Skip to main content

Koncert absolutny. Nie potrzeba nam muzyków ze „Świata”. Światowi artyści coraz częściej są z Gniezna

G.S.E. Tension dla Amelki: zero efekciarstwa, pełna świadomość

 |  Jarek Mikołajczyk  | 

Nie każdy koncert charytatywny to wyciskanie łez. Czasem wystarczy precyzja a przede wszystkim Piękno by było poruszenie serca. W niedzielę 14 grudnia w MOK-u w Gnieźnie G.S.E. Tension zagrali koncert dla Amelki Napierały chorej na Zespół Retta – i od początku było jasne, że nikt nie zamierza tu grać pod publiczne wzruszenie. To był wieczór oparty na decyzjach. Muzycznych, aranżacyjnych i emocjonalnych. A jednak był wzrusz.

Ten zespół nie próbuje się podobać. On wie, po co jest muzyka.

Sara Powaga – głos, który bierze odpowiedzialność

Sara Powaga nie jest wokalistką „od nastroju”. Jest wokalistką od konstrukcji. Nie boi się frazowania, nie boi się długich dźwięków i – co ważniejsze – nie boi się swoich rockowych korzeni. Momentami jej sposób prowadzenia głosu zbliża się do artyzmu Justyny Steczkowskiej: pełna kontrola, świadome napięcie, brak przypadkowych ozdobników, nie ma tu muzycznego rococo.

Wyciągnięte frazy, nawet gdy robią wrażenie, nie są efekciarskie. Są efektywne. Mają sens, dramaturgię i konkretne podparcie zespołu. Sara nie wychodzi przed zespół. Ona bierze odpowiedzialność za narrację. Słowo jest niezwykle ważne, piosenki są o czymś.

Materiał z płyty „Natura Miłości” brzmi jak spójna wypowiedź, a nie zbiór emocjonalnych pocztówek. Natomiast gdy pojawiają się utwory Happysad – a w Gnieźnie było ich kilka – nie ma coverowej kalki. Jest filtr. I to działa. Zwłaszcza w cudownym instrumentarium.

Zespół, który „myśli aranżacją

G.S.E. Tension to skład, który nie traktuje instrumentów jak dekoracji. Nie jest to akcja bierzemy klasyczne instrumenty i robimy coś dziwnego. Czego jak czego udziwnień w grze G.S.E Tension – nie ma. Jak na skład smyczkowy z gitarą mamy tu niezwykłą świadomość brzmienia. Czy to wpływ Macieja Szymańskiego pracującego na co dzień z ekipą? Pewnym jest, że nareszcie muzycy klasyczni myślą też o brzmieniu, nie tylko o dokładności wykonawczej.

Regina Borkowska-Kędzierska (skrzypce) prowadzi narrację bez narzucania się. Jej partie porządkują emocje i pilnują formy. To skrzypce, które wiedzą, kiedy się cofnąć, które mogą zaufać.

Adrianna Działak-Patrzek (altówka) – tym razem bez violi d’amore – buduje środek brzmienia. Surowy, gęsty, konieczny. To granie, które nie próbuje być efektowne, tylko trzyma całość w ryzach. To też co naturalne środek brzmienia.

Nikodem Leda (wiolonczela) daje ciężar i fundament. Jego partie są osadzone nisko, stabilnie, bez sentymentalnych gestów. Dzięki temu aranżacje mają kręgosłup.

Natalia Czubaj (gitara klasyczna) gra oszczędnie, świadomie, momentami zbliżając się do wirtuozerii – ale nigdy jednak nie wydziwia popisowych „palcówek”. Jeśli pojawia się efekt, to tylko wtedy, gdy wynika z konstrukcji utworu.

To zespół, który słucha siebie nawzajem, to wzajemne relacje.

Happysad – kontekst, nie anegdota

Fakt, że G.S.E. Tension wygrał konkurs na covery Happysad i wystąpił niedawno z tym zespołem w poznańskiej Tamie, nie jest ciekawostką do przypisu. To kontekst estetyczny. W Gnieźnie kilka utworów Happysad zabrzmiało w ich interpretacji i było jasne, że to spotkanie światów ma sens. I że to raczej początek niż zamknięcie historii. I jak mówi Sara Powaga ciąg dalszy nastąpi.

Muzyka bez ozdobników

Ten koncert nie działa dlatego, że był „ładny”. Działa, bo był przemyślany. Bez tanich emocji, bez grania pod oczekiwania. Z pełną świadomością sceny – u Sary Powagi i u całego zespołu.

I właśnie dlatego zostaje na dłużej. Wartością mijającego roku 2025 w kulturze Gniezna i kulturze z Gniezna, taką, która pozostanie, gdy opadną fajerwerki rocznic koronacyjnych są sukcesy takich gnieźnieńskich artystów jak G.S.E Tension i wszelkich wariacji prowadzonych przez Sarę Powagę i Reginę Borkowską – Kędzierską. To też potężne malarstwo Łukasza Kasperczyka czy organiczna praca muzyczna Père-Lachaise. To też mimo trudnego czasu przedstawienia u Fredry. To zapewne też niezwykła robota pracowników MOK przy Koronacji. To zostanie, a gościnne występy zapomnimy szybko. Nagroda Kulturalna Miasta Gniezna Królik 2025 dla Sary i Reginy to miejmy nadzieję początek szacunku dla swoich.

Może czas zmienić zwrot wektorów? Ostatnie koncerty gnieźnian pokazują jasno: gwiazdy z daleka to nie wszystko, warto pomyśleć nie co możemy zaprosić, a z czym możemy pojechać. Rzecz jasna brawo dla MOK za organizację.

Jarek Mixer Mikołajczyk

Jarek Mikołajczyk
Jarek Mikołajczyk