Refleksje po działaniu „W stronę przyszłości”

Wybiegając 10 kroków w przód

 |  Kamila Kasprzak-Bartkowiak  | 

Osoby, które stały się bohaterami wystawy i filmu „W stronę przyszłości” nie są przypadkowe. Wszystkie należą do ludzi, którzy nie boją się wiedzy i nauki, ich zawody lub zainteresowania zawsze w pewnym stopniu wiążą się z kulturą bądź społeczną aktywnością oraz cechuje je wysoki poziom wrażliwości.

Wybrani w ten sposób gnieźnianie, w dodatku parytetowo, czyli po równo z dwóch podstawowych płci oraz będący w różnym wieku, dostali za zadanie odpowiedzieć na trzy pytania: gdzie będę ja za 10 lat, gdzie będzie moje miasto i społeczeństwo, a także świat za dekadę. Skąd taki okres czasu? Bo 10 lat to nieduża, lecz „atrakcyjnie mierzalna” i jednocześnie będąca w zasięgu ludzkiej wyobraźni jednostka o której da się już coś powiedzieć. W końcu jak można przeczytać we wstępie do wystawy: „… przez 10 lat mogą trzykrotnie zmienić się rządy, odbyć olimpiady czy inne mistrzostwa, może też wyrosnąć dziecko i drzewo, pojawić nowa moda lub trend, rozpocząć się i skończyć wojna albo powstać elektrownia jądrowa. Co więcej, dekadami również mierzymy ważne wydarzenia w życiu, bo to przecież te wszystkie okrągłe rocznice i jubileusze, a i podobnie odliczają swoje istnienie wszelkie instytucje czy organizacje.”

Siła pozytywnej i empatycznej narracji

Kuratorzy oraz twórcy ekspozycji i filmu z gnieźnieńskiego Klubu Krytyki Politycznej postawili na nieprzypadkowy dobór postaci z jednego powodu – chęci pokazania wolnej od spisków, antynaukowych teorii, egoizmu, fobii czy kultu krzywdzących zysków, opowieści o świecie. Przy czym ta chęć nie wiązała się w żadnym wypadku z ingerencją lub sugestiami w temat wypowiedzi, ani postawą hurraoptymizmu, tylko wspomnianym doborem osób. Ten ostatni zaś, czyli zebranie mądrych, równościowych i empatycznych ludzi, może i nie jest zdaniem krytyków filmu czy wystawy wzorem różnorodności oraz przekroju społecznego, lecz ma wytworzyć coś w rodzaju „powszechnej i będącej częścią prawdy humanistycznej opinii” dla przypadkowych i poszukujących odbiorców. Innymi słowy, ma to być działanie w stylu opiniotwórczych mediów, które też nie zawsze pokazują całą rzeczywistość, ale to co poznajemy- buduje nam obraz świata. Bohaterki i bohaterowie wystawy oraz filmu, to z jednej strony także zwyczajni mieszkańcy miasta, którzy uczą się lub pracują, ale nie mają jakiś dużych wpływów czy pieniędzy, jednak z drugiej posiadają wymienione na początku cechy i swoją aktywnością wybijają się ponad przeciętność. To osoby, którym chce się zmieniać świat w duchu dobra wspólnego, czyli kwintesencja społeczeństwa obywatelskiego.

Słodko-gorzki obraz przyszłości

Natomiast kiedy już dokładnie przeanalizujemy słowa zaproszonych do projektu postaci, to możemy spodziewać się niekoniecznie zaskakujących, ale ciekawych wniosków. To co ważne rozgrywa się bowiem pomiędzy prywatną, a publiczną sferą i też niejako na dwóch biegunach. Jeśli przeczytamy lub wysłuchamy wypowiedzi bohaterów, to zobaczymy, że najwięcej optymizmu wyrażają oni przy pytaniu o własne życie i plany na przyszłość, mieszane uczucia miewają przy refleksjach nad zmianami w najbliższym, miejskim otoczeniu, zaś najwięcej pesymizmu i goryczy towarzyszy im w przemyśleniach dotyczących losów świata.
Niemal każda z osób przy opowieści o swoich zamiarach i nadziejach, była przekonana, że w jakimś stopniu uda jej się osobisty rozwój w dziedzinie pracy, nauki czy aktywności społecznej, ale rozumianej dość kameralnie, a także pojawiających się zainteresowań. Z wyjątkiem pana Bogusia, który postanowił zaprosić na swój… pogrzeb, ponieważ uważa, że za 10 lat, gdy będzie miał 74 lata, to podobnie jak ojciec i dziadek odejdzie z tego świata. Z kolei jeśli przyjrzymy się bliżej opowieściom o Gnieźnie, to z jednej strony wyłaniają się z nich obawy o demografię i marginalizację, z drugiej zaś nadzieje czy marzenia o kulturalno-gospodarczym rozwoju, co świadczy o tym, że występujący mają raczej poważną i silną więź z miastem. Wypada więc sobie życzyć żeby równie serio do swej „małej ojczyzny” podeszli włodarze i urzędnicy.
I wreszcie, gdy przychodzi do globalnej refleksji, to wybija z niej coraz bardziej realne widmo katastrofy klimatycznej, smutek z nierówności i polaryzacji społecznych albo głęboka niepewność co do pozytywnego kierunku zmian. Czyżbyśmy byli „ludźmi małej wiary”, którzy zniechęceni cynizmem i egoizmem polityczno-finansowych elit, nie mieli sił bronić rzeczy ważnych? A może lepiej zmieniać swój mały świat po kawałku i a nuż za 10 lat przyjemnie się rozczarować?

Kamila Kasprzak-Bartkowiak
Kamila Kasprzak-Bartkowiak

© All rights reserved. Powered by Liber Media.

Do góry