Maryański. Tragiczny bohater.(cześć II)

Dziś najprawdopodobniej zdiagnozowano by u tego wybitnego trzemesznianina jednostkę chorobową F 33. Zapewne też nikt z jego znajomych nie chciałby w to wierzyć. Apatia, a może chandra, to można by jeszcze zaakceptować u człowieka, który w swym życiu zobaczył niemal cały świat, był właścicielem kopalni złota, podróżnikiem. pisał książki i artykuły. Ale depresja? Wydaje się to tak niemożliwe jak w przypadku Robina Wiliamsa.

Zostawmy kwestie związane z tym, czy Modest Maryański umierał w kamienicy przy ulicy Tumskiej 5 w sposób naturalny, czy jednak prawdą jest to o czym mówią potomkowie byłych właścicieli kamienicy. Pewnym jest to, że tu właśnie w przepełnionej piękną historią, ale też wieloma dramatami kamienicy mieszkając u Ludwiki Mąke – wybitnej fotografki zakończył swoje życie 16 listopada 1914 roku.

Gdyby rzeczywiście była prawda w tym co mówi legenda domu Kaschów, nie byłoby to jedyne samobójstwo „Pod Piątką”. Muzealny Detektyw, nie jest jednak „wróżką Melanią”, zatem zostawmy spekulacje – spekulantom. Muzealnikom one raczej nie przystoją. Choć tajemnice zjawisk mesmerycznych jako przejściowe zainteresowania a i znajomość Maryańskiego z Heleną Bławatską nie są wykluczone. Ponad wątpliwość wiemy, że spotkawszy teozofkę raz w Ameryce, nie zapłonął ogniem teozofii.Czy wynikało to jedynie z faktu, że na 10 rodzeństwa dwóch braci było poważnymi wówczas w Wielkopolsce kapłanami nurtu patriotycznego? Wszystko wskazuje, że raczej nie tylko. Do samego kanonika poznańskiego jeszcze wrócimy, opisując jedną z wizyt Modesta w Rzymie.

Po zamknięciu kopalni złota „Maryanski Syndicate” w 1903 roku Maryański nie poddał się jeszcze. Do tego jednak jak próbował stanąć na nogi wrócimy za moment. Wspomnieliśmy już o jego wizji zaludnienia przez Polaków Australii. I wielu działaniach pro polonijnych. Trudno jednak powiedzieć by kiedykolwiek porzucił nadzieję na odzyskanie Polski i jej powrót na mapy. Utworzenie niepisanej wizji nie imperialnej kolonizacji Australii przez pozbawionych miejsca na mapie świata Polaków nie było jedynym marzeniem patriotycznym Maryańskiego. O tej kwestii już jednak pisaliśmy.

W sprawie Polski u papieża Piusa IX

Dziś rzecz jasna wielu patrzy na historię relacji polsko-watykańskich inaczej niż Polacy drugiej połowy XIX wieku. Wśród działaczy polonijnych, ale też w duchowej i intelektualnej opozycji wobec zaborców, na bliskim Modestowi Śląsku, w Galicji i rodzinnej Wielkopolsce zwolennicy walki gospodarczej i rozwiązań dyplomatycznych z nadzieją patrzyli w stronę Watykanu. O ile trudno mówić, że w czasie pierwszych rozbiorów Polacy mogli liczyć na jakiekolwiek wsparcie Stolicy Apostolskiej to pontyfikat Piusa IX odcisnął spore piętno na kształcie choćby ruchu wielkopolskich organiczników. To właśnie Pius IX udzielił także w Rzymie schronienia kardynałowi Ledóchowskiemu, który musiał opuścić Polskę w wyniku Kulturkampf. Często w Polsce sprowadzamy to działanie Ottona Von Bismarka jedynie do rugowania języka polskiego na terenach zaboru pruskiego. To jednak ciąg działań mających na celu zmniejszenie wpływu kościoła katolickiego na władze świeckie w Europie. O ile wiele działań Piusa IX może dziś być dla nas przejawem ultranacjonalizmu watykańskiego – czyli podporządkowania kościołów krajowych jurysdykcji rzymskiej, dla Polaków drugiej połowy XIX wieku ten papież był sprzymierzeńcem.

Warto podkreślić, że po aresztowaniach i represjach Rosjan wobec Polaków po Powstaniu Styczniowym, Pius IX był jednym z nielicznych przedstawicieli dyplomacji światowej, który napominał cara Aleksandra II Romanowa między innymi w liście z 22 kwietnia 1863 r znanym jako „List Jego Świątobliwości Papieża Piusa IX do Cara Aleksandra II, cesarza rosyjskiego, w obronie Kościoła katolickiego i narodowości polskiej, napisany podczas ostatniego powstania w Polsce” Trzeba jednak przyznać, że początkowo ganił sam zryw Polaków.

„Wielkopolanie i Szlązacy jak pisał Maryański z innych powodów pokładali nadzieję w Ojcu Świętym Piusie IX, widząc jego odwzajemnioną niechęć do Bismarcka”. Kiedy po ustawach majowych w 1973, w których Otton von Bismarck zakazał działalności wielu zakonów w tym Jezuitów na terenach całej Rzeszy, nie tylko Polski, papież wyraził swój sprzeciw również w encyklice Quod nunquam wydanej w 1975 r. Kanclerz nie pozostał dłużny – zdymisjonował ponad połowę biskupów i zamknął naukę w seminariach duchownych. Część polskich działaczy upatrywała w sporze Piusa z Bismarckiem szansy dla działań Wielkopolski i Śląska, ale też Galicji i wschodnich ziem będących pod władzą carskiej Rosji. W przekonaniu wielu było to szansą na walkę dyplomatyczną. Dziś może nas dziwić, taka wiara, jednak po pierwsze warto uzmysłowić sobie ówczesną pozycją Kościoła z jednej strony radykalizującego się między innymi przez działania Piusa z drugiej dotykanego sekularyzacją w coraz większej części Europy. Warto też przypomnieć sobie jak wielkie znaczenie dla obecnych 50. i więcej latków miały wszelkie głosy dyplomatyczne ze Świata wspierające Polskę w dobie PRL-u czy samego stanu wojennego.

W 1877 roku na jubileusz 50-lecia Piusa IX polscy działacze zorganizowali Pielgrzymkę Polską. Choć źródła wspominają ją jako pielgrzymkę wszystkich zaborów, większość pielgrzymów stanowili Wielkopolanie, Ślązacy i mieszkańcy Galicji. Jednym z inicjatorów pielgrzymki Wielkopolan był kanonik poznański Witalis Maryański. To brat Modesta troszczył się przede wszystkim o to by pielgrzymi mieli na trasie miejsca noclegowe i odpowiedni program.

Jako członek komitetu organizacyjnego oraz jego sekretarz dbał także w Wielkopolsce by relikwiarz ofiarowany Piusowi podczas pielgrzymki był wystarczająco okazały. Tak też się stało, w relikwiarzu zbiorowym znalazły się relikwie dwóch osób wyniesionych na ołtarze a związanych z Gnieznem. Choć sam Modest już wówczas przebywający na obczyźnie dołączył do pielgrzymów dopiero po drodze, dołożył wszelkich starań by w darze dla papieża nazywanego „obrońcą Polaków” znalazła się relikwia bł. Jolenty. Nie mogło zabraknąć także św. Wojciecha. Jak opisuje w książce: „Pamiątka polskiej pielgrzymki do Rzymu w Maju 1877 r.” Otto Hołyński relikwiarz był okazały.

„Jest to blisko dwie stopy wysoka najczystszego w stylu gotyckim na pięknym postumencie wykonana wieżyczka ze srebra, grubo złocona i bogato kamieniami i perłami ozdobiona. Robił ją pierwszy w Paryżu złotnik Possielgue. Postument ozdobiony jest po bokach prześlicznej roboty figurami świętego Stanisława Wskrzeszającego Piotrowina, świętego Jana Kantego i świętego Kazimierza królewicza. Na węźle łączącym postument z właściwą wieżyczką jest pięknie emaliowany orzeł Wielkopolski, herb Masiach Ferretti, jak i cyfra ojca świętego Piusa IX. Po bokach wieżyczki, które mieszczą w sobie drogie szczątki świętych patronów są to znów 3 posążki: świętego Wojciecha, błogosławionej Jolenty i świętego Jozafata Kuncewicza przez Piusa IX w poczet świętych policzonego (1867). Na szczycie jako uwieńczenie całego dzieła wznosi się piękna statuetka Najświętszej Maryi Panny pod której święte stopy miesiąc skłania rogi swoje” – tak malowniczo opisał robotę mistrza Placide Poussielgue-Rusand’a w swojej książce ks. Otto Hołyński.

Ogółem Wielkopolanie zebrali 30 tys. 649 marek z czego redakcja Kuryera katolickiego 28 tys. 306 marek i 89 fenigów, natomiast przyjaciel obu Maryańskich ksiądz Andrzejewicz z Gniezna ofiarował 1446 marek i 96 funtów. W kwocie, którą do 50 tys marek uzupełnił prymas Ledóchowski na sam relikwiarz wydano 5 252 marek. Dla zobrazowania kosztów tej narodowej pielgrzymki wystarczy powiedzieć, że robotnik wykwalifikowany za dniówkę 12 godzin dostawał średnio 2 marki.

Oceniany w różny sposób przez historyków Pius IX faktycznie uchodził za wroga postępu ideowego. Niewątpliwie był wrogiem rozdziału kościoła od państwa a w swoim Syllabus Errorum krytykował: racjonalizm, socjalizm i modernizm. Dla Modesta Maryańskiego pielgrzymka miała jednak wymiar szukania wsparcia dla sprawy polskiej. Takie wsparcie zdaniem pątników Polska od Piusa otrzymała w słowach: „miejcie nadzieję, wytrwałość, odwagę i módlcie się, a ciemięzcy wasi runą i Królestwo Polskie powróci” wypowiedzianych podczas audiencji. W audiencji brał udział takżę inny wybitny przedstawiciel ziemi Gnieźnieńskiej: hrabia Franciszek Żółtowski.

W jednym ze swoich listów Modest Maryański wspomina audiencję u Piusa IX jako wydarzenie krzepiące serca Polaków. Sam papież jest mu raczej bliski przez otwartość na nowinki techniczne i gospodarcze. W jednym z artykułów podkreślał to, że ten sam Pius IC, który przyjął dogmat nieomylności reformował Watykan wprowadzając kolej żelazną, jako inżynier i górnik zauważał też, że papież wprowadził oświetlenie gazowe. O swoich nadziejach związanych z Piusem i pielgrzymką pisał między innymi w listach do Alfonsa Parczewskiego.

Ameryka ponownie i przewodnik dla emigrantów

Wracając jednak do poprzedniej części artykułu przeskoczmy na początek XX wieku. Po zamknięciu kopalni złota „Maryanski Syndicate” w 1903 roku wraca do USA. Po nieco desperackiej decyzji podjął ponownie wydobycie i poszukiwania w Consolidated Kosciusko Mine w stanie Kalifornia. Wciąż jednak tęskni za Polską. Jeszcze jednak nie myśli o powrocie. Wraca do swojej pasji pisarskiej i dziennikarskiej. Już w 1906 roku oddaje kopalnię w dzierżawę. Praktycznie rozstaje się ze złotym biznesem. Przez pewien czas działa w Chicago. Jest między innymi współwłaścicielem „Gazety Katolickiej” a z tym również spółki wydawniczej W. Smulski Publishing Company. Decyduje się jednak przenieść swoją działalność publicystyczną do stanu Nowy Jork. Tutaj niemal do samego powrotu do swojej Wielkopolski wydaje i kieruje „Pracą Polską”. Gazeta cieszy się popularnością wśród Polonii.

W tym samym roku, w którym rezygnuje z kopalni złota wydaje kolejną książkę. Choć wydanie pierwsze miało miejsce jeszcze przed finalizacją dzierżawy, po 30 października 1905 r. Tym razem jest to pozycja dość praktyczna przynajmniej w założeniu autora. Forma słownika z pogranicza podręcznika do języka angielskiego, była wówczas novum w środowisku emigrantów. Maryański nazwał swoją publikację „Przewodnik Polsko-Angielski i Słownik Polsko-Angielski dla emigrantów polskich do USA i Kanady”. Sam pokłada nadzieję, że książka pomoże rodakom łatwiej się zaaklimatyzować za oceanem. „Przy układaniu niniejszego przewodnika kierowałem się myślą przewodnią, aby wychodźcą naszym i przybyszom do Ameryki Północnej dać do ręki książkę prawdziwie pożyteczną, mającą służyć im nie tylko do nauki języka angielskiego, ale równocześnie też za niedostępnego wiernego towarzysza i sumiennego przewodnika w kraju nowym i pośród ludzi nowych, kiedy to brak języka i prawdziwego serdecznego przyjaciela najdotkliwiej uczuwać się daje i główną przeszkodę do znalezienia sobie pracy odpowiedniej stanowi. W rozdziałach opatrzonych odnośnymi nagłówkami dotknąłem kwestii na koniec najkonieczniejszych wziętych z życia codziennego praktycznego” – pisze w przedmowie.

Z umieszczonej w wydaniu z 1906 roku wklejki dowiadujemy się, że Modest przestał mieszkać przy Noble Street 565 i obecnie należy kierować do niego korespondencję na Levitt Street 803 również w Chicago. Działalność wydawnicza Maryańskiego najczęściej wynikała z troski o los polskich emigrantów. Pisał między innymi: „Z każdej nadarzającej się sposobności korzystajcie, aby kształcić się i uczyć. Gdy za dnia czasu na to nie macie, korzystajcie ze szkół wieczornych. Nauka i oświata o wiarę oparte, najcenniejszym są obok zdrowia darem niebios, najpotężniejszą dźwignią w życiu, skarbem, którego ani mól zniszczyć, ani złodziej ukraść nie może. Oświata jedynie do niezależności indywidualno-osobistej, do godności prawdziwej i do wolności zbiorowo-politycznej prowadzi”. Tak zachęcał rodaków do wysiłku intelektualnego.

Niestrudzony pasjonat emigracji umierać powrócił do kraju

Żonaty z Jadwigą Wisłocką (pierwsza żona), o której praktycznie nic nie wiemy. Dzieci, które miał w tym małżeństwie pozostały w Ameryce. O tej rodzinie Maryańskiego wzmiankują jedynie niektóre źródła. Niewiele wiemy o tym dlaczego zdecydował się na samotny powrót do kraju. Swoje zbiory zarówno archeologiczne jak i geologiczne, botaniczne, zoologiczne i antropologiczne przekazał Poznańskiemu Towarzystwu Przyjaciół Nauk, którego był członkiem.

Ostatnie lata życia, o których wiemy niezwykle mało, spędził w domu sióstr Mąke przy ul. Tumskiej 5 w Gnieźnie. O tym czasie wiemy szczególnie niewiele, może jedynie wspomnijmy o małżeństwie z Heleną i pogłębiającej się apatii.

Wsparcie artykułu:

Sławomir Łubiński IMG

przedruk z Gnieźnieński Tydzień

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


© All rights reserved. Powered by Liber Media.

Do góry