Sułkowski, Napoleon, Szatan i 3 maja

3 maja gnieźnianie pod Kołobrzegiem

 |  Jarek Mikołajczyk  |  ,

Dziś sięgamy w artykule Interaktywnego Muzeum Gniezna po początek XIX. Obecność w Gnieźnie, jednego z bohaterów, przez lata traktowana była jak kolejna miejska legenda. Nazwisko drugiego prędzej znajdziemy na Łuku Triumfalnym w Paryżu niż w Dziejach Gniezna. Popcentrala akcentuje w ten sposób obchody 3 maja.

Księcia Antoniego Pawła Sułkowskiego przypomnieliśmy, przy okazji wystawy „Guzik wam pokażemy” organizowanej przez Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie. Wówczas postać ta była jedynie inspiracją — dziś chcemy opowiedzieć o zapomnianych, jak się okazuje czasach napoleońskich w Grodzie Lecha.
Antoni P. Sułkowski karierę wojskową zaczynał mając niespełna 21 lat. Dynamiczna i błyskawiczna droga jego awansów rozpoczęła się w Gnieźnie. Trzeba przyznać, że sporo zawdzięczał wujowi Józefowi Sułkowskiemu, który był adiutantem cesarza Napoleona. To za sprawą Józefa nazwisko Sulkovski widnieje na Łuku Triumfalnym pośród 660 oficerów Bonapartego, gdzie zapisano jeszcze tylko siedmiu Polaków, w tym ks. Józefa Antoniego Poniatowskiego i generała Jana Henryka Dąbrowskiego.

Chrześniak cara syn targowiczanina

W Rydzynie, w pałacu gdzie się wychował, mówiło się po niemiecku. Sułkowscy byli książętami Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Ojciec Antoni, kanclerz Wielki Koronny i wojewoda gnieźnieński, niechlubnie zasłynął z Targowicy i Konfederacji Grodzieńskiej. Miał też Antoni Paweł szczególnych rodziców chrzestnych. Wprawdzie do chrztu trzymali go ubodzy leszczynianie, z racji na to, że po narodzeniu wszystko wskazywało, że może nie przeżyć długo. To jednak car Paweł I i Maria Fiodorowna, matka carów byli jego oficjalnymi rodzicami chrzestnymi. Zresztą odwiedził Marię Fiodorownę w Petersburgu jeszcze jako dziecko. To na carskim dworze nieco później pokochał smak herbaty, której był w Polsce wielkim propagatorem.

książę Sułkowski

Szef pułku. Gniezno początkiem błyskotliwej kariery

Poza pozycją książęcą zawdzięczał ojcu nienaganne wykształcenie. Po ojcu Antonim miał też zamiłowanie do „książętowania” – bycia księciem z pełnymi tego konsekwencjami i kosztami, mimo że aż tak majętny nie był. To także wolą ojca jego guwernerem został ks. Ignacy Przybylski, który miał go wspierać i wkrótce wygłosił płomienne kazanie w rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja podczas walk budowanego w Gnieźnie pułku Sułkowskiego opodal Kołobrzegu. Do spotkania z Napoleonem doszło jeszcze w Poznaniu. Tu cesarz rozpoznał w młodym księciu krewniaka swego adiutanta. Zaczęto tworzyć polskie formacje, dokładnie Legię Poznańską. Sułkowski rozpoczął wystawianie 1 Pułku Piechoty Legii Poznańskiej. Regiment powstawał w Gnieźnie. Czasy napoleońskie z jednej strony niosły nadzieję, na wyzwolenie Wielkopolski spod jarzma Szkiebrów, z drugiej cesarz wyciskał z gnieźnian, wszystko co mógł. Relacje pokazują, że kochany tutaj nie był. Do tego wrócimy. Nie było łatwo Sułkowskiemu, który w wieku 21 lat, nie miał żadnego doświadczenia wojskowego budować pułk w 1806 roku.
Gnieźnianie do poboru szli raczej niechętnie, a i jak wspomnieliśmy, majątek Sułkowskiego wielki nie był. Biedne dość było to wojsko, ale od początku szkolone dobrze i niebawem miało dobrze zdać swój egzamin. Mundury szyte bądź przeszywane były na terenie seminarium duchownego.


Część gmachu zwłaszcza parterowa z Kaplicą Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny pamięta te czasy. Początki gmachu sięgają 1783 roku. Po części wystawiając pułk za ostatnie pieniądze książę Sułkowski wspierał się częściami umundurowania po czasach insurekcji. Potwierdza to kilku filobutonistów, oceniając znalezione przez Roberta Maziarza i Olafa Popkiewicza guziki pułkowe z 1. (Te, od których w Muzeum zatytułowaliśmy, wspomnianą wystawę).

Robert Maziarz i Jarek Mikołajczyk przy jednej z tablic wystawy Guzik Wam pokażemy

Dzięki formowaniu Legii Poznańskiej Gniezno odegrało sporą rolę w pierwszym zwycięskim powstaniu wielkopolskim w 1806 roku. Trudno dziś o wskazanie miejsca, gdzie poza ówczesnym seminarium formowało się wojsko Sułkowskiego. Pamiętajmy, że po wielkim pożarze w 1819 roku, miasto zostało gruntownie przebudowane. O tym, że Gniezno niosło ciężar punktu aprowizacyjnego dla wojsk napoleońskich i o umiejscowieniu lazaretu między innymi u Franciszkanów, a potem na terenie seminarium, mówi wiele źródeł. Obok przyszłego naczelnego wodza wojsk polskich Księstwa Warszawskiego w formowanym 1 Pułku Legii Poznańskiej, zwanej Legią Dąbrowskiego na gnieźnieńskim bruku szkolił się z rekrutami inny wielki Wielkopolanin Dezydery Chłapowski. Panowie właśnie w Gnieźnie cementowali przyjaźń. Obaj po kampaniach napoleońskich przyjęli postawę organicznikowską. To jednak z Gniezna wyruszyli na wojnę napoleońską. Sułkowski w czasie formowania Pułku otrzymał od Napoleona tytuł oficerski, stał się więc nie tylko szefem pułku, ale jego realnym dowódcą. Zanim przeszedł długą drogę w kampaniach napoleońskich, hiszpańskiej i moskiewskiej, wyruszył na Pomorze. Stamtąd przyszło po latach do Gniezna przypomnienie o bohaterach spod Gniezna, którzy stacjonując pod Kołobrzegiem, jako jedni z pierwszych świętowali oficjalnie w 1807 roku rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja.


1 Pułku Piechoty Legii Poznańskiej księcia Sułkowskiego, 3 maja 1807 roku już w Gnieźnie nie było. Ruszyli odbijać Tczew, tu kilku z nich wsławiło się dzielną postawą. Cesarz wiosną 1807 roku rzucił ich pod Kołobrzeg. Tutaj rozbili redutę. Znalezienie tej reduty zajęło Robertowi Maziarzowi i Ofafowi Popkiewiczowi (archeolog prowadzący program „Poszukiwacze Historii”) wiele czasu. Kiedy ekipa odkryła założenia obronne kilka lat temu, zapomniana historia Antoniego Pawła Sułkowskiego powróciła. Historia ta w znaczeniu wojskowym i napoleońskim rozpoczęła się właśnie w Gnieźnie, o czym musieli nam przypomnieć Popkiewicz i Maziarz. Pozostawiając na boku dywagacje czy słusznie początkowo nazwano znalezisko Fortem Sułkowskiego, czy była to reduta, skupmy się na tym co z tego lasu pod Kołobrzegiem przeszło do historii. Mocno splata się las kołobrzeski z Gnieznem poprzez konkretne wydarzenie. 3 maja 1807 roku był dniem szczególnym zarówno w Gnieźnie, jak i tam, gdzie znaleziono te „guziki jedyneczki” i inne relikty 1. Pułku Piechoty Legii Poznańskiej.

Relacja z 3 majowych obchodów w Kołobrzegu na reducie 1807 r. Gazeta Korespondenta

W lesie pod Kołobrzegiem, po raz pierwszy na ziemiach opodal Bałtyku żołnierze, którzy wyszli z Gniezna, zebrali się na mszy świętej, w warunkach polowych, Oficerowie wyczyścili epolety, żołnierze starli kurz z butów, wyglancowali, przetarli rękawem czako. Sułkowski wtedy jeszcze nie pisał swoich pięknych listów do Ewy z Kickich, przyszłej żony. Stawili się na mszy w komplecie. To była niedziela, słońce rozgrzewało dodatkowo nadzieje rodzącej się Polski. Sułkowski tęsknił za swoja Rydzyną, gnieźnianie byli myślami we Farze. Tutaj pośród drzew i kamieni kazanie głosił ksiądz kapelan Ignacy Przybylski. Przedrukował je nawet „Korespondent Warszawski i Zagraniczny”:
„Żołnierze Polscy! Pod Kolbergiem obozujem. Od czasów Chrobrego nasz regiment na łonie województw Gnieźnieńskiego i Poznańskiego utworzony, pierwszy chorągwie wojskowe polskie na Pomorzu rozwija. Dzień 3 maja na pobrzeżu Morza Bałtyckiego, a co większa pod murami Kolberga obchodzimy. Dzień dzisiejszy dla nas wszystkich jest ważnym. Tron dziedziczny, zbliżenie mieszkańców Polski do siebie, i wolność rozumna, są dziełem sławnej konstytucji. Dzień 3 maja był dla nas pierwszy sławy i zguby. Skoro naród pokazał, iż zrzeka się bezrządu, który go od czasów Ludwika Węgierskiego w oczach oświeconej Europy poniżał, samodziercy pograniczni, natychmiast nas niezgodnych, a zatem niedołężnych pochłonęły. Gniliśmy przeszło lat dwanaście w zgubnej spokojności, oprócz cząstki walecznej prawych synów ojczyzny, którzy pod chorągwiami francuskimi zgromadzeni, sławę, język i imię narodu w obcych częściach ziemi swą odwagą, pod przewodnictwem Dąbrowskiego utrzymać umieli. Napoleon Wielki kajdany tyranii swym orężem pokruszył. Dzięki nieskończone niech będą Opatrzności Najwyższej, że tego nadzwyczajnego bohatera na poprawę i uszczęśliwienie świata zesłać raczyła. Z jego łaski jesteśmy znowu Polakami. Wy, żołnierze regimentu pierwszego, szczególnie dowodzicie, że Polak w Europie istnieć powinien”. (fragment kazania ks. Ignacego Przybylskiego).
W tym samym czasie gnieźnianie wraz z niepoprawnym lojalistą burmistrzem Chęcińskim w tym rodziny stacjonujących w Kołobrzegu zgromadzili się u Fary.
– Dnia 3 maja, który się trafił w niedzielę, uroczyste w kościele farnym, odprawiło się nabożeństwo na podziękowanie Panu Zastępów za przywrócenie Konstytucyi dnia 3. Maja 1791 ustanowionej. Ks. sufragan Łubieński, prałaci, kanonicy byli w kapach rzymskich. Kazanie miał ks. Ożarowski. Orzeł polski był wzniesiony przez żołnierzy polskich. JM ks. biskup poświęcił go po mszy świętej, a potem był z paradą odprowadzony i zawieszony na ratuszu. Mnogość ludu tę uroczystość ozdobiła — czytamy w kronice franciszkańskiej, o czym w jednym ze swoich artykułów przypomniał Dawid Jung.

Klamrą historii były uroczystości, które 3 maja odbyły się w miejscu obozu Sułkowskiego już po jego odnalezieniu. Kamień upamiętniający obozowanie żołnierzy z Gniezna pod Kołobrzegiem zdobi tablica ufundowana przez jednego z gnieźnieńskich przedsiębiorców.
Tutaj pośród lasu, gdzie unosi się duch wojaków Sułkowskiego, Robert Maziarz i Muzeum Patria Colbergensis odtwarza 3 maja nagraną przez lektora treść kazania ks. Przybylskiego. Wyobraźnia Roberta Maziarza, który mówi o sobie, że jest „jedynie osobą żywo zainteresowana historią” inspirowała, autorów wystawy „Guzik wam pokażemy”.
Pułk Sułkowskiego to dobrze udokumentowana karta dziejów Gniezna. Dziwić może, że potrzeba było odnalezienia umocnień i kilku guzików przez kołobrzeskich pasjonatów, by pamięć o epizodach napoleońskich wracała do Gniezna.

Guziki jedyneczki Sułkowskiego wyeksponowane na fladze Polski.

Szatańska legenda Napoleona

O obecności samego cesarza Napoleona Buonaparte w Gnieźnie, krążą legendy. Kiedy jeszcze pod adresem Plac Bohaterów Stalingradu 11 funkcjonował wyszynk o nienajlepszej reputacji, opowiadano w nim różne historie. Bar Piastowski nazywany był przez gnieźniaków Szatanem, a bywalcy tegoż lokalu pomiędzy pomidorową z ryżem, a kolejną szklanicą wina marki wino opowiadali z niekłamaną dumą, że na tym balkonie przeciągał się Napoleon. Biorąc pod uwagę charakter baru i jego miejską „estymę”, zapewne znalazł się niejeden gotów zaświadczyć, że widział to na własne oczy.
Rzecz w tym, że in vino veritas. A w każdej legendzie jest ziarno prawdy. Okazuje się, że chyba nie w takim winie jak tu pijano jest prawda, a legenda, też trochę nie ta. Gdyby prawdą było, co sugerują niekiedy przewodnicy i niektóre publikacje, że zatrzymał się tu Wielki Wódz 2 czerwca 1812 roku, to nie jest raczej możliwe by tu nocował. W Gnieźnie był wedle dokumentów przed południem 2 czerwca, a już wieczorem na trzy dni gościł w Toruniu. Prawdopodobnym jest wprawdzie, że przybył do Gniezna wieczorem wprost z Poznania. Czy tak było? Jest jednak pewne, że królik Napoleon nie bez powodu stanął przy Dolinie Pojednania. To jednak historia z 1807 roku, kiedy to 15 lipca około 18.00 mieszczaństwo wraz z burmistrzem Wojciechem Chęcińskim witało Cesarza. O wszelkich pobytach Napoleona i tych prawdziwych i tych legendarnych napiszemy w jednym z kwietniowych artykułów w „Gnieź-
nieńskim Tygodniu”.
Dziś przypomnieliśmy jedynie, że kariera księcia Antoniego Pawła rozpoczęła się w Gnieźnie. Droga człowieka, który był chrześniakiem cara, ulubieńcem Napoleona, sponsorem Mickiewicza, a ostatecznie wielkim organicznikiem, który, choć sam za broń nie chwycił w Powstaniu Listopadowym, udzielał schronienia represjonowanym powstańcom rozpoczęła się w Gnieźnie.


Pomoc w artykule:
Robert Maziarz – Muzeum „Patria Colbergiensis”
Dawid Jung
Aleksander Olo Karwowski

artykuł wcześniej publikowany w Gnieźnieńskim Tygodniu

Jarek Mikołajczyk
Jarek Mikołajczyk

© All rights reserved. Powered by Liber Media.

Do góry