Fragment wywiadu z Kultury u Podstaw

Bycie dudziarzem to rodzaj misji i posługi

 |  Kamila Kasprzak-Bartkowiak  | 

Z Mikołajem Woźniakiem, gnieźnieńskim dudziarzem i członkiem Zespołu Muzyki Dawnej Huskarl – o historii i jej popularyzacji, o dudach, muzycznej pasji i niecodziennym graniu oraz próbach zachowania gnieźnieńskiej i wielkopolskiej tradycji dudziarskiej – rozmawia Kamila Kasprzak-Bartkowiak.

Kamila Kasprzak-Bartkowiak: Na jednym z późnośredniowiecznych kafli gnieźnieńskich, które znajdują się w Muzeum Początków Państwa Polskiego, możemy zobaczyć niedźwiedzia grającego na dudach. Natomiast współcześni gnieźnianie, coraz częściej z tym instrumentem kojarzą Ciebie. Skąd się wzięły Twoje dudy?

Mikołaj Woźniak: Istnieje kilka powodów, dla których zdecydowałem się pójść tą drogą. Pierwszym i niewątpliwie ważnym czynnikiem jest historia. Była ona moją pasją od najmłodszych lat i to zamiłowanie towarzyszy mi do dnia dzisiejszego. Historię traktuję, jako pewien sposób na poznawanie i doświadczanie otaczającego świata. Urodziłem się i dorastałem w okolicach Gniezna, czyli legendarnej pierwszej stolicy Polski. Ponadto w rodzinnej wsi  – Jankowie Dolnym, już od XI wieku istniał gród, który później był siedzibą szlacheckiego rodu Porajów. Cóż, dorastając w takim miejscu, jest się na historię skazanym.

Co czuje dziecko, spoglądając na Katedrę Gnieźnieńską – symbol władzy i miasta królewskiego? Co czuje dziecko, słysząc, że pierwszych pięciu polskich królów koronowano w Gnieźnie? Co czuje dziecko, słysząc niezliczone ilości legend piastowskich? 

Przebywanie w ruinach zamków, grodów, pałacowych posiadłościach, czy wiejskich skansenach, zawsze budziło u mnie podziw i szacunek dla kultury przodków.

Kształtowała się wtedy podświadomie moja wrażliwość – na to, co zawierało się w kształcie, kolorze, zapachu, dotyku. Kiedy świadomości przybywało, zaczęła się fascynacja książką, obrazem i rysunkiem. Pojawiła się próba zrozumienia dawnych legend i przypowieści, które były przekazywane z pokolenia na pokolenie. 

Okoliczności te utorowały moją drogę do instrumentu zwanego dudami.

Pierwsze poważne myśli na temat dud zaczęły się wraz ze wstąpieniem w szeregi ruchu rekonstrukcji historycznej epoki średniowiecza. Festiwale odtwórstwa historycznego uświadomiły mi, że historia to nie tylko wyobraźnia, książki, muzea, czy monumentalne budynki. Dzięki nim okazało się, że podróż w czasie jest możliwa. Zobaczyłem świat, w którym pasjonaci historii starają się ją poczuć niemal na własnej skórze.

A największą przyjemnością był dla mnie widok dobrze bawiących się odtwórców, którzy zarażali pozytywną energią innych ludzi. Dzięki pasji, zaangażowaniu, a także zabawie po prostu uczyli oni innych historii!

Tym festiwalom towarzyszyła też oczywiście muzyka dawna, ludowa, a czasem współczesna. Koncertów nie brakowało, lecz często zdarzało się, że muzyka puszczana była z dużych głośników, a zespoły – nierzadko ubrane we współczesne ubrania – odbiegały od próby surowego i epokowego jej wykonawstwa.

Coraz częściej miałem wrażenie, że – w porównaniu do innych prezentowanych na takich festiwalach rzemiosł oraz profesji, poczynając od kowali, szewców, garncarzy czy w końcu wojów i rycerzy – muzyków i badaczy tego tematu było zdecydowanie za mało. Brakowało w tym wszystkim po prostu muzyki na żywo, w prostej i czytelnej dla ludzi formie. Zacząłem szukać wtedy własnej drogi i po raz pierwszy zainteresowałem się muzyką dawną i tradycyjną.

Poszukiwałem źródeł historycznych w publikacjach naukowych oraz popularnonaukowych, internecie, zbiorach muzealnych. Dogłębnie wsłuchiwałem się w świetne zespoły muzyki dawnej, grające od lat 70. i 80. oraz te grające muzykę dawną współcześnie. Jeszcze inne spojrzenie dały mi zespoły folkowe, które inspirując się muzyką średniowiecza i renesansu, grają w nieco rockowym, czy nawet punkowym stylu. To takie zderzenie klasyki i rozrywki, które zapewne w średniowieczu również miało miejsce.

KKB: Rozumiem, ale gdzie w tym wszystkim Twoje dudy?

Mikołaj Woźniak: Pierwsze dudy nabyłem z dnia na dzień, bez zbędnego zastanawiania się. Wiedziałem czego chcę i miałem poczucie, że jestem do tego wyboru przygotowany.

Była to rekonstrukcja dud średniowiecznych. Oczywiście nie da się ich od tak kupić, bo dudy to rękodzieło, które się zamawia, a ludzi zajmujących się sztuką budowania tego instrumentu jest mało.

Pierwsze miesiące były trudne, zwłaszcza dla samouka. Ale po głowie chodziła mi nieprzerwanie jedna myśl: Skoro mogę widzieć i czuć historię, to chciałbym ją też słyszeć i dzielić się nią z innymi.

Dziś mam łącznie ponad 20 instrumentów historycznych i tradycyjnych, 8 kompletów dud z Polski oraz Europy, natomiast w zeszłym roku pod okiem mistrza zbudowałem własne. Niebawem mam nadzieję, że będzie ich więcej. Gram od 5 lat, no ale kto wie kim byłem w poprzednim wcieleniu? Może dudziarzem w XIV wieku…

Bardzo się cieszę, że w pierwszym pytaniu pojawił się wątek kafli z dudami. Przyznaję, że one też odcisnęły na mnie swoiste piętno. W moich rodzinnych miejscowościach – Jankowie Dolnym oraz Gnieźnie – znaleziono największy w Polsce średniowieczny zbiór XV-wiecznych kafli piecowych. Dwa kafle przedstawiające dudy są unikatem na skalę nie tylko ogólnopolską, lecz także europejską. To najstarsze przedstawienia dud w Wielkopolsce, gdzie do dziś ten archaiczny instrument w muzyce tradycyjnej występuje.

Zdradzę małą ciekawostkę. Podczas przedwojennych badań terenowych prowadzonych przez muzykologów, region gnieźnieński nie został uwzględniony jako region dudziarski. Tereny przy miastach takich jak Poznań, Leszno, Rawicz, Zbąszyń czy Kościan natomiast tak. Jest to pewien paradoks, zważając na liczne źródła historyczne, które Gniezno – zarówno ukazują jak i wspominają – jako miasto charakteryzujące się wysokim poziomem kultury artystycznej.

Oprócz naszego regionu, w którym mamy najwięcej odmian tego instrumentu, dudy obecne są także w Beskidzie Żywieckim, Beskidzie Śląskim oraz na Podhalu. Niestety w innych regionach naszego kraju dudy nie zachowały się do czasów dzisiejszych. To świadczy o sile tożsamości regionalnej, jaką ma Wielkopolska. Pamiętajmy, że instrument ten powszechnie zaczął funkcjonować w europejskim instrumentarium już w IX wieku.

KKB: Słuchając tak zwanej kozy, trudno nie ulec jej kojącemu, czy wręcz hipnotycznemu czarowi. A czym Ciebie zachwyca ten instrument? Dlaczego nie sięgnąłeś po coś bardziej powszechnego, jak gitara, trąbka albo perkusja?

MW: Zachwyca mnie w nim siła dźwięku przy jednoczesnej wrażliwości. Instrument potrafi uderzyć dźwiękiem, po czym osobliwie ukoić duszę. Wielu znajduje w nim oczyszczenie, popada w trans. Większość ludzi, których spotykam, słyszy pierwszy raz dudy na żywo. Zachwycające jest to, że zdecydowana większość czuje wtedy ciarki na plecach.

Zaskakująca jest także prostota ich konstrukcji, będąca jednocześnie sporą komplikacją. To bardzo nieprzewidywalny instrument, który często bywa kapryśny i nie chce grać, kiedy sytuacja tego wymaga.

W kwestii historycznej – dudy posiadają rodowód. Jest to instrument znajdujący się w muzycznej hierarchii wysoko. Bycie dudziarzem to pewien rodzaj misji i posługi. W niektórych kręgach muzykę dudziarską zwykło nazywać się wprost duchową, na przykład na Białorusi dudar (dudziarz) nazywany był szamanem. Szkoccy wojownicy natomiast bez dud nie wychodzili do walki.

Przykładem z naszego podwórka jest piechota Rzeczypospolitej, która w czasach swojej świetności maszerowała między innymi z dudami.

Ceremonie zaślubin jak i pogrzeby w wielu krajach związane są bezpośrednio z tym instrumentem. Dudy grały wśród prostego ludu, ale też w środowisku władcy – reprezentanta Boga i władzy w królestwie. Zachwyca mnie ich wielowiekowa tradycja, a co za tym idzie wysoka pozycja.

Każdy historyczny utwór posiada swoją historię i okoliczności, w jakich powstał. Dzięki temu z łatwością można przenieść się do starej karczmy, zamkowej sali, czy w sam środek zażartej bitwy.  Najlepiej wspominam grę w kościołach i zamkach, które liczyły nawet 800 lat. To przeżycia, które zapamiętuje się na długo.

A dlaczego nie powszechne instrumenty? Nie leży to w kręgu moich zainteresowań. Zresztą szkoda mi czasu na powszechność. Poszukuję czegoś więcej.

Fot. Dawid Stube

Cała rozmowa na portalu Kultura u Podstaw:
https://kulturaupodstaw.pl/bycie-dudziarzem-to-rodzaj-misji-i-poslugi/

Kamila Kasprzak-Bartkowiak
Kamila Kasprzak-Bartkowiak

© All rights reserved. Powered by Liber Media.

Do góry