Metafizyczne, bezkompromisowe i głęboko uniwersalne treści podlane zdecydowanym rockowym brzemieniem, gdzie pierwotnie zimnofalowy i neurotyczny rdzeń obrasta jednocześnie mnogość różnych inspiracji, to cechy do dziś niezbyt częste w świecie gitarowego grania.
Powyższymi słowami można by właściwie podsumować sobotni koncert zespołu Variete w Centrum Kultury Scena To Dziwna w Gnieźnie. Jednak oryginalna i nie dająca się zamknąć w schematach twórczość kapeli, która przez ponad cztery dekady istnienia, zyskała też fanów z różnych pokoleń – zdecydowanie zasługuje na więcej. I cóż to by była za recenzja, gdyby miała się ograniczać do jednego zdania, no chyba, że stałaby się okładkową zajawką…
Jednak od początku, czyli wieczornego występu, choć może też jego promocji, która zdaniem co niektórych dowiadujących się przypadkiem o koncercie fanów, była niewystarczająca. Otóż myślę, że nie była, bo znając pracę osób z promocji eSTeDe, jestem przekonana, że zrobiły w tej materii wszystko, zaś winnym mógł być, jak to zazwyczaj bywa, informacyjny szum przez który często trudno się przebić, nie mówiąc już o algorytmach czy innych rozpraszaczach.

Wróćmy jednak do koncertu, który w sali widowiskowej ośrodka przy ul. Roosevelta, rozpoczął się niemal punktualnie, a muzycy od razu przyciągnęli pod scenę licznych słuchaczy, z których wielu było też obecnych tydzień wcześniej na występie Matyldy/Łukasiewicza w Miejskim Ośrodku Kultury czy bywa na muzycznych wydarzeniach w Latarni na Wenei. Artyści zaś na początek zaserwowali kawałki ze swojej najnowszej płyty pt. „Sieć Indry”, czyli oszczędny i konkretny jednocześnie oraz pozbawiony przypadkowych dźwięków oraz podszyty metafizycznym tekstem, jak zresztą większość utworów nie tylko z tego krążka „Chleb, wino i przestrzeń”, zapowiedziany barowym porównaniem, a w treści inspirowany m.in. „filmami o Wietnamie” – „Waikiki” czy jak dla mnie słabszą na płycie, lecz na żywo nabierającą brzmieniowej głębi „Księżniczkę” oraz bardziej piosenkowy i przewrotnie lekki utwór pt. „Taka miłość nie jest dla mnie”.

Jednak chcąc pisać o tekstach i muzyce Variete, trzeba mieć na uwadze, że to artyści praktycznie od początku podążający własną drogą, osobni, ale nie osobliwi, gdzie na pierwszy plan wysuwa się charyzmatyczny wokalista i poeta Grzegorz Kaźmierczak. I to właśnie ta wyrazistość na którą składają się wyśpiewywane przez niego z zamkniętymi oczami frazy, ale też wspomniany na początku zimnofalowy rdzeń budowany gitarami Marka Maciejewskiego (gitary elektryczne i akustyczne) i Grzegorza Korybalskiego (gitara basowa), który pozostałe instrumenty Evy Lanche (perkusja i instrumenty perkusyjne) oraz Alana Balcerowskiego (saksofony sopranowy i tenorowy), twórczo rozwijają w kierunku innych gatunków. Taki zabieg sprawia, że kompozycje zespołu są charakterystyczne i ewolucyjne zarazem. No i jeszcze ta poezja… wszystkie te „Nigdzie nie chciałbym wracać, niczego powtarzać” („Ejła”), „Za chwilę lekkości oddałbym wiele” („Lekko”) czy „Samoloty jak skalpele rozcinają kołdry nieba” („Polska B”). Pyszne!

Tyle, że to nie wszystko, bo Variete mogłoby obdzielić swoimi tekstami i muzyką co najmniej kilka innych kapel, co w polskim rocku podniosłoby wyraźnie poprzeczkę dla „dobrego grania”. Brzmieniowo bowiem można tu było jeszcze usłyszeć zadziorne gitary i chwilami noisową perkusję, saksofon odpływający przy solówce w mocno jazzowe rejony albo przez moment niemal transowe bębny. Natomiast jako dźwiękowo-ideowa całość poruszyła też „Europa”, bo opatrzona została też jakże ważną dedykacją „dla tych, którym przychodzą do głowy takie pomysły, by nas z niej wyprowadzić…” I choć z ust Kaźmierczaka nie padło już nic więcej, to był mocny przekaz cywilizacji przeciw barbarii, którą mają ochotę nam zgotować różnej maści cynicy i okrutnicy. No i w końcu też, jak słusznie zauważył kolega Jarek Mikołajczyk, nie jako bis, lecz domknięcie koncertu i punkt ciężkości pojawił się utwór „Klaszczę w dłonie”. Osobiście słyszałam go pierwszy raz na żywo i dla mnie to jeden z piękniejszych „hymnów o miłości” oraz kontrapunkt dla tych, którzy zasłaniając się wartościami nienawidzą…
#Tagi
- rock | Zimna Fala | koncert | Poezja | Centrum Kultury eSTeDe | Variete