Gniezno ma swoje historie, ale rzadko kiedy opowiadają je uczniowie w mundurze powstańczym, w stroju sanitariuszki albo w balowej sukni z dawnych lat. Tym razem to nie muzealnicy, nie lokalni aktywiści, lecz młodzież z Ekonomika zabrała nas w podróż po swoim fyrtlu – między historią szkoły a tajemnicami ulic, które ją otaczają.
Projekt „Lontrusy z Ekonomika” to nie tylko edukacja regionalna z odrobiną nostalgii – to performatywne śledztwo w sprawie pamięci miejsca. Zaczęło się niewinnie: słowniczek gwary gnieźnieńskiej, filmowe historie z życia szkoły, aż wreszcie pojawił się pomysł na coś, co wymknęło się szkolnym ramom – teatr w drodze.

Pod opieką Anny Kowszewicz i gwarowo-teatralnej kurateli Jarosława Mikołajczyka, znanego jako Muzealny Detektyw z Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie, uczniowie stworzyli coś pomiędzy spektaklem, oprowadzaniem i miejskim rytuałem. Nie było sceny, kurtyny ani biletów – była ulica, historia i młodzież, która postanowiła przywrócić blask zapomnianym opowieściom.
Wszystko zaczęło się od szkolnego apelu z 1901 roku – w czasach, gdy Gniezno dopiero nabierało nowoczesnego rytmu, a dyscyplina pruska była twardsza niż ławki w klasach. Przed budynkiem szkoły rozegrała się scena opatrywania powstańca przez sanitariuszki – wzruszająca, czuła, a jednocześnie mocna, bo przypominała, że w czasie Powstania Wielkopolskiego część szkoły była szpitalem polowym.
Komentował to gwarowo sam Muzealny Detektyw, z właściwym sobie humorem i szacunkiem do detalu – bo przecież bez słowa „lontrus” ani rusz.

Potem było coraz bardziej filmowo. Scena odbijania niemieckich koszar przez powstańców, opowieść o Marku Piekarczyku, który dorastał na narożniku Sobieskiego i Jana Pawła II, a zaraz potem historia street artu Draki, związanego z rocznicą koronacji Chrobrego.
Gniezno w tym spektaklu nie było tłem – było bohaterem. Bohaterem była też sama szkoła – Ekonomik – ze swoją historią, pamięcią i ludźmi, którzy przez lata nadawali jej rytm. To właśnie ona stała się sceną, muzeum i kroniką jednocześnie.

Kulminacją była wizyta w dyżurce Komendy Policji – jedynej w kraju, gdzie pod warstwą codziennego pośpiechu i radiowych komunikatów kryją się przedwojenne malowidła kaplicy szpitalnej. To właśnie oficer prasowa KPP, Anna Osińska, snuła ciekawą opowieść o ich historii, odkrywając przed młodzieżą warstwę miejskiej pamięci, której nie widać na co dzień. Trudno o bardziej symboliczne miejsce – pamięć spotkała się tam z teraźniejszością w sposób dosłowny.

Po powrocie przed gmach szkoły uczniowie odegrali scenę przekrojowej lekcji o historii Ekonomika. Był motyw handlu, krawiectwa i zapomnianego seminarium nauczycielskiego. A na koniec – bal. Nie współczesny, lecz ten z końca rocznika seminarium, który kończył Marian Turwid. W balowych sukniach i mundurach uczniowie zamknęli przedstawienie, a towarzyszyła im muzyka grana na żywo na akordeonie przez jednego z uczniów, co dodało scenie dodatkowego uroku i autentyczności.

Publiczność – młodzież, nauczyciele, przechodnie – reagowała entuzjastycznie. Nic dziwnego. Bo ten teatr nie był inscenizacją. Był żywą pamięcią miejsca, opowiedzianą gwarą, gestem, spojrzeniem.

Lontrusy z Ekonomika to więcej niż projekt edukacyjny. To gnieźnieński teatr prawdy – taki, który nie boi się lokalności, emocji i trochę lontrusowej przekory.
A w świecie, gdzie wszystko musi mieć logotyp, harmonogram i ewaluację, ten fyrtel okazał się najlepszą sceną.
Jak podkreślali prowadzący grupę Anna Kowszewicz i Jarosław Mikołajczyk to fantastyczna młodzież z Ekonomika przyczyniła się do sukcesu. Warto więc wymienić: Agnieszka Broczkowska, Lena Frąckowiak, Mateusz Szczepaniak, Maurycy Józefów, Monika Słomka, Wiktoria Krause, Anna Kozanecka, Bartek Tomczak, Adrian Kostrzyn, Oliwier Rosiak, Tymek Stefankiewicz, Kamil Ławecki. Mundury powstańców wypożyczył Maciej Elantkowski.
Baśka Kęsowska
zdj. Lontrusy z Ekonomika