Podobno najciemniej bywa pod latarnią, a Lucyfer to „niosący światło”. Jeśli tak, to jest jeszcze nadzieja dla tego świata… o ile tylko odwrócimy wartości.
To było jedno z tych wydarzeń, które pozwala na mniej bolesne przejście z wakacyjnego czasu słonecznej laby do niepewnej aury codziennych obowiązków. I choć nazwa imprezy „Metalowe rozpoczęcie rocku”, zdaje się zawężać grono odbiorców, to przy baśniowo-gamerskim Alembiku czy piekielnie energetycznym Misguided, dobrze bawili się fani ciężkich brzmień w każdym wieku.
Takiego spotkania jeszcze nie było! Afirmacji subiektywnej historii metalu według tworzącego mroczne brzmienia i piszącego o nich Jarka Szubrychta, wprawiającej się w ciężkim graniu rodzimej kapeli o wdzięcznej nazwie Gauguns czy porażającym śmiertelnym profesjonalizmem i charyzmą zespole R.I.P.
Istnieją takie kapele, które nie muszą uprawiać muzycznej hochsztaplerki, koncertu życzeń ani miłości do coverów, żeby cieszyć się uwagą publiczności. Ba, jeśli grają swoje największe przeboje lub sięgają po dzieła innych twórców, to zawsze na własnych zasadach. Tak jak to zrobił Hunter podczas swego niesamowitego występu w poznańskiej Tamie.