np. „ludzka” i prawdziwie zielona przestrzeń pomiędzy blokami mieszkalnymi, której u dzisiejszych deweloperów próżno szukać… Wróćmy jednak do Grzybowa, które jest częścią ścisłego i starego centrum miasta i pokazane zostało w czarno-białych kadrach. Ktoś mógłby powiedzieć, że to „estetyzacja biedy”, tym bardziej, że tam mieszkali ludzie określani właśnie „społecznym marginesem”. Tyle, że te kamienice, bo takie tu widzimy budynki, powstawały też na fali rozrastania się miasta, a w latach 80. XX wieku Gniezno miało więcej zakładów przemysłowych i szans na rozwój niż obecnie…

Jednak tym, czym jest „Fyrtel Grzybowo”, to na pewno „prztyczkiem w nos” dla wszystkich zachwycających się „urokiem starych kamieniczek”, który pokazuje że jeśli takie miejsca i ich mieszkańców pozostawi się bez publicznego czy prywatnego wsparcia, to życie w wysokich na 3 metry mieszkaniach z piecami kaflowymi i oknami wpuszczającymi ograniczoną ilość światła do wnętrza, będzie nie mniejszą udręką niż bieda czy patologie. Ba, i nie pomoże tu nawet odnowiona fasada, czym jeszcze do niedawna próbowano załatwić temat. Co więcej, jest również ta wystawa pewną polemiką, tym razem z opiniami, że nic się w tym mieście nie zmieniło. Bo zmieniło się dużo, począwszy od ustroju, a skończywszy na ulicy Grzybowo, gdzie nie uświadczymy już na środku ulicy przekrzywionego znaku na którym ktoś nabazgrał „Solidarność”, okropnie wybrakowanych krawężników przed sklepem spożywczym czy pełnego szram odpadającego tynku ze ścian. I tylko Malucha, czyli Fiata 126p żal… chociaż może nie, bo dziś to samochód pasjonatów, świadomie pielęgnowany pojazd i zabytek na kółkach.

Kamila Kasprzak-Bartkowiak
Kamila Kasprzak-Bartkowiak