Dyrektorska klasa w kulturalnej różnorodności
To będzie subiektywne wspomnienie Pawła Kostusiaka, dyrektora Miejskiego Ośrodka Kultury w Gnieźnie, zmarłego w niedzielę 19 października 2025 roku. Człowieka, który w tej życiowej roli był na pewno „na miejscu” i którego podejście do ludzi oraz etos pracy mogą być wzorem.
Na stronach internetowych MOK-u czy Urzędu Miasta mogliśmy przeczytać, że m.in. dyrektor Kostusiak „wprowadzał MOK w XXI wiek i z pasją i z wielkim zaangażowaniem przyczyniał się do wychowania kolejnych pokoleń Gnieźnian” oraz, że „umiejętnie odpowiadał na potrzeby i zainteresowania środowiska. Z jego mądrości i nauk czerpało kilka pokoleń gnieźnieńskich animatorów kultury. Dla wielu z nich był mistrzem, mentorem i przyjacielem…” A wszystko to, co nie zawsze się zdarza przy tego typu wspomnieniach – szczera prawda!
Osobiście Pawła Kostusiaka poznałam jeszcze podczas swojej pracy w lokalnych mediach, gdzie jako osoba pisząca o kulturze, musiałam wręcz zaznajomić się z szefami (to byli wtedy mężczyźni) gnieźnieńskich instytucji. Dyrektor Kostusiak od pierwszego kontaktu zaskoczył niezwykłą otwartością „bez pośredników” i zbędnej biurokracji. Prawie zawsze po szybkim umówieniu można było przyjść do niego po komentarz lub dłuższą rozmowę i on był do tego przygotowany. Bez udawania i „okrągłych słówek”, nie bał się mówić także o trudnych tematach. Poza tym nie słyszało się żeby nie szanował swoich pracowników czy tuszował afery, a o jego odejściu z funkcji zdecydowały względy czysto zdrowotne. No i był to człowiek kultury z krwi i kości, czyli autentycznie ją praktykujący i w niej zakorzeniony, począwszy od ukochanej fotografii, którą zarówno tworzył jak i animował (grupa Cyklop, Foto’86 czy Gnieźnieńska Akademia Fotografii Amatorskiej), poprzez sekcję związaną z fantastyką, a skończywszy na Dyskusyjnym Klubie Filmowym.

Natomiast „druga znajomość” z Pawłem Kostusiakiem zawiązała się, kiedy sama wraz z moim mężem Pawłem, zaczęłam działać na kulturalno-społecznym polu w gnieźnieńskim Klubie Krytyki Politycznej. Dzięki wspomnianej otwartości szefa, MOK był wtedy naszym ważnym partnerem, gdzie nie raz na sali widowiskowej i nie tylko organizowaliśmy społeczne debaty jak cykl spotkań pt. „Miasto jako idea polityczna” (2010-12), akcję upamiętniającą Jacka Kuronia „Nasz Kuroń” (2010) czy wystawy fotografii, rysunków i grafik oraz działań multimedialnych trzech artystek pt. „Progesteron +25” (2011), również zbiorową ekspozycję społeczników i twórców pod hasłem „Gniezno w szafie” (2012) albo prezentację malarstwa Michała Fryca „Poezje polityczne” (2014). Co więcej, dyrektor Kostusiak, pomimo naszego niepokornego profilu działalności i czasem nadużywania słowa „polityczny”, nigdy się nie skrzywił na żadną z proponowanych imprez. Ba, kiedy przyszedł czas próby, czyli po mocnej wystawie „Gniezno w szafie”, gdzie były prezentowane prace dotykające społecznego tabu jak palenie marihuany, stereotypy na temat osób z zaburzeniami psychicznymi, granica między katem i ofiarą, „mroczna subkultura”, choroba i starość, kobiecość po mastektomii czy dyskryminacja oraz przemoc ukryta pod płaszczykiem patriotyzmu i biało-czerwoną flagą – wykazał się prawdziwą odwagą. Z jednej strony bowiem nie bał się tonować nastrojów (głównie u jednego z oburzonych wówczas radnych), z drugiej zaś nie próbował nas cenzurować, wiedząc, że wolność w kulturze to wartość i nawet o „kontrowersjach” można spokojnie lub z humorem dyskutować.
Z kolei już po latach, a dokładnie w 2015 roku, Paweł Kostusiak wzbogacił swoimi fotografiami modernistycznej architektury jedną z naszych plenerowych wystaw, a w tym roku widzieliśmy się z nim we wrześniu po otwarciu ekspozycji zdjęć Władysława Nielipińskiego. Rozmawialiśmy wtedy jak zawsze o kulturze, zdrowiu i planach… Cześć i chwała Jego pamięci!