blog Agaty Zakrzewskiej. Przedruk

Muzyczne widzimisię. IZRAEL doznanie szlachetnej prostoty

 |  admin  | 

Z radością witam na Popcentrali niezwykle kompetentną i wrażliwą muzycznie Agatę Zakrzewską. Na razie przedrukowywać będziemy artykuły z jej bloga o znaczącym tytule „muzyczne widzimisię”, mam jednak nadzieję, że współpraca będzie się zacieśniać. Dziś poczytajcie o polskiej kapeli Izrael.

Jako zdeklarowana miłośniczka twórczego dorobku Roberta Brylewskiego jestem zdziwiona, że dotychczas na moim blogu nie pochyliłam się nad spuścizną jednego z zespołów, którego był on filarem. Nadrabiam więc dzisiaj niniejszą zaległość i przedstawiam mój subiektywny wybór pięciu ulubionych utworów grupy Izrael.

Na drugim studyjnym albumie zespołu Izrael, zatytułowanym Nabij faję, można odnaleźć wiele niesamowitych piosenek. Jedną z nich jest Wolny naród, pełen uniwersalnych prawd, wyłożonych literacko bez zbędnych metafor, np.: „wolny naród musi być”. Od strony muzycznej, frapują już początkowe dźwięki podniosłego basu. Rychło dołącza do nich wpadająca w ucho melodia sekcji dętej blaszanej, wsparta lekko jazzującymi dźwiękami, które brzmieniowo przypominają akordeon. Należą one do instrumentu o wdzięcznej nazwie melodica, który w rodzimej nomenklaturze określany jest mianem melodyki lub melodiki. Wykonawczo, szorstki, lekko zachrypnięty wokal Roberta Brylewskiego rozjaśnia łagodny głos towarzyszący. Odpowiada za niego zjawiskowa wokalistka – Vivian Quarcoo, zachwycająca eteryczną subtelnością. Z czasem sekcja dęta blaszana wykonuje motorycznie powtarzane dźwięki. Nagły zwrot akcji to wielokrotnie zaśpiewane przez Roberta Brylewskiego słowo „młody”. Zwraca się on zatem do przedstawicieli młodego pokolenia, wykrzykując żarliwie: „przebudź się”! Kiedy słowa tytułowe ozdabia wyrazista zmiana melodii, zaraz po niej dociera do nas szereg retorycznych pytań, m.in.: „co powiedzą przyszłe generacje o segregacji i dyskryminacji”? Następnie, słowo „przemocy” przeradza się w gardłowy warkot, po którym wokal milknie, a naszym uszom ukazują się już tylko dźwięki instrumentalne. Bluesowa gitara elektryczna melancholijnie dialoguje z dynamiczną melodicą, która po chwili zaskakuje nas iście klezmerskimi dźwiękami. Z czasem słychać egzotyczny rytm, burzliwie wystukiwany na kongach, których dynamiczne uderzenia są zresztą swoistym postawieniem ostatniej muzycznej kropki w opisywanej kompozycji.

Jeszcze jeden wspaniały utwór z albumu Nabij faję wywołuje we mnie niepowtarzalne emocje. To przejmująca piosenka Ile mil. Ozdabiają ją lekko zamglone dźwięki gitary elektrycznej oraz żarliwie metaliczne motywy gitary akustycznej. Melodia przewodnia należy natomiast do sekcji dętej blaszanej. Jest to fragment, który wielokrotnie się powtarza, zatem pełni on moim zdaniem funkcję refrenu, wykreowanego niezwykle śpiewnie, z nutką melancholii. Partię wokalną Roberta Brylewskiego przepełnia gęsty pogłos, dzięki czemu pytania retoryczne zawarte w tekście brzmią bardzo przestrzennie. „Ile mil stąd do nieba jest”? – błagalnie i prosto zapytuje podmiot liryczny. Tekstowo, dla mnie piosenka ta mówi o tęsknocie za osobami, które odeszły. Jeśli chodzi o detale wykonawcze, zwrócę uwagę na dźwięczność, z jaką wokalista wykonał złożenie wyrazów: „do nieba bram”. Utwór wieńczy zupełnie nowa, oszczędna w środkach melodia instrumentów dętych blaszanych, która rozbrzmiewa aż do całkowitego wyciszenia piosenki.

Jednym z pierwszych utworów grupy Izrael, jaki usłyszałam w swoim życiu jest kompozycja Nikt, której studyjna wersja zasiliła wznowiony niedawno na kompakcie album Duchowa rewolucja. W kontraście do dynamicznego pulsu sekcji rytmicznej, pojawia się subtelna melodia klawiszy, które swoją barwą imitują flet. Partia wokalna należy tu z kolei w całości do Darka Malejonka. W tekście roi się od filozoficznych haseł, np.: „nikt nie urodził się bez przyczyny”. Na uwagę zasługuje religijny przekaz, zapewniający o miłości Boga względem ludzi. Pojawia się też uniwersalna prawda, przestrzegająca przed złowrogim systemem, czyli Babilonem. Brzmi ona: „Jeśli nie chcesz być ofiarą systemu, musisz zacząć decydować samemu”. Od słów „każdy ma prawo” partia wokalna fascynuje ekspresyjną gęstością. Z czasem też początkowa, rozpoznawalna melodia klawiszy nabiera ostrości za sprawą wykonania jej przez gitarę elektryczną. Gdzieniegdzie słychać również perkusyjne wystrzały, natomiast kulminacja to hałaśliwie wyśpiewane okrzyki, np.: „nie idź tą drogą”. Piosenka kończy się niespodziewanie, wręcz gwałtownie.

Z albumu, sygnowanego rokiem wydania 1991 pochodzi jeden z najciekawszych muzycznie utworów w dyskografii Izraela. Jest nim anglojęzyczna piosenka, enigmatycznie zatytułowana See I & I. W roli wokalisty ponownie słychać Darka Malejonka, śpiewającego surowym, autentycznym, ale przede wszystkim bardzo emocjonalnym głosem. W mojej opinii jednak aranżacyjne sedno utworu tkwi w riffie, brzmiącym egzotycznie, bowiem zagranym z lekka matowo na flecie basowym. Po chwili śpiewną melodię wykonuje także bas, a puls wyznacza gitara elektryczna wespół z perkusją. Z tekstu wynika bardzo konkretny, religijny przekaz, co ciekawe znów przesiąknięty retorycznymi pytaniami: „czy dostrzegasz/czujesz Bożą miłość”? Wykonawczo, głoskę „v” w słowie „love” często ozdabia gęsty pogłos, a szlachetnością fascynuje kunsztowny ornament na słowie „live”. Pomiędzy odcinkami wokalnymi pojawiają się śpiewne solówki saksofonu, zagrane łagodnie i z ogromnym wyczuciem przez znakomitego muzyka – Włodzimierza Kiniorskiego. Z czasem palmę pierwszeństwa instrumentu solowego przejmuje gitara elektryczna, wykonująca melodię upiększoną efektownymi ozdobnikami. Kulminację wzbogaca natomiast iście afrykański rytm perkusji, po którym następuje nagłe zwolnienie tempa. Całość przypieczętowują jazzujące motywy saksofonu.

Ostatni utwór, o którym napiszę, pochodzi już z obecnego stulecia, a dokładniej z albumu Dża ludzie, wydanego w 2008 roku. Jest to jedyna piosenka w moim zestawie, utrzymana w pogodnej, wesołej, tzw. durowej tonacji. Jej tytuł brzmi bardzo poetycko – Dusza w podróży, a w roli wokalisty słychać tu Pawła Kelnera Rozwadowskiego. Często eksponuje on głoskę „ę”, szczególnie na końcu wyrazów, w tzw. wygłosie, gdzie zazwyczaj poprawność językowa nakazuje śpiewać „e”. Ten przejaw hiperpoprawności świadczy moim zdaniem o olbrzymiej staranności wykonawcy. Na tle dźwięków sekcji rytmicznej, klawisze łopatologicznie zdradzają bardzo prosty, akordowy schemat całego utworu, który przywodzi mi na myśl harmonię piosenki Boys Don’t Cry zespołu The Cure. Rychło słyszymy też pogodne, frywolne, jaskrawe dźwięki fletu w wysokim rejestrze, na którym niezwykle precyzyjnie zagrał Piotr Subotkiewicz. Śpiewną melodię wokalną zaostrzają szorstkie, mroczne dźwięki syntetycznie wygenerowanego basu. W refrenie wokaliście towarzyszy żeński chórek, pełen dziecięcej niewinności. Co ciekawe, odpowiada za niego młodsze pokolenie muzyków zespołu Izrael, czyli córki wokalistów – Sara i Ewa Brylewskie oraz Kasia Malejonek. Tekst ponownie naszpikowany jest uniwersalnymi prawdami, tym razem jednak bardzo osobistymi. Podmiot liryczny to bowiem dusza w podróży, marzyciel, a więc po prostu idealista, który pomimo nieustannej walki o sens swojej egzystencji próbuje „zasiewać nasiona miłości i zrozumienia”. Kulminacyjny akord utworu wybrzmiewa powoli, wzbogacony dyskretnymi szmerami perkusji.

Mimo że na co dzień nie słucham zbyt wiele muzyki reggae, z którą utożsamiany jest zespół Izrael, nie mogę przejść obojętnie obok szlachetnie zaaranżowanej prostoty, obecnej w piosenkach grupy. Wokaliści – Robert BrylewskiDarek Malejonek oraz Paweł Kelner Rozwadowski brzmią w tych utworach niezwykle prawdziwie, emocjonalnie i ekspresyjnie. Ponadto, często w kompozycjach opisywanej formacji słychać precyzyjne współbrzmienia sekcji dętej. Warto zwrócić także uwagę na swego rodzaju transowość, mantryczność tych dźwięków, opierającą się na wielokrotnym powtarzaniu kluczowych fragmentów tekstu. Schemat akordowy często jest tutaj bardzo prosty, ale właśnie w owej przystępności tkwi dla mnie siła niniejszych piosenek, pełnych filozoficznych prawd, niejednokrotnie osadzonych w kontekście religijnym. W przeciwieństwie do wyrafinowanych metafor, kreowanych przez poetów rocka, takich jak Grzegorz Ciechowski, czy Lech Janerka, mamy tu do czynienia z lapidarnymi hasłami, które dzięki wielokrotnemu występowaniu na przestrzeni utworu mogą bez trudu dotrzeć do odbiorców, wwiercając się głęboko w ludzkie umysły.

Poczytaj bloga Agaty

Agata Zakrzewska

admin
admin

© All rights reserved. Powered by Liber Media.

Do góry