Kolejne ze zjawiskowych spotkań w Latarni na Wenei i tym razem z małym współudziałem ekipy organizującej niegdyś Marsz Równości w Gnieźnie za nami! Cudownie swobodna, pasjonująco poruszająca i empatycznie szczera oraz oczywiście queerowa rozmowa Alex Freiheit z Alinem Szewczykiem, a także liczną i aktywną publicznością.
Tęczowy gość Latarni, to bowiem transmęska osoba niebinarna, choć tożsamość płciowa, to tylko jedna z definiujących go cech, bo poza tym to model, który przeszedł wybiegi, zarówno w pokazach męskich jak i damskich dla Prady i nie tylko, aktor, który zagrał główną rolę w filmie „Fanfik”, ale i jeden z bohaterów dokumentu „Jesteśmy idealni” oraz komiksiarz, didżej czy spawacz.

I jako, że Alin to osoba wielu talentów, zaś Alex przepytywała go z iście detektywistyczną dociekliwością, to było oczywiście o tożsamości czyli zaimkach, wyglądzie i społecznej zmianie, która po 2020 roku oraz słynnej „tęczowej nocy”, zapoczątkowanej przez zatrzymanie Margot – na dobre już dokonuje się w polskim społeczeństwie. Bo choć nadal do pełnej akceptacji oraz równych praw osób ze społeczności LGBT+ daleka droga, to jednak wiele spraw zmienia się na lepsze.

Następnym tematem były więc wspomniane talenty, a wśród nich pytanie o sprawczość sztuki. Z talentami to wyszło tak, że Alin jako zdolna, ale nieidealna osoba, lubi wielu rzeczy próbować, więc modeling będący przypadkową przygodą był jedną z nich, ale rysowanie, które sprawia mu frajdę czy spawanie na które ma papiery, to już świadomie rozwijane pasje, zaś muzyczne sety, które zaprezentował także w Latarni jako DJ Ballin, to z kolei powoli „pieśń przeszłości” z powodu… planów własnej twórczości. Natomiast z tą sprawczością to jest tak, że sztuka nie od dziś pomaga oswajać się z innością i dobrze jeśli w niej możemy zobaczyć siebie oraz drugiego człowieka.



Jednak przede wszystkim piątkowe spotkanie było zapowiadaną celebracją queeru, czyli różnorodności, bo na pytanie Alina o obecność osób queerowych na spotkaniu, podniosło się kilka rąk, a podczas całej rozmowy panowała niezwykle uprzejma i bezpieczna atmosfera. Sam Alin zaś dał się poznać jako wrażliwa, niegwiazdorząca oraz właśnie pełna pasji osoba, a jego „cukierkowo melodyjny” set didżejski na dobre rozbujał publiczność, zabierając ją w muzyczne rejony, których się nie spodziewała.