Skip to main content

„Obywatel B.” kafkowski lęk w realiach biurokracji nie tylko PRL-u. Można zamknąć usta. Jednak nie Usta Usta

Teatr w stanie podejrzenia

 |  Jarek Mikołajczyk  | 

26 października w gnieźnieńskim MOK-u Teatr Usta Usta Republika, jedna z najbardziej konsekwentnych i rozpoznawalnych formacji na polskiej scenie niezależnej, świętowała jubileusz 25-lecia. Znając Usta Usta, trudno było spodziewać się tortu i dyplomów. (Choć tort pojawił się w sztuce). Ten zespół nie robił teatru, żeby świętować, choć czasem staje się świętem. Częściej wychodzi w przestrzeń spektaklu by wiercić dziury w systemach, drapać oficjalne narracje, sprawdzać, gdzie kończy się język teatru. Jest też zapisem obserwacji. 

W ramach projektu „25 lat metodą Usta Usta”, dofinansowanego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, zespół pokazuje najważniejsze spektakle ostatnich lat. 

„Ćwiczenia z dyplomacji”, „Tymczasem pa, Kochany Skarbunieczku” — to wszystko elementy większej układanki, która od ćwierćwiecza bada napięcia między jednostką, a instytucją, między wolnością a narzędziami kontroli. To podstawowa idea Wojciecha Wińskiego – założyciela i lidera teatru obecnie pracującego ze Szwajcarii.

 „Obywatel B.” jest w tym kontekście jednym z najbardziej precyzyjnych ostrzy, jakie Usta Usta wzięli ostatnio do ręki. I właśnie ten spektakl przyjechał do Gniezna. Nie jako jubileuszowa laurka, ale jako test wrażliwości publiczności.

Usta Usta weszli na salę jak kontrola z paragrafami w dłoni — niby grzeczna, niby proceduralna, ale od pierwszych sekund wiadomo, że to nie chodzi o bezpieczeństwo, lecz o tresurę. Powietrze miało gęstość pokoju przesłuchań. Widz nie zdąży jeszcze dobrze usiąść, a już ma poczucie, że ktoś mu zagląda w metadane: w oddech, w myśl, w kierunek spojrzenia. To teatr, w którym nie wiadomo, czy patrzysz na scenę, czy scena patrzy na ciebie. Choć tym razem tekst Ewy Kaczmarek pozornie lustrował tylko scenicznego autora i postaci sztuki. 

„Obywatel B.” opowiada o twórcy, który nagle odkrywa, że jego praca — teatr, słowo, myślenie — zostaje objęta sanitarno-ideologicznym nadzorem. W kraju, gdzie obywatela ocenia się jak wadliwy egzemplarz na taśmie produkcyjnej, artysta z definicji staje się niebezpieczny. Za kreatywność grozi korekta. Za wrażliwość – wezwanie do uzupełnienia dokumentu. Pytań też, lepiej nie stawiać. 

W jednej ze scen, lodowatej jak gabinet przesłuchań, pada zdanie, które wybrzmiewa jak instrukcja obsługi obywatela:
„Panie Obywatelu, to ważne, gdzie się patrzy, jak się patrzy, zwłaszcza dla takich osób jak Pan… Niech Pan patrzy tam daleko, w przód, przed siebie. W przyszłość! W Pana piękną, świetlaną przyszłość, którą rozświetli właśnie ten powstający teraz w bólach tekst.” To już nie teatr. To regulamin kierunku wzroku. Przepis na prawomyślność.

I właśnie wtedy spektakl wykonuje swój kluczowy ruch — ujawnia, że granice między dokumentem a fikcją są tu niebezpiecznie cienkie. Jak powiedziała Ewa Kaczmarek w jednym z wywiadów: „Życiem, w którym… bardzo często trudno odróżnić fikcję od rzeczywistości.” U twórców z Usta Usta to nie teoria. To metoda. Skalpel. I ta forma, w której można modelować dostosować to co się widzi, do tego co powinno się widzieć. 

Ostrzeżenie Cenzora — komunikat służbowy

Obywatel B. został objęty obserwacją ciągłą. Weryfikacja postawy ideowej trwa. Dopuszczalne są wyłącznie działania zgodne z obowiązującą linią interpretacyjną sztuki. Niepożądane interpretacje zostaną skorygowane w trybie natychmiastowym. W przypadku stwierdzenia niezgodności, braku współpracy lub utraty „właściwej wrażliwości twórczej” zostanie aktywowany protokół zastępczy. Procedura przewiduje przekazanie sprawy do kolejnej jednostki testowej — Obywatel C pozostaje w gotowości

Ten zimny, urzędniczy implant wbija się w rytm spektaklu jak metalowy klin. To nie jest świat megafonów totalitaryzmu. To świat rozporządzeń, systemów wczesnego wykrywania myślozbrodni, formularzy, które potrafią zrobić z człowieka cień samego siebie. To przede wszystkim podskórne działania.Opresja nie ma tu twarzy. Ma pieczątkę. Choć pojawia się i telewizor. 

„Obywatel B.” odsłania narastającą walkę o przestrzeń, której państwo nie potrafi ujarzmić — o wrażliwość. W tym świecie twórca nie walczy o rolę bohatera. On walczy o to, by móc pozostać człowiekiem. Z kruchą, prywatną delikatnością, która jest dziś wywrotowa w stopniu znacznie większym niż niejeden manifest.A jednak wszystkich da się usunąć wykreślić z dramatu. O wszystkim decyduje meblościanka.Zgrabny to symbol. Marzenie wszystkich matek z M4 – koszmar wszystkich dzieci. Siedziba potworów. A tekst pisany przez B zawsze można złożyć jak meblościankę, nawet jeśli szafa stawała z innej strony, musiało podobać się władzy. 

Gnieźnieńska publiczność wchodziła w to napięcie jak w mgłę. Sala MOK-u nie próbowała udawać wielkiej sceny — i dobrze. Spektakl działa tu jak test nowej normy: czy wolno jeszcze mówić nie tak, jak trzeba? Czy teatr wciąż ma prawo stawiać pytania poza protokołem? To przede wszystkim fantastycznie opanowany przez “Usta” teatr bliskiego pola na odległość oddechu widza. 

Po spektaklu trwała długo gęsta rozmowa z zespołem — żywa, nasycona, bardziej przypominająca nieformalną komisję ds. wolności niż zwykłe spotkanie z aktorami. Widzowie pytali bez korzystania z podpórek na przygotowanej przez Teatr loterii pytań. Co chwilę padało nowe pytanie, nowy lęk, nowa ciekawość. To nie było dopowiedzenie spektaklu ale też nie „after” – spotkanie. Pewnie gdyby nie potrzeba złożenia meblościanki do transportu jeszcze długo ny rozmowa się toczyła z namysłem i sympatią. Aktorzy przyznali, że pewnym przełomem było pozyskanie siedziby. Teatr Usta Usta lubi wprowadzać widza w niepokój, ale nie budzi lęku.

„Obywatel B.” to teatr cięcia. Teatr bez zbędnych ozdobników. Teatr, który nie błaga o uwagę — on ją odbiera. I przypomina, że wrażliwość jest jedną z ostatnich form nieposłuszeństwa. No i ta powtarzalność sytuacji ze zmienionym delikatnie przebiegiem – bolero. 

Gniezno dostało tego spektakl, który trafia, zostawia ślad i zaczyna swoją pracę dopiero wtedy, gdy milkną oklaski. Tu blizny mentalne są pamięcią wolności.Istotą teatru jest aktor, gra i tekst. Choć kostiumy były tu przednie, a płaszczyk Ewy Kaczmarek – cudowny i dywan i stwór. Nie potrzeba etatów i budżetu bez dna by robić teatr. 

Jarek Mixer Mikołajczyk

zdj. Dominika Sochacka-Drzewiecka (MOK) i 1 x JMM

Jarek Mikołajczyk
Jarek Mikołajczyk