Spotkanie autorskie

Cudowna i pożyteczna sztuka bez kitu

 |  Kamila Kasprzak-Bartkowiak  | 

Po refleksyjnym, ale też pełnym polotu, humoru i ciepła spotkaniu z Radkiem Rakiem oraz stonowanej i wrażliwej, a do tego niepozbawionej mądrości i czułości wizycie Urszuli Zajączkowskiej, przyszła pora na wszechstronną i rozgadaną oraz równie inteligentną co poprzednicy Marię Strzelecką.

Maria, a właściwie jak woli mówić o sobie – Mania, to już trzecia osoba ze świata literatury po tym jak rozwiązał się biblioteczny worek literackich spotkań. Biblioteka Publiczna Miasta Gniezna bowiem realizując swoje ambitne projekty, w tym roku szczególnie rozpieszcza spotkaniami autorskimi. Wszak wszystkich zaproszonych twórców będzie aż jedenastu!

Co ciekawe, także podczas rozmowy Alex, czyli jedna ze współgospodyń wydarzenia, które odbyło się w Latarni na Wenei, nawiązała do wspomnianych na początku autorów, zauważając, że dla Uli Zajączkowskiej charakterystyczny dla przekazania wiedzy swym odbiorcom jest poetycki język, dla Radka Raka jest tym wejście do świata baśni, zaś dla Mani… historia sztuki. Tę ostatnią bowiem odnajduje się na każdym kroku w książce Strzeleckiej pt. „Beskid bez kitu”, która zresztą stała się jej doktoratem na ASP oraz głównym tematem dyskusji. Bo też sama gościni, to bardziej plastyczka i malarka, której z uwagi na talent wyszła nieszablonowa i już nagradzana książka, ale też twórczyni filmów animowanych, wokalistka i gitarzystka basowa w zespołach punkowych czy podróżniczka i przewoźniczka ludzi na Szpicbergen. Dlatego pewnie druga z prowadzących spotkanie Monika Wierżyńska z Biblioteki, wspaniałomyślnie zauważyła, że działania Mani jak i ona sama jest cudowna i pożyteczna, co też okazało się nieprzypadkowym nawiązaniem do obecnego sezonu koncertowego Siksy, gdzie z kolei występuje Alex…

Tymczasem sam „Beskid…” to wspaniała i wszechstronna publikacja. Niby bardziej dla dzieci, ale przez wciągającą i pozbawioną infantylności narrację – może i powinien przeczytać ją każdy. Będąca jej osią relacja: małoletnia Terka – „przyszywana” babcia Tekla, czyli młodość i doświadczenie, ciekawość i wiedza czy jak zauważyła sama autorka dziecko wychowane w systemie, który zniszczył kulturę pokolenia Tekli. Kobieta bowiem jest Łemkinią, którą podobnie jak jej rodaków, władze komunistyczne wysiedliły z rodzinnych stron, czyli m.in. z Beskidu Niskiego, a dzięki spotkaniom bohaterek poznajemy dziedzictwo Łemków, w tym ich prawosławną religię i piękne cerkwie. Tyle, że w książce Strzeleckiej wątków jest więcej i czytający znajdą tam również wiele ciekawostek o trujących lub leczniczych roślinach, zwierzętach jak cierniokręt, kumak, borsuk czy ulubionych przez Manię wilkach. Wszystko to zaś okraszone naturalnymi i mądrymi rozmowami postaci.

Warto dodać, że autorka miłośniczką i mieszkanką Beskidu stała się przypadkiem ponad 25 lat temu, gdy przejeżdżała tamtędy trasą pomiędzy Tatrami i Bieszczadami, a lokalsom dosłownie spadła z nieba, gdyż wtedy w tym regionie wykupowali ziemię głównie myśliwi. Poza tym do dziś czuje się punkówą i wiele rzeczy robi w myśl idei DIY, a na Szpicbergen, gdzie dostała się dzięki swemu sprytowi i odwadze, obecnie już nie jeździ, bo nie chce przyczyniać się do zbytniej komercjalizacji tego miejsca. No i wierzy w życzenia, co też uwzględniła w książkowej dedykacji dla niżej podpisanej.

Kamila Kasprzak-Bartkowiak
Kamila Kasprzak-Bartkowiak

© All rights reserved. Powered by Liber Media.

Do góry