Skip to main content

O „Monoloku” Pawła Sołtysa, Warszawa, która zmienia fryzurę

Wycięte na słuch

 |  Jarek Mikołajczyk  | 

„Monolok” Pawła Sołtysa opiera się na fantastycznym, z pozoru prostym koncepcie. Narratorem jest fryzjer – figura idealna do snucia cudzych historii, podsłuchiwania, filtrowania, powtarzania. Sołtys umiejętnie łączy tu powieść ze zbiorem opowiadań: monologujący fryzjer opowiada historie swoich opowiadających klientów, a książka działa jak ciąg głosów, które na chwilę siadają w fotelu i zaraz znikają i powracają bądź nie.

To trochę tak, jakby Sołtys zrobił w literaturze to, co Łona zrobił na Taxi – uchwycił opowieści z drugiej ręki, zasłyszane, fragmentaryczne, podsłuchane w ruchu. Tam były historie kierowców taksówek, tu są historie klientów zakładu fryzjerskiego. Ten sam mechanizm: chwilowa bliskość, przymus słuchania, intymność bez zobowiązań.

Czy jako raper, wokalista pisze ze słuchu? Wszystko wskazuje na to, ze przynajmniej w dwu wymiarach, pierwszy słuchanie – powtarzanie cudzych opowieści (nawet jeśli były by własne), przede wszystkim jednak wrażenie, ze dla Pawła Sołtysa oprócz znaczenia słowa mają brzmienie. Jest ważne już w fazie pisania, czasem narzucają tempo…

Równolegle „Monolok” działa jak mapa. Sołtys pokazuje realne miejsca, opisuje wycinek Warszawy – ulice, punkty usługowe, fragmenty dzielnic – ale robi to w sposób, który wykracza poza lokalność. To regionalizm uniwersalny: Warszawa jest tu jednocześnie miastem zwyczajnym a jednocześnie szczególnym, modelem świata w miniaturze. To, co wydarza się w zakładzie fryzjerskim, mogłoby wydarzyć się wszędzie, ale wydarza się właśnie tutaj.

Pod tym względem „Monolok” – mimo oczywistych różnic formalnych – przypomina Aglo Zbigniewa Rokity. Podobna jest uważność na miejsce i przekonanie, że lokalność nie zamyka, lecz otwiera. Miasto u Sołtysa nie jest dekoracją, lecz żywym archiwum: Warszawą, która powoli odchodzi, i Warszawą, która mimo wszystko trwa – nieco zmieniona, przesunięta, pozbawiona dawnych punktów odniesienia, ale wciąż rozpoznawalna. Jest tu sporo nostalgii ale i pogodzenia.

Język „Monoloku” porusza się niemal na granicy ulicznej, warszawskiej grafomanii, ale Sołtys tej granicy nie przekracza. Potoczność nie zamienia się w popis, a stołeczność nie zapada się w tożsamościową kliszę. Wejście w figurę fryzjera daje autorowi szczególną swobodę – pozwala na niemal knajackie, proste, a jednocześnie zaskakująco piękne porównania. To literatura mówiona i podsłuchana, ale precyzyjnie kontrolowana. Sołtys dokładnie wie, kiedy się zatrzymać, kiedy urwać zdanie i kiedy pozwolić, by historia wybrzmiała w ciszy między jednym cięciem a drugim.

„Monolok” jest więc książką o mieście mówionym, podsłuchanym, przyciętym do miary codzienności. O Warszawie, która odchodzi, ale nie znika — tylko zmienia fryzurę.

Tytuł: Monolok
Autor: Paweł Sołtys
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2026
ISBN: 978‑83‑8396‑239‑9

Jarek Mikołajczyk
Jarek Mikołajczyk