Koncert Provinz Posen

Muzyczna „Prowincja równości”

 |  Kamila Kasprzak-Bartkowiak  | 

Ten koncert to dowód, że pamięć o wielkopolskiej przeszłości można pielęgnować także przez różnorodność i wspólnotę dźwięków oraz połączenie tradycji z nowoczesnością, gdzie nie wartościuje się żadnego elementu.

Provinz Posen to projekt muzyków związanych na co dzień z zupełnie innymi rzeczami, którzy zostawili je na chwilę, by połączyć siły i wydobyć ze swego talentu i umiejętności to co najlepsze. Artyści tworzący takie zespoły jak Muchy, Afro Kolektyw czy Dagadana, postanowili bowiem pożenić wielkopolskie brzmienia z przeszłości, a dokładniej tańce, z tymi współczesnymi ze świata elektroniki. Zaczerpnąwszy swą nazwę od historycznej Prowincji Poznańskiej, którą utworzyli w 1848 roku pruscy zaborcy w naszym regionie i która to szczęśliwie zakończyła swój żywot wraz z odzyskaniem przez Polskę niepodległości oraz wybuchem Powstania Wielkopolskiego – artyści więc cofnęli o ponad 100 lat, by przywołać minione dźwięki.

Dobrze więc się stało, że Provinz Poznań w składzie: Daga Gregorowicz, Malwina Paszek, Michał Szturomski i Michał Wiraszko wystąpili w Gnieźnie na finał lipcowego Wielkopolskiego Weekendu Miejskiego. Choć w porównaniu z muzycznymi inspiracjami kolejnego WWM zorganizowanego przez Miejski Ośrodek Kultury i będący jego filią Stary Ratusz, czyli muzyką z lat 70. i 80., Provinz był odważnym skokiem w przeszłość. A może wcale nie?

Występ zaczął się od refleksyjnego „Chodzonego” z wyrazistymi pomrukami basu, które generowały sample i który okazał się dobrą rozgrzewką. Zupełnie inaczej wypadły za to „Strzały w mieście”, czyli jak przypomniał Michał Wiraszko, utwór od którego wszystko się zaczęło i gdzie słychać też słowa Stanisława Taczaka, pierwszego dowódcy powstania wielkopolskiego. Tam, a także w kolejnych kawałkach, łatwo jednak odnaleźć wpływy tzw. world music, gdzie „stare miesza się z nowym”, ale podbite zostaje też mocno nierodzimymi dźwiękami przypominającymi choćby afrykańskie bębny czy pulsujące i transowe rytmy z gatunków elektroniki jak dubstep. Całości zaś dopełniały wokalizy Dagi Gregorowicz wspaniale łączące te muzyczne światy oraz jedyny „żywy” instrument obecny podczas gnieźnieńskiego koncertu, czyli lira korbowa Malwiny Paszek. W tym ostatnim przypadku zresztą małym mankamentem występu był właśnie brak większej grupy tradycyjnych instrumentalistów, w tym fantastycznego klarnecisty Jerzego Mazzola.

Niemniej jednak obecni artyści bardzo dobrze wynagrodzili to licznej publiczności, grając dwukrotnie, czyli w zasadniczej części koncertu oraz na bis, bodaj najbardziej przebojowy i autentycznie poruszający utwór pt. „Moje życie”. To wtedy bowiem słuchacze wyraźnie się ożywili, a wraz z nimi potwierdziło się wrażenie, że cały projekt nie był działaniem na siłę, lecz realną potrzebą, gdzie zarówno dźwięki z przeszłości (m.in. kozła, czyli wielkopolskiej odmiany dud, klarnetów czy mazanek – dawnych, ludowych skrzypiec wykonanych z jednego kawałka drewna) jak i te współczesne są tak samo ważne.

Kamila Kasprzak-Bartkowiak
Kamila Kasprzak-Bartkowiak

© All rights reserved. Powered by Liber Media.

Do góry