Skip to main content

Spoina. Spotkanie autorskie

Plotka, Dziekanka, Irmina Kosmala, szaleństwo i literatura

 |  Jarek Mikołajczyk  | 

Kawiarnia Plotka w Gnieźnie wypełniła się niemal od pierwszych minut. Kilkadziesiąt osób, stoliki przesunięte bliżej, ciche rozmowy — wszyscy czekali na moment, w którym zabrzmi słowo. Spotkanie autorskie z Irmina Kosmala nie przypominało festiwalowego eventu: nie było reflektorów ani kolejki po autografy. Publiczność w skupieniu, w którym liczyło się słuchanie i obecność. Mimo tego umiarkowana podniosłość chwili.

Rozmowę prowadził Dawid Jung. Nie grał konferansjera, stwarzał przestrzeń dla autorki. Pauzy i milczenie były częścią narracji, pozwalały wybrzmieć opowieści pisarki. Kosmala nie opowiadała książki — mówiła o procesie, inspiracjach i o tym, jak lokalność może przekształcić się w uniwersum literackie. Oczywiście przyszedł też moment na czytanie fragmentów.

Spoina jest trzecią książką prozatorską Kosmali, formalnie zamyka trylogię. Nie jest to zamknięcie drzwi, lecz moment, w którym wcześniejsze powieści jawią się jako droga do odwagi i pełni formy, żeby nie powiedzieć wprawki. Jeśli tamte książki budowały narzędzia, Spoina pokazuje, po co powstały – by obecną trzecią budowały empatia i emocjonalność. To książka, która sprawia, że proza Kosmali staje się Literaturą w pełnym znaczeniu słowa — bez cudzysłowu i bez usprawiedliwień. Nie mamy już do czynienia z pisarką gnieźnieńską, a z pisarką. To nie jest proza aspirująca, to jest po prostu proza.

Książka gatunkowo i ciężarem inna niż proza, jaką pisze Paweł Sołtys czy eseistyczno-reporterskie projekty Kajś i Aglo autorstwa Zbigniew Rokity. Lokalność nie jest tu dekoracją, lecz punktem wyjścia do opowiedzenia czegoś uniwersalnego, tak jak i tam, a jednak więcej tu traumy, dramatu i podskórnego napięcia. Jeśli się śmiejemy to nie po to by był ubaw.

Wbrew tezie, że Gniezno jest w cieniu Dziekanki i Katedry, postawionej w artykułach Jarosława Mikołajczyka (moich), Kosmala pokazuje miasto z cieniem Dziekanki. Cień historii, który nie daje się odsunąć ani uprościć, a jednak bardziej naznacza niż wyznacza. To właśnie Wojewódzki Szpital dla Nerwowo i Psychicznie Chorych Dziekanka spaja bohaterów, czasy i porządki moralne.

“Dziekanka” łączy autentycznego geniusza doktora Wizego ze współczesnym Widzem, pokazuje zderzenie postępu z jego wypaczeniem. Pięknie nabudowany wątek listów Olgi Boznańskiej do doktora Wize, pozwala na moment odetchnąć od przyjętego w reszcie powieści porządku męskiego punktu widzenia – tak mówi o tym sama autorka. Tu daje się poznać jako pisarka, która empatii używa jako źródła budowania fragmentu książki. 

Jedną z najmocniejszych osi fabularnych ale i etycznych jest przemiana doktora Wiktora Ratkego — od postępowego lekarza i dyrektora po oprawcę faszystowskiej akcji T4. Sama akcja T4 pojawia się w powieści bez epatowania, z pełnym ciężarem etycznym. Dzięki emocjonalnej samokontroli autorka unika jednak taniego moralitetu, wytrawna już filozofka – zostawia pytania otwarte. 

Filarem fabuły bywa też Hiob, a część pacjentów otrzymuje znaczące, filozoficznie obciążone pseudonimy. Kosmala, filozofka z wykształcenia, nie zmienia powieści w wykład. W Spoinie myśli sytuacją graniczną, postacią, konfliktem. W tym sensie staje się nie tylko powieściopisarką, ale również filozofką w praktyce, myślącą przez literaturę.

Widoczne są wpływy psychologii egzystencjalnej zwłaszcza Irvin Yalom. Do czego sama się przyznaje w trakcie spotkania. Początek książki bywa groteskowy, podszyty specyficznym humorem; potem jednak czytelnik staje wobec ciężkiego, etycznie uwierającego materiału. Autorka jednak nas nie smaga byśmy czuli ciężar, pytania powracają podskórnie po spotkaniu, tak zresztą zapewne dzieje się po lekturze. Jeśli podobnie jak poprzednie książka jest w swej bazie erudycyjna, język tym razem jest prosty.

O inspiracjach i metodzie pisarskiej Kosmala opowiadała podczas rozmowy z Jungiem. Lokalność Spoiny wyznaczają nie tylko miejsca — z Dziekanką jako główną sceną — ale też żywy, niemal dotykalny koloryt Gniezna. Pojawiają się postacie rozpoznawalne dla wtajemniczonych: między innymi autor relacji, witający turystów w meloniku i z laseczką swoim autentycznym: „No cześć, wiaruchna, witam was barzy serdecznie”. Tkanka miasta, a nie ozdobnik, zauważa to autorka co potwierdził na spotkaniu wydawca. 

W rozmowie pojawili się także znajomi autorki, przetworzeni literacko jako modele charakterologiczne i wzorce reakcji. Spoina pozostaje powieścią fabularną, a jednocześnie głęboko osadzoną w autentycznej historii. To filtr filozofii i warsztat autorki pozwala czytelnikowi przejść suchą stopą przez rzekę łez. O tej trudnej równowadze między fikcją a odpowiedzialnością mówili zgodnie Irmina Kosmala i Dawid Jung.

To było spotkanie, po którym wychodzi się wolniej — bo miasto i literatura zostają w głowie. Na poważne tematy można rozmawiać bez spazmów i egzaltacji.

Recenzja książki już 8 marca.

Jarek Mixer Mikołajczyk

Jarek Mikołajczyk
Jarek Mikołajczyk