Kulturalne podsumowanie, a nie pitolenie w komciach

Moje „trzy po trzy” debeściaki kulturalne 2022!

 |  Kamila Kasprzak-Bartkowiak  | 

Pisanie o tym, że miniony rok był pod wieloma względami trudny, byłoby zbędnym truizmem. Już lepiej przyznać, że nawet w ciężkich czasach kultura, w tym lokalna, zawsze dąży do życia.

Tak było choćby po drugiej wojnie światowej, kiedy w 1945 roku, czyli właściwie na zgliszczach odbyła się „Wystawa Plastyków Gnieźnieńskich”, a w lipcu tego samego roku m.in. Seweryna Grodzka-Tubacka dała podwaliny pod obecny Teatr im. Aleksandra Fredry, który następnie stał się państwową instytucją. Co więcej, w tym samym roku rodziła się też Biblioteka Publiczna Miasta Gniezna pod okiem pierwszego dyrektora Juliana Śmieleckiego, więc gnieźnieńskiej kulturze kryzysy niestraszne. Miejmy nadzieję, że również te współczesne, skoro możemy jeszcze wybrać to co w niej najlepsze.

WYDARZENIA:

Stand-up Jany Shostak w Latarni na Wenei – to bez wątpienia jedno z tej klasy wydarzeń, gdzie ogólnopolskie sprawy i osoby docierają także do Gniezna, ale nie jako przebrzmiałe wspomnienie, lecz w pełni aktualne tematy. Tak było właśnie z występem białoruskiej aktywistki, opozycjonistki i artystki Jany Shostak, która mimo, że obecnie mieszka w Polsce, to cały czas nagłaśnia represje i łamanie praw człowieka przez dyktaturę Łukaszenki. Jednym z takich sposobów jest choćby… krzyk dla Białorusi, choć o aktywistce zrobiło się głośno, dopiero kiedy po jej wystąpieniu i opowiedzeniu o tym co dzieje się w jej kraju oraz krzyku – oglądający relację z tego wydarzenia, zwrócili głównie uwagę na dekolt i odznaczające się sutki w biało-czerwono-białej sukience Jany. Jednak dziewczyna zamiast załamywać się, wykorzystała także tego typu „popularność” dla swej ojczyzny. I o tym również, podobnie jak o innych „wynalazkach patriarchatu” typu wybory miss, gdzie „lepiej wyglądać niż mówić”, opowiadała w chłodny i deszczowy wrześniowy wieczór podczas swojego śmieszno-poruszającego show opozycjonistka. Brawo dla Jany, a lokalnie przede wszystkim dla organizatorów z Latarni na Wenei, którzy cały czas trzymają rękę na społeczno-kulturalnym pulsie, pokazując, że kultura może, a nawet powinna mówić o rzeczach ważnych! Natomiast więcej o stand-upie białoruskiej artystki w Gnieźnie, pisaliśmy także tutaj:
https://popcentrala.com/smiechem-i-performancem-w-opresje/

Mistrz Jerzy Sieczkowski i jego Kursanci czyli wystawowy dyptyk – kolejne ważne działanie z 2022 roku. Tym razem z uwagi na jego formę, rozmach i bohaterów. Bo dwóch wystaw fotografii otwieranych w tym samym dniu, w dwóch różnych miejscach, i które dzielą dosłownie godziny już dawno (jeśli w ogóle) nie było w naszym mieście! Podobnie jak współpracy dwóch instytucji kulturalnych w postaci Starego Ratusza będącego filią MOK oraz Centrum Kultury „Scena To Dziwna”, które połączyła ta trzecia, czyli Biblioteka Publiczna Miasta Gniezna w ramach projektu „Rozczytana Koalicja”. Chociaż najważniejsze to przywrócenie lokalnej pamięci o Jerzym Sieczkowskim – fotografie, który mimo że był doceniany za swe przemyślane i staranne prace, to jego twórczość nie była do końca znana. Na pewno ta, która wykraczała poza dokumentację oficjalnych i okołokościelnych wydarzeń. Bo też tematem ekspozycji stały się czarno-białe zdjęcia z czasów PRL-u i transformacyjnego przełomu, które nie są jedynie „wielką smutą”, ale kipiącym ludzkimi emocjami oraz miejskimi zdarzeniami okresem. Warto dodać, że kuratorem wystawy „Jerzy Sieczkowski – Mistrz” jak i drugiej pt. „Jerzy Sieczkowski – Moi Kursanci”, był jeden z wybitnych dziś fotografów z Gniezna Marek Lapis. Co więcej, ten światłoczuły erudyta, to również jeden z kursantów Sieczkowskiego, więc siłą rzeczy obok Piotra Robakowskiego i Przemysława Strzyżewskiego, pokazał też swoje prace na drugiej z wystaw. I choć panowie zaprezentowali bardzo różne dzieła na które zapewne wpłynęły niegdyś wskazówki i wrażliwość Mistrza, to jednak Lapis przyćmił kolegów swym projektem pt. „Granice Barw”, będącym efektem pracy z osobami niewidomymi i dla niewidomych. O tym jak dokładniej wyglądało to działanie i w ogóle organizacja tych wystaw, można również przeczytać poniżej: https://popcentrala.com/mistrz-i-kursanci-najwyzszej-proby/

Podcasty biblioteczne „Daję słowo” – rzecz, której jeszcze w Gnieźnie nie było! Bo w Polsce i na świecie podcasty już od dobrych kilku lat zdobywają przebojem słuchaczy spragnionych wiedzy i dobrej rozrywki. Tymczasem teraz, dzięki Monice Wierżyńskiej pracującej w Bibliotece Publicznej Miasta Gniezna i jej pomysłowi oraz zdobytym na niego dofinansowaniu, taka „internetowa audycja”, zaistniała także w grodzie Lecha. I żeby nie było, od razu w oryginalnej formule podszytej lokalną wartością. Ta pierwsza to bowiem zamysł inicjatorki, żeby najpierw ze swymi gośćmi stworzyć słownik ważnych, lubianych, potrzebnych, ale też irytujących czy złych słów, a następnie na podstawie niego przeprowadzić rozmowę. Natomiast lokalna wartość to oczywiście aktywne kulturalnie i społecznie osoby, które gościły w nagraniu, czyli Anna Dzionek, Ewa Jaworska, Waldek Stube, Tomasz Chełek, Wiktor Koliński czy Kamila Kasprzak-Bartkowiak i Paweł Bartkowiak. Co z tego wynikło? Najlepiej posłuchać samemu, choć możemy zdradzić, że jest błyskotliwie, inteligentnie i bardzo swobodnie, bez „okrągłych słówek”, banałów i żenującego PR-u. Brawa dla Moniki za pomysł i prowadzenie, które wychwyci każdy fałsz oraz dla Jakuba Dzionka za profesjonalną realizację, a i jeszcze za wspaniałą, sugestywną retro grafikę promującą tę inicjatywę. I tylko szkoda, że tych wszystkich rozmów można posłuchać póki co jedynie na kanale streamingowym Spotify.

LUDZIE:

Wiktor Koliński – człowiek-instytucja nie tylko dlatego, że na co dzień pracuje w Urzędzie Miasta oraz niesamowicie sprawny i oddany społecznik koordynujący Klub Fantastyki Fantasmagoria, ale też współtworzący Festiwal Filmowy Offeliada czy udzielający się w Klubie Dyskusji o Książce. Animator, który w minionym już roku został wyróżniony za swą pracę – najpierw nagrodą Biblioteki Publicznej Miasta Gniezna dla przyjaciół książnicy, czyli Myszką Marcysią, a później statuetką Królika, przyznawaną przez gnieźnieńskie twórczynie i twórców kultury, którzy sami zdobyli ten laur wcześniej. Jednak Wiktor nie działa dla nagród czy poklasku, tylko jak każdy aktywista dla dobra swej społeczności i zmiany rzeczywistości na lepsze. Poza tym dzięki świetnej organizacji i zadaniowości, jest w tym szalenie skuteczny! To człowiek dla którego nie ma rzeczy niemożliwych, choćby otoczenie twierdziło inaczej, a do tego mężczyzna, który świetnie odnajduje się zarówno jako lider grupy jak i członek danego zespołu, bo potrafi być pracowity i konsekwentny, koleżeński i wymagający czy pokorny i zdecydowany. Co tu dużo pisać, taka osoba byłaby darem dla każdej organizacji i jestem przekonana, że pomógłby nawet zatrzymać zmiany klimatu. Dlatego trudno było ukryć niesmak, że kiedy odbierał statuetkę Królika, to Prezydent Gniezna Tomasz Budasz zamiast zapewnić mu spokój i szacunek – od razu oznajmił, że Wiktor będzie pracował przy okrągłej rocznicy koronacji Bolesława Chrobrego w 2025 roku…

Szepcząca z Drzewami – kobieta, która swoją „zieloną misję” odkryła w wieku dojrzałym czyli najlepszym, i której wiedza oraz doświadczenie, ale też wolność wynikająca ze wsparcia bliskich osób, a przede wszystkim głęboka empatia i uważność na drzewa – pozwoliły stać się zjawiskową sojuszniczką tych potężnych roślin. Agnieszka, bo tak ma na imię Szepcząca, wykorzystując wspomnianą wiedzę, doświadczenie i empatię, które łączy z talentem błyskotliwej storytellerki, zatem edukuje i uwrażliwia (patrz profil na FB: Szepcząca z Drzewami). I robi to tak pięknie, że ciągle poszerza grono odbiorców na przekór tym, którym zieleń nadal zdaje się przeszkadzać. Tak dzieje się za każdym razem, gdy opowiada o historii czy właściwościach biologicznych, a nawet „magicznych” danego drzewa albo o swoim spotkaniu z nim, co zdaje się unieważniać twierdzenie, że kontakt można nawiązać jedynie ze zwierzęciem. I wreszcie tak stało się, kiedy z opiniotwórczą mocą przed Świętami Bożego Narodzenia, rozpoczęła dyskusję na temat świerków nazywanych choinkami, które wówczas licznie pojawiają się w naszych domach. Argumenty, że martwe, znaczy ścięte drzewko jako symbol życia (narodzenia) to jakaś makabra i jeśli już to najlepiej wybrać żywe z korzeniami, a potem wsadzić do ziemi, albo w ostateczności „długowieczny plastik”, a te żywe podziwiać w lasach – zapewne zmieniły podejście wielu z nas.

Kwartet aktorski ze spektaklu „Miła robótka” Agnieszki Jakimiak – Kamila Banasiak, Zuzanna Czerniejewska-Stube, Paweł Dobek i Michał Karczewski to czwórka aktorów młodego pokolenia, która w przywołanej sztuce pokazała pełnię swoich scenicznych możliwości, czyli głównie talentu i odwagi. Bo żeby zagrać erotycznie, a nie wulgarnie, zabawnie, ale nie rubasznie czy w końcu zrzucając w dużej części ubrania nie pozostać nagim w swej ekspresji – to prawdziwa sztuka! I choć na udany spektakl ma wpływ tak naprawdę cały zespół przy nim pracujący z reżyserką Agnieszką Jakimiak na czele, to jednak aktorzy stanowią tu pewną wizytówkę. Poza tym to osoby, które zdają się lubić swoją pracę i nie zadzierają wysoko głowy, więc to już połowa sukcesu. Natomiast druga to zaangażowanie i świeże spojrzenie na wszelkie wyzwania, skądinąd sympatycznych młodych artystów. Jeśli tak dalej pójdzie, to Kamili, Zuzannie, Pawłowi i Michałowi wróżę wiele teatralnych i nie tylko sukcesów!

P.S. A korzystając z okazji to gratuluję koledze Jarkowi, także noworocznego felietonu pt. „Niech szczezną mężczyźni?”, bo tam wiele trafnych diagnoz, a zmierzch patriarchatu jakże potrzebny! Jednak żeby nie było nie chodzi też o matriarchat i żadne żeńskie „teraz ku*wa my!”, tylko zwyczajną RÓWNOŚĆ, wespół-zespół, a może Razem – dla mnie też dużą literą…
No i niech raz jeszcze ktoś nazwie to „wciskaniem wszędzie kobiet” czy „pitoleniem”, bo oburzenia na „wulgarny język” (hłe, hłe) już nie skomentuję, tylko odeślę do językoznawczyń i językoznawców…

Kamila Kasprzak-Bartkowiak
Kamila Kasprzak-Bartkowiak

© All rights reserved. Powered by Liber Media.

Do góry