Skip to main content

Fragment wywiadu z Kultury u Podstaw

Nie ograniczam się w swoich kompozycjach

 |  Kamila Kasprzak-Bartkowiak  | 

Z Krystianem Klejem, gnieźnieńskim kompozytorem młodego pokolenia i współtwórcą Letnich Prezentacji Organowych w Katedrze – o twórczych początkach, obecnych występach i projektach, muzycznych inspiracjach oraz mistrzach i partnerach, a także o planach na przyszłość – rozmawia Kamila Kasprzak-Bartkowiak.

Kamila Kasprzak-Bartkowiak: Podczas twojego koncertu kompozytorskiego w Miejskim Ośrodku Kultury w Gnieźnie dyrektor tej instytucji Dariusz Pilak nazwał ciebie „młodym Pendereckim”. Jakie to uczucie być porównanym do tego wybitnego kompozytora? Bardziej presja czy motywacja?

Krystian Klej: To ogromne wyróżnienie być porównanym do tak znakomitego kompozytora, jakim był Krzysztof Penderecki. Odkąd pamiętam, zawsze interesowałem się biografiami wielkich mistrzów z różnych epok muzycznych. Filmy, książki, płyty, wywiady – to wszystko dawało mi motywację do działania, do pracy nad własnym warsztatem kompozytorskim. Kształtowało to także moją wyobraźnię muzyczną. Nie użyłbym jednak tego porównania, które padło podczas tego koncertu, w odniesieniu do mojej osoby, ponieważ wiele mi brakuje do tak zasłużonego dla kultury polskiej kompozytora.
Młody Krzysztof Penderecki tworzył w zupełnie innym stylu. „Emanacje: na dwie orkiestry smyczkowe” czy „Tren – Ofiarom Hiroszimy” na 52 instrumenty smyczkowe to utwory do szpiku sonorystyczne. Moje kompozycje są bardziej klasyczne.
Nie brakuje w nich jednak współczesnego podejścia do melodyki czy innych elementów dzieła muzycznego. Słowa dyrektora MOK-u są wielkim wyróżnieniem i motywacją do dalszego działania. Nie zamierzam kopiować stylu Krzysztofa Pendereckiego. Jak już wcześniej wspomniałem, jest on dla mnie inspiracją i mentorem, od którego mogę uczyć się niekonwencjonalnych rozwiązań kompozytorskich.
Takie wydarzenia, na których mogę zaprezentować szerszemu gronu melomanów swoją twórczość, utwierdzają mnie w przekonaniu, że warto podążać tą drogą, by nadal budować i kształtować swój indywidualny język muzyczny.

K.K.-B.: Kiedy zauważyłeś, że poza grą na organach czy fortepianie pociąga cię samo tworzenie muzyki i jak dziś łączysz te zajęcia?

K.K.: Nie było takiego momentu, w którym to zauważyłem, ponieważ od samych początków nauki gry na instrumencie ciągnęło mnie w stronę kompozycji. Szło to równolegle. Pamiętam swoje pierwsze, prymitywnie zapisane utwory, w których brakuje podstawowej wiedzy ze świata muzyki. Są one teraz głęboko schowane i służą jako obraz mojego rozwoju na przestrzeni kilkunastu lat.
Komponowanie działało na mnie jak terapia – dało mi to możliwość wyrażenia siebie. Nigdy nie prezentowałem swoich pierwszych utworów, lecz mimo to dawały mi one poczucie spełnienia i ulgi, ponieważ przekazywałem swoje emocje na papier. Dziecięca przygoda z komponowaniem pomagała mi w kształtowaniu i rozwijaniu wyobraźni oraz w poszerzaniu wiedzy i umiejętności.

K.K.-B.: A jak właściwie powstają twoje kompozycje? Bo wśród tych, które mogliśmy usłyszeć w MOK-u, pojawiły się na pewno religijne i przyrodnicze inspiracje…

K.K.: Nie ograniczam się do konkretnej tematyki. Można by pomyśleć, że jako organistę interesują mnie wyłącznie tematy sakralne i liturgiczne, ale tak nie jest. Początkowy i moim zdaniem najważniejszy proces twórczy rozpoczynam od rozpisania schematu kompozycji w zeszycie. Polega on na utworzeniu mapy utworu, która zawiera podział na części, główne myśli – tematy, ich uzupełnienia, barwę danego fragmentu, czas trwania czy zbiór instrumentów. Element ten pomaga mi panować nad całością i trzymać się konkretnych, wyznaczonych ram. Na mapę składają się różnego rodzaju znaki graficzne, które nie są zapisem nutowym. Chodzi o zobrazowanie całości, kształtu, wysokości dźwięków. Sposobu tego nauczyłem się na studiach, podczas zajęć z profesorem, ale także analizując prace innych, wielkich kompozytorów.
Najbardziej zapadła mi w pamięć precyzja Witolda Lutosławskiego, który młodym kompozytorom radził, aby na początku procesu twórczego mieć już cały obraz utworu. Kompozytor ten był bardzo pedantyczny, co słychać w jego utworach. Miał czas oraz warunki na spokojną pracę. Ja wykorzystuję każdą chwilę na komponowanie, nawet te najkrótsze momenty, takie jak okienka pomiędzy lekcjami, dojazd pociągiem do szkół muzycznych czy krótkie chwile pomiędzy obowiązkami domowymi.
Zróżnicowanie tematyki moich utworów wynika z ciekawości oraz z kreowania własnego warsztatu kompozytorskiego. Szukam nowych i ciekawych rozwiązań kompozytorskich, brzmieniowych i technicznych. Staram się poznawać wszystkie instrumenty i style. Wykorzystuję często quasi-polifonię. Lubię, jak poszczególne głosy przenikają się i prowadzą między sobą dialogi, lub stanowią niezależną całość. Wynika to głównie z literatury organowej, ponieważ najczęściej wykonuje się utwory barokowe. Od kogo, jak nie od Bacha mamy uczyć się kontrapunktu i polifonii?
Rzadko korzystam z inspiracji natury – myślę, że takich dzieł powstaje bardzo dużo, a zaprezentowany na moim koncercie kompozytorskim utwór „Sople” na skrzypce solo pochodził z 2021 roku. Ciekawym tematem i dość świeżym w mojej twórczości jest eksperyment, który przeprowadziliśmy wspólnie z Małgorzatą Korycińską-Wegner podczas tegorocznej Offeliady. Małgorzata stworzyła audiodeskrypcję filmu „Przejście” w reżyserii Doroty Lamparskiej, a ja miałem w taki sam sposób, tylko za pomocą dźwięków, zobrazować wybrane postaci filmowe. Skomponowałem zatem utwory do dwóch postaci: Marii – głównej bohaterki filmu (utwór z roku 2024 „Przejście” na flet, altówkę, wiolonczelę i fortepian) oraz Toaletnika (utwór „Afekt – Toaletnik” z 2025 roku na ten sam skład). O dziwo, po tak długim czasie pomiędzy utworami, które dzieli około 10 innych kompozycji, były one spójne, jakby te postacie i utwory coś wiązało ze sobą. Było to dla mnie wielkie zaskoczenie, ponieważ zmieniłem swój styl kompozytorski na bardziej nowatorski i wykorzystujący rozszerzone techniki wykonawcze, np. w utworze „Widmo” na klarnet, puzon, wiolonczelę i fortepian (2025), którego prawykonanie odbyło się podczas koncertu Koła Młodych na Warszawskiej Jesieni.

K.K.-B.: Możesz przypomnieć swoje muzyczne początki i edukacyjną ścieżkę?

K.K.: Moja muzyczna przygoda rozpoczęła się dzięki zasłużonemu gnieźnieńskiemu muzykowi Andrzejowi Jorasowi. Pobierając u niego lekcje prywatne, początkowo z gry na fortepianie, później na organach, mogłem wkroczyć w ten świat dźwięków. Pamiętam, że pierwsze godziny były bardzo trudne, bo nie było nam po drodze. Jako siedmiolatek miałem także inne rzeczy w głowie, nie tylko muzykę i ćwiczenie. Z czasem jednak zrozumiałem i doceniłem starania mojego mistrza, co w konsekwencji doprowadziło mnie do ukończenia studiów muzycznych na dwóch kierunkach.
Oprócz zainteresowania organami marzyłem wtedy, aby grać na saksofonie, ale nie było mi to dane. Teraz często piszę utwory, wykorzystując ten instrument. Kiedy pan Andrzej Joras wypuścił mnie spod swoich skrzydeł, zostałem słuchaczem Studium Muzyki Kościelnej Archidiecezji Gnieźnieńskiej w klasie organów pana Ryszarda Superczyńskiego – organisty katedralnego, a później pana Jakuba Pankowiaka. Kształciłem się jako organista liturgiczny i miałem praktykę w różnych kościołach w okolicy Gniezna.
W międzyczasie uczyłem się w gnieźnieńskim technikum geodezyjnym. Nie dawało mi to takiej satysfakcji, ponieważ zdecydowanie bardziej ciągnęło mnie do muzyki. Gdy przyszedł czas na uczelnię wyższą, postanowiłem zdawać na Wydział Instrumentalny do Akademii Muzycznej w Poznaniu. Jakie było moje zaskoczenie, gdy to się udało. Rozpocząłem naukę gry na organach pod kierunkiem prof. Sławomira Kamińskiego i dr. Jakuba Pankowiaka, a po dwóch latach od rozpoczęcia studiów organowych podjąłem jednocześnie studia kompozytorskie w klasie prof. Artura Kroschla w tej samej uczelni.
Studia były niezwykle intensywnym okresem w moim życiu. Oprócz studiowania dwóch kierunków jednocześnie pracowałem w szkołach muzycznych. Zaowocowało to tym, że musiałem dobrze organizować swój czas, dzieląc go między zajęcia na uczelni, pracę, ćwiczenie na instrumencie oraz pracę nad partyturami.

Fot. Dawid Stube

Cała rozmowa na portalu Kultura u Podstaw:

https://kulturaupodstaw.pl/nie-ograniczam-sie-w-swoich-kompozycjach/
Kamila Kasprzak-Bartkowiak
Kamila Kasprzak-Bartkowiak