Skip to main content

Jak Trzemeszno opowiada siebie na nowo: między źródłem, pamięcią a kreską, która świeci jak legenda

Źródełko pamięci

 |  Jarek Mikołajczyk  | 

O „Cudownym źródełku. Legendach i baśniach z Trzemeszna i okolic” Jolanty Sroczyńskiej-Pietz z ilustracjami Marcelego Koniecznego. Są takie książki, które wyglądają niepozornie, ale po otwarciu pokazują coś trudnego do podrobienia: ustawiają człowieka z powrotem w jego miejscu na mapie. „Cudowne źródełko. Legendy i baśnie z Trzemeszna i okolic” Jolanty Sroczyńskiej-Pietz to właśnie taki tomik — skromny w geście, ale sercem rzetelny. Książka, która nie krzyczy, tylko opowiada. I to opowiada tak, jak opowiadało się kiedyś przy stole w niedzielę, w kuchni przy angielce na ryczce, kiedy ktoś nagle zaczyna zdanie od „A wiesz, skąd właściwie wzięła się nazwa Trzemeszno…?”

Autorka zebrała szesnaście opowieści, z precyzją badaczki pilnując wskazania źródeł. To ważne, bo mało kto dziś pamięta, że zanim coś trafi do legendy, musiało żyć w języku: u Doroszewskiego, Kolberga, Knoopa, Maciejewskiego. U tych wszystkich, którzy zbierali, to co zostało rozproszone. Sroczyńska-Pietz korzysta z ich tropów, ale nie robi z tego akademickiej szafy pełnej przypisów — raczej prowadzi czytelnika za rękę, sugerując, skąd płynie woda. Nie pomija jednak spisu inspiracji to dodatkowy walor.

Prostota, która pozwala dopisać sens

Jej język jest sprawny, klarowny, często niemal przezroczysty. Byłoby łatwo powiedzieć, że przydałoby się więcej baśniowego sznytu i magiczności — ale paradoksalnie prostota daje czasem miejsce na echo. Dzięki niej w każdej historii można dopowiedzieć coś własnego, a jednocześnie autorka ma przestrzeń, by rzucać delikatne edukacyjne światła: odsyłać do kontekstu historycznego, do topografii, do mikro-mitologii regionu, imion, nazwisk, wydarzeń.

W efekcie książka jest mostem między dziecięcym zachwytem a dorosłą świadomością. Może czaruje jak Andersen nie straszy jak bracia G., za to chodzi w akuratnych butach regionalitys i przewodnika. 

Wojciech, Hiobka i reszta lokalnej załogi

Wśród opowieści powraca kilka motywów — najbardziej znany i nieco patetyczny  to św. Wojciech, który u Sroczyńskiej-Pietz pojawia się w kilku legendach, jakby przypominał: „Hej, pamiętajcie, ja tu naprawdę byłem”. I jest to piękne, bo często współczesne narracje robią z Wojciecha ikonę ze złota, a tu jest żywy, działający, z rybą u stóp. Nawet jeśli to “naprawdę byłem” nie jest tak pewne.

Drugim mocnym akcentem jest motyw hrabiny Hiobki — jedna z tych postaci, które same proszą się o osobną książkę. Tu ledwie zarysowana, ale tak sugestywnie, że zostaje w pamięci.

Ilustracje Koniecznego: między realizmem a snem

Gdyby książka była tylko słowna, byłaby po prostu porządna.
Z ilustracjami Marcela Koniecznego — jest piękna.

Konieczny pracuje w tonacjach żółci i zieleni (św. Wojciech), i innych kolorów sąsiednich, jednocześnie czystych i miękkich. Jego kreska w niektórych kadrach (Skrzypek Bernard) ma niemal chagallowski wdzięk, choć to zupełnie inny rodzaj malarskiego myślenia. W skrzypku Bernardzie jest coś z podskoku, coś z wirowania światła, ale też wielka cisza.

Do tego te detale:
Konik, wiadro i twarz starego Żyda przy „Cudownym źródełku” — kompozycja tak wyważona, że można by ją powiesić w małej galerii.
Biskup Wojciech z rybą — jedna z najlepszych ikonograficznych reinterpretacji tej postaci w literaturze dziecięcej (i nie tylko dziecięcej) ostatnich lat.

Konieczny nie epatuje kolorem, ale buduje magiczny realizm tam, gdzie tekst zostawił wolne miejsce. I robi to znakomicie, nie używając niepotrzebnych ozdobników, oniryczność nie tworzy zbędnego pirdulajdum glajdum. 

W dodatku ilustracje, otwierając i zamykając książkę, pełnią funkcję klamry — bardzo prostej, a bardzo skutecznej – mapy.

Dobre wydanie z dobrego miasteczka

Na koniec warto podkreślić: Trzemeszno jako wydawca trzyma poziom, jakiego brakuje niejednej większej miejscowości. Ta książka jest estetycznie dopięta, edytorsko czysta, przygotowana z uważnością, która jest coraz rzadsza w publikacjach regionalnych.

To książka, która nie próbuje być „dla wszystkich”, ale właśnie dlatego trafia celnie — do tych, którzy chcą wracać do opowieści „stąd”, z okolic, które wciąż żyją bardziej w pamięci niż w folderach turystycznych. To wszystko jest pałucką niewidzialną granicą między Wielkopolską, a Kujawami.„Cudowne źródełko” to kawał uczciwej, lokalnej roboty literackiej — między tradycją a współczesnością, między prostotą a magią, między historią a wyobraźnią.
Książka, która nie stawia pomników, ale podlewa korzenie. Zdecydowanie ilustracje i skład robią tu robotę.

Cudowne Źródełko. Trzemeszno 2025 r.

Jarek Mixer Mikołajczyk/Muzealny Detektyw

Jarek Mikołajczyk
Jarek Mikołajczyk