In the News




Opinion




Featured Topics


Szkic recenzencki. Płyta Variete

Dziki Książę dryfuje, a pod skórą strzępy

Przyzwyczailiśmy się. To jednak nie jest druga natura. Variete jest konsekwentne w dążeniu do Piękna. Trudno dziś z nim obcować, nawet nie chcemy się do Piękna przyzwyczajać. Gdyby “Dziki Książę” był po prostu ładną płytą, pewnie byłoby prościej: słuchać, pisać, dyskutować.  Nie jest łatwo. P…
Spotkanie z reportażystą Jackiem Hugo-Baderem

Szamańska choroba

Mówcą zajmującym, a nawet hipnotyzującym, okazał się ostatni gość Biblioteki Publicznej Miasta Gniezna – Jacek Hugo-Bader. Na spotkaniu, które odbyło się w scenicznym anturażu, bo na scenie Teatru im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie, królowały opowieści poświęcone głównie ostatniej książce reportaż…

14. Festiwal Filmowy Offeliada

Relacje i wywiady z Offeliady w trzech odsłonach!

Jako Popcentrala byliśmy oczywiście na Offeliadzie. I pewnie moglibyśmy wrzucić Wam teraz sążnistą relację z tej imprezy, ale zamiast tego proponujemy przeżycie jej klimatu raz jeszcze w odcinkach podzielonych na rozmowy i relacje.
Kamishibai, Powstanie Wielkopolskie i Labirynt

Niedziela w Ratuszu

Miejski Ośrodek Kultury w Gnieźnie wykorzystując jesień zaprasza na opowieści: kamishibai i “Labirynt”. Najbliższe dni to sporo propozycji dla najmłodszych, przygotowanych przez Miejski Ośrodek Kultury w Gnieźnie Jedną z nich będą warsztaty i Teatr Kamishibai „Powstańcza opowieść” (niedzi…
Interaktywne Muzeum Gniezna

Kradzież u rzeźnika. Doktor Trepiński – Judym z Olimpu. Co się działo na Wawrzyńca

Kolejna odsłona „100 metrów historii” zaprowadziła nas na ulicę Wawrzyńca. Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie po raz kolejny w ramach Interaktywnego Muzeum Gniezna 2021 zorganizowało pełen odkrywania tajemnic i emocjonalny spacer. Ulica Wawrzyńca to fyrtel pełen kontrastów, tutaj m…
Młoda sztuka. Instytucje są od tego, by młodzi mieli gdzie

FOMO – młodzi twórcy na temat młodego syndromu

Gnieźnieńskie Towarzystwo Młodych Artystów po raz kolejny pokaże swoją wystawę w Centrum Kultury eSTeDe. Grupa, tym razem zmierzy się ze stosunkowo młodym problemem społecznym jakim jest FOMO.  Fear of Missing Out bo tak brzmi pełna nazwa syndromu – oznacza najprościej mówiąc strach prze…

Szkic recenzencki. Płyta Variete

Dziki Książę dryfuje, a pod skórą strzępy

Przyzwyczailiśmy się. To jednak nie jest druga natura. Variete jest konsekwentne w dążeniu do Piękna. Trudno dziś z nim obcować, nawet nie chcemy się do Piękna przyzwyczajać. Gdyby “Dziki Książę” był po prostu ładną płytą, pewnie byłoby prościej: słuchać, pisać, dyskutować. 

Nie jest łatwo. Poddać się, dryfować z falą: brzmienia, słowa i pulsu, kiedy z każdą frazą i taktem coś chrobocze w szyszynkę, niby nic nie czujesz, a pojawia się dreszcz i poruszenie. 

Variete znalazło dojrzałe oblicze, chyba już przy Nowy materiał. Nic dziwnego, Kaźmierczak już dawno osiągnął wiek męski. Progiem do powtórzenia Piękna jakie budowało legendarną płytę ze zdjęciem klatki schodowej, był krążek Nie wiem. Płyta Variete z kanonicznymi utworami: Wagi, Pere Lachaise, Klaszcze w dłonie – była przełomem. Reszta jest świadomą konsekwencją poetyki zespołu i wrażliwości Grzegorza Kaźmierczaka. Nigdy nie był pięknoduchem, nie ulegał pokusie by błyszczeć. Kiedyś mówiło się z atencją o tzw. koncept albumach. Tak jakby inne płyty były zbiorkami piosenek bez koncepcji. Czy to, że wspomniane Nie wiem lub opisywany dziś Dziki Książę nie są na wydumany, zadany czy projektowy temat sprawia, że mniej tu koncepcji?  

Dziki Książe to kolejna efektywna płyta, piękna lub poszukująca Piękna. Natomiast efektowność jest jedynie następstwem, koleją rzeczy, a nie celem. Gęsto, choć ascetycznie, a może tym razem po prostu oszczędnie. To co słyszymy na płycie, każdy dźwięk i słowo wypływa z namysłu, z kompozycji, z potrzeby – jest zasadne. Jeśli tak nie jest – to jest tu też muzyka intuicyjna. 

Moskitiera. Bardzo południowy motyw u “pioniera polskiej zimnej fali”. Tych motywów pełnych słońca znajdujemy coraz więcej. Nie o tym. Moskitiera świadomie lub nie, idzie w stronę: “Jak srebro od lustra odeszła wiara”. Tutaj jednak “jak” jest słowem wyznaczającym rytm. Istotą jest potrzeba, a może tylko chęć oczyszczenia. Delikatny trans, oszczędne dźwięki. początek pomiędzy medieval music, a delikatnym orientem. Kiedy wchodzi puls, rytm, bass – nie ma cienia wątpliwości. To: Karnowski i Korybalski. To: Variete z niezawodnym “dyrygentem” Grzegorzem Kaźmierczakiem. I jeśli w Variete zawsze wszystko było jak u prawdziwych szamanów – ascezą rytmu, a nie egzaltacją hochsztaplerów, bydgoska szkoła perkusji i basu. Nie ma grzmocenia – jest jednak MOC, coś rozrywa od środka, kiedy już milknie kawałek. Nie trzeba przywalić by zabić. Ogromna dbałość o dźwięki, bez kawalkady a jednak w tle perkusyjno-elektronicznym sporo nieoczywistości. Rozpoznawalna gitara Maciejewskiego odzywa się by zabrzmieć, a nie pokazać prędkość palców. Siedzi w ramie i podbija wszystko. Saksofon grany momentami tak, że wrażenie skrzypiec – piękny efekt. Tekst? Zawsze ciężko o nim pisać u Kaźmierczaka. To jest ten czas gdy chyba wszyscy, chcielibyśmy mieć tę drugą szansę. “Przetoczyć krew”, “jeszcze raz nawinąć spirale DNA”. Niezmiennie jednak tekst, jego melorecytacja czy coraz bardziej osadzony w Variete – ten “dośpiew” – delikatny, z uśmiechem w kącikach ust jest niemal sprasowany kompozycyjnie z brzmieniem poszczególnych słów w strukturę utworu. Daje po głowie, poza rzecz jasna walcem powtarzanych: fraz, dźwięków rozpędzonych w środku utworu jak noisowe “Kristen” lub bardziej wysublimowane “CAN”, ta połowiczna powtarzalność wersów i opanowane do granic porównania “Jak….”: “Jak wyjęta z folii moskitiera…”, Jak “kochankowie, którym zimno”, “Jak wieloryby filtrujące wodę”…Proste niby oczywiste porównania, bo życie też nas równa w sposób oczywisty, bez dłubania w nosie. Niesamowity początek płyty. 

Lekko. Szczerze? Nie jest lekko. Pierwsze uderzenia basu wystarczyły. Utwór słuchany nawet na monitorach bliskiego pola trzęsie obudową głośnika, przy niesamowitej gęstości dźwięków i selektywności. Brzmienia wykręcone do granic. Koniec zabawy w delikatność. Nie ma łomotu, a jednak puls i falująca elektronika wciągają słuchacza w wir. Ściana dźwięków, a jednak każdy autonomicznie słyszalny. Pięknie to cichnie około 1’50. Jest “jak” – ściśnięty mikrofon, opowieść taka blisko ucha, ciepło, to przecież opowieść o tym kiedy ostatni raz kochałem Cię, o wietrze…Co to za instrument tak czaruje około 2’49? Klawisz, klarnet, sax? Pięknie. 

Dziki Książe. Gdyby mówić o klasycznym brzmieniu Variete – takim, które kochamy co najmniej od płyty “Variete”, którego było też sporo na “Nie wiem”, to pierwsze dźwięki, takty – tytułowego kawałka są właśnie takie. W punkt, po prostu. W ten ikoniczny zestaw uderzeń, dźwięków i brzmień: Karnowski, Korybalski, Maciejewski, Kaźmierczak wbija nieco inny sax niż wcześniej. Jan Maksimowicz bardzo coltraenowy dęciak. Od 3’31 jesienne dźwięki saxofonu i ten przedmuch, a po nim tylko delikatność schodzącego dźwięku. Tekst też klasycznie kaźmierczakowy, zamglona opowieść. Gdzieś przypomina się Chodzę nago po mieszkaniu niespokojny i niezdrowy zegar bije bim bam bom za oknami samochody w ciepłym deszczu. Oczywiście to nie o tym. Lirycznie mistrzowski tekst. Ten czarny kożuch, siedzenie w piachu. Nie ma przypadku, nawet w kolejności utworów. Tak się pracuje nad płytą, a nie nad zestawem piosenek. 

Chinnamasta. Elektronicznie gęsto, gitara gra nadal pojedynczymi dźwiękami, a jednak powtarzalność staje się neurotyczna. Tu jest nerw. Dużo, bardzo, dużo dźwięków, każdy brzmi odrębnie. Mix i mastering niebywale świadomy. Zapewne już w fazie kompozycji Variete zależy na pojedynczym dźwięku, na wybrzmieniu do końca, ale: nagrania i mix – Variete i Grzegorz Kaźmierczak – Mastering – Jacek Gawłowski – efekt mistrzowski. 

Afrykańska służba. Bicie gitary folkowo ogniskowe, tylko kilkanaście dźwięków zmyłki. Dochodzi puls – tym razem lżej, elektroniczne wiatry nie robią zamieszania. Powolna opowieść o wyspie idealna by nakręcić klip obiektywami Giuseppe Rotunno. Coś pod Amarcord. Nawet jeśli to nie Rimini, bo nie wyspa i nie ma w nim tyle śladów “afrykańskiej służby”. Jest powolność, prostota obserwacji, samochód, jacht – podróż, tęsknota…Wstrzelone to na tracklistę idealnie – moment wytchnienia, oddech, odpoczynek, a jednak nie tania relaksacja. Około 2’15’’ powolne zejście utworu trochę jak u Szymona Nidzworskiego na płycie Behind Your Eyelid. 

Może by tak jakieś kolabo Variete – Nidzworski, kiedyś może. Tak mi się niegrzecznie myśli na marginesie. 

Pociski. Kiedyś ktoś mądry, chyba już przy Nowy materiał powiedział, że to Variete, pomiędzy jazzem i ambientem jest. Gdyby pozbawić jazz przypadkowości, a ambient ożywić, coś pewnie w tym jest. Chillout nie musi nudzić, nie musi być też o niczym. Muzyka, która przepływa – też zostawia ślad:  gutta cavat lapidem non vi, sed saepe cadendo. Przy tym utworze kołysać zaczynamy się powoli, trochę jak pod wodą z opóźnieniem i slow. Narracja, Kaźmierczaka spaja się z muzyką, historia prozaiczna, niby codzienna urasta do wyjątkowej chwili. Tak jak byśmy byli jedynymi świadkami, jak w teatrze jeden na jeden, gdzie jeden opowiadacz i jeden słuchacz. A wszystko to obok kołysania, czystych dźwięków gitary, basu i perkusji wlewa nam do ucha saksofon. Na koniec jakoś nie rażą dzwony, pasują do obrazka z dźwięków.   

Rzym. Gdyby tak grali piosenkę turystyczną to mogę zostać jej fanem. Bicie gitary ponownie na granicy folku, acustic punk i rockowej ballady. A jednak teraz to ono jest nerwem wokół, którego płynie 7 kawałek. Grzegorz to chyba jednak pokochał tę Italię, choć deklaruje bycie znikąd lub zewsząd. Trochę kontynuacja: “kiedy mnie pytają gdzie najlepiej było mi – odpowiadam nie wiem” tak śpiewał na “Nie wiem”. Nie jest jednak beztrosko, jakby to zapowiadała początkowa piosenkowość. Wbrew pozorom bardzo egzystencjalny tekst bez egzegezy, wyjaśnienie esencji jest tu niepotrzebne.  

Europa. Gdyby to był finał płyty, trudno byłoby wstać z fotela, wyjść z domu i po prostu pójść przed siebie po coś prozaicznego, chyba że tak po prostu bez celu i prawa powrotu. Rozwaga Kaźmierczaka – dramaturgia płyty, stopniowanie i oczyszczanie emocji – kompozycja, pozwalają przetrwać. Poezja wokalisty i lidera Variere od dawna jest jak bajka opowiadana dziecku przy łóżku, albo odsłuch pierwszego mixu co najmniej na Bose S1 Pro albo monitorach KRK RP 103 G4, cholernie osobista, bliska – poruszająca jedynie dla pokrewnej wrażliwości. Osobistość, ta w Variete z zasady filtrowana jest nie dosłownością, niedopowiedzeniem, rytmem i repetycją. “Europa” jest tak bezpośrednia, że sprawdzamy, czy aby podmiot liryczny, narrator to Kaźmierczak, czy to co nam opowiada to true story.

“Mój wuj był pilotem rafu”

Tak. Przyzwyczajony do muzealnej kwerendy, odnajduję bez trudu Władysława Kaźmierczaka. Wszystko układa się w całość. Czuję ten sam dreszcz, jak zawsze gdy dotykam wielkiej historii. Bo ta nie ma na imię: Chrobry, Sobieski, czy nawet Anders. Ona nazywa się Karpiński, Kasprowicz, Kaźmierczak. Pilot który wykonał kawał patriotycznej roboty bez wkładania t-shirtów z orłem większym niż klatka piersiowa i plecy razem wzięte. Kilka legendarnych eskapad. Niepewność, więc pytam u źródła. Tak to brat ojca. Grzegorz potwierdza. Kwerenda na temat “Kolki” bułka z masłem. Antoni Kolczyński – mistrz Europy bokser, który tak pięknie jeszcze po wojnie sprał Laszlo Pappa, bez nienawiści ale nie bez trudu. – Tymczasem schlałeś się jak ruski żołnierz idący do ataku. No i boisz się tego Pappa, jak Bierut Stalina! – usłyszał podobno w narożniku. Odpowiedź była jedna – Ja się boje? Zaraz zobaczysz Pan jak się boję!!! i ruszył…Grzmocił w ringu, przegrał z alkoholem w życiu. Trochę trudniej było znaleźć powiązanie ”Kolki” z żoną bohaterką powstania. Koniec dygresji i pamiętnika muzealnika. 

Piękna ważna opowieść, o tym, że dla tych ludzi Europa była jak ciepły płaszcz zimą. Tak bezpośrednia, prawie jak życiopisanie Steda. Każmierczak jednak nie buduje tu swojej legendy, nie uprawia kombatanctwa, nie rozstrzyga nie komentuje. To takie proste stwierdzenie. Bardzo pragnęliśmy ciepłego płaszcza w zimie. To proste, naturalne – esencjonalne. Pogmatwane sploty, historie z rodzin, fyrtli, firtli, dzielnic, naszych: Fordonów, Mokotowów, Cierpiegów, Prag, niosą to wszystko co nie jest warte zapomnienia. Potężne historie Kaźmierczaków płynące z troski o to co ważne ale i z prozaicznych spraw to przecież nasz ciepły płaszcz. Nasza Europa. Muzycznie nic tu nie rozbija wagi tekstu, nie przeszkadza się wzruszyć, odnaleźć w każdego. A jednak to potężny groove. A te historie mamy w DNA. Historie wracają jak flashbacki, gdzieś w Europie, po której autostradach mkniemy dziś, zapominając że ‘“dla tych ludzi była jak ciepły płaszcz” 

Popołudniowy lot. Gitary i rytm idą jak tęsknota za Hiszpanią. Bas ułamkami dźwięków buduje monument jak w “Dorosłe Dzieci” Turbo. Trudno w to uwierzyć, to tylko skojarzenie, a wiadomo to przekleństwo, jak śpiewał klasyk, nie zawsze przypadkowe. Ta gitara poza nieoczywistą iberyjskością jest dokładnie gitarą Variete, gitarą Maciejewskiego. Jak czysto i oszczędnie uderza tu Karnowski to jest niemal niewykonalne. Kolejny kawałek, w którym pozornie nic się nie dzieje, ale spróbujmy go wysłuchać bez podskórnego lęku…A kiedy dęciak wchodzi w wyższe rejestry, czuje się tych kręcących się w galeriach na ulicach Mokotowa.

Oczywiscie. Daleka od new age, melomedytacja, może laicka duchowość? Proste wyznanie, “Świat jest dla mnie świętym miejscem”. Gdzieś blisko “Szegetza”, który w swoim poemacie Ziemia Kanaan uderza bardziej mistycznie, choć też bardziej laicko. Ta lekkość muzyczna, swobodne przepływanie dźwięków – flow, tylko podbija niezwykle szczere wyznanie dojrzałego ze wszech miar mężczyzny:

“jestem dzisiaj tylko tym, 

kiedy pamiętam 

kim byłem zawsze 

niespokojnym chłopcem

który pragnie przygód

który pragnie” 

Elektronika w delikatnym ambiencie kołysze, instrument tworzą przepływ w szacunku do pojedynczego dźwięku ale i kompozycji. Dobry koniec. Finał bez grzmotu. Rama kompozycji płyty klamra. 

Potężna płyta, która właściwie może przepłynąć przez nas nie budząc egzaltacji, bo wszystko tu na miejscu, w punkt i poukładane tak, że nawet Detektyw Monk nie poczułby dyskomfortu. Po pierwszym przepływie zaczyna docierać, że Piękno niesie tęsknotę, niepokój – emocje. Mocny tekst nie musi być krzykiem, zimna fala przestała nosić tapira i czarne koszule The Cure, bywamy już dorośli, Variete też. Już dawno zespół wyzwolił się ze swojej legendy. Album pełen słów: Jak, auta, patrzę w górę, piachu i wiatru w niektórych kawałkach wszystkich tych szeleszczących słów, których Kaźmierczak potrafi użyć. Muzycznie to niezwykle dopracowana maszyna. Płyta chyba, jak mało, która poza niektórymi Pink Floyd czy Petera Gabriela i Black Star Bowiego komponowana była nie tylko w kontekstach i ciągach harmonii, ale i brzmień konkretnych dźwięków, już nie tylko instrumentów, ale i słów – całości. Wydaje się, że ekipa Variete to niezwykle świadomi właśnie brzmień artyści. Variete słyszy dźwięki dokładnie tak jak mają brzmieć nie tylko w sensie tonacji ale ciężaru, koloru, faktury już na poziomie kompozycji. To być może wyhamowuje improwizację, w sensie tradycyjno-jazzowym, pozostaje jeszcze na koncertach furtka muzyki intuicyjnej, teatru dźwięku. Nie ma na tej płycie przeboju. To chyba jednak nie dramat. 

Variete – Dziki Książę

Mistic Production 2021

Premiera 26.XI.2021

  1. Lista utworów:
  2. 1.Moskitiera
  3. 2.Lekko
  4. 3.Dziki książę
  5. 4.Chinnamasta
  6. 5.Afrykańska służba
  7. 6.Pociski
  8. 7.Rzym
  9. 8.Europa
  10. 9.Popołudniowy lot
  11. 10.Oczywiście

Czekam na koncerty z tym materiałem

Jarek Mikołajczyk

Spotkanie z reportażystą Jackiem Hugo-Baderem

Szamańska choroba

Mówcą zajmującym, a nawet hipnotyzującym, okazał się ostatni gość Biblioteki Publicznej Miasta Gniezna – Jacek Hugo-Bader. Na spotkaniu, które odbyło się w scenicznym anturażu, bo na scenie Teatru im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie, królowały opowieści poświęcone głównie ostatniej książce reportażysty – „Szamańskiej chorobie”.

14. Festiwal Filmowy Offeliada

Relacje i wywiady z Offeliady w trzech odsłonach!

Jako Popcentrala byliśmy oczywiście na Offeliadzie. I pewnie moglibyśmy wrzucić Wam teraz sążnistą relację z tej imprezy, ale zamiast tego proponujemy przeżycie jej klimatu raz jeszcze w odcinkach podzielonych na rozmowy i relacje.
Kamishibai, Powstanie Wielkopolskie i Labirynt

Niedziela w Ratuszu

Miejski Ośrodek Kultury w Gnieźnie wykorzystując jesień zaprasza na opowieści: kamishibai i “Labirynt”. Najbliższe dni to sporo propozycji dla najmłodszych, przygotowanych przez Miejski Ośrodek Kultury w Gnieźnie

Jedną z nich będą warsztaty i Teatr Kamishibai „Powstańcza opowieść” (niedziela, godz. 11, Dom Powstańca Wielkopolskiego). A bezpośrednio po tym wydarzeniu, możecie pozostać ze swoimi pociechami na kolejne, rodzinne zwiedzanie zakamarków Starego Ratusza, czyli „Labirynt”. Chęć udziału w obu wydarzeniach można zgłaszać pod adresem staryratusz@mok.gniezno.pl

materiał prasowy

Interaktywne Muzeum Gniezna

Kradzież u rzeźnika. Doktor Trepiński – Judym z Olimpu. Co się działo na Wawrzyńca

Kolejna odsłona „100 metrów historii” zaprowadziła nas na ulicę Wawrzyńca. Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie po raz kolejny w ramach Interaktywnego Muzeum Gniezna 2021 zorganizowało pełen odkrywania tajemnic i emocjonalny spacer.

Ulica Wawrzyńca to fyrtel pełen kontrastów, tutaj miały miejsce włamania i kradzieże, ale też mieszkali tu wybitni Gnieźnianie. Dziś, podobnie jak całe Cierpięgi, nosi w sobie koloryt dawnej historii mieszczaństwa z przedmieścia, ale i powojennych zasiedleń z przydziałów. Mówi się, że to taka gnieźnieńska Praga w zestawieniu z jedną z warszawskich dzielnic o tej nazwie.

Operacja „Rzeźnik”

Czy rzeźnik po Galantowiczu jest najstarszym działającym dziś składem mięsnym? Na pewno patrząc na wnętrze trudno byłoby w to uwierzyć. Nie ma tu tak pięknych kafelków i posadzki jak w składzie na rogu Krzywego Koła i Dąbrówki. Tam jednak nie ma już składu mięsnego. Nie stoi też tam od lat, wspominany przez gnieźnian pan z saturatorem, który sprzedawał na szklanki czystą lub z sokiem – wodę gazowaną, jak mawiali gnieźnianie: „psytkę”.
Właściciel mięsnego przy Wawrzynieckiej 29, bo tak się przed wojną ulica nazywała, jak mawiają najstarsi, nie tylko miał porządna habaninę z gospodarskiego uboju, ale zdarzało się i dziczyznę. Co pewnie potwierdza jego przynależność do władz Bractwa Kurkowego. O leberce i kiełbasach od Galantowicza do dziś krążą miejskie legendy.
Muzealny Detektyw zainspirowany kwerendą Sławomira Łubińskiego zaczął drążyć jednak sprawę dość częstych kradzieży u Galantowicza i innych okolicznych sprzedawców.

Jak to bywa zazwyczaj, pierwsze podejrzenia padły na okolicznych mieszkańców. Większości drobnych kradzieży, jak ustaliła policja w międzywojniu dopuszczali się tu nastoletni ejbrzy, którzy na Końskim Targu vis a vis rzeźnika ganiali się z felgą lub puszczali bąki. To były jednak zazwyczaj sprawy jednej dwóch kiełbas, które zdążyli spałaszować w pobliskich bramach zanim sprzedawczynie się zorientowały. Jednak kiedy z magazynów w sklepie ginęły większe ilości towaru sprawa o kryptonimie „Rzeźnik” budziła emocje całej ulicy.

Właścicielem składu był Józef Galantowicz, Trudno dziś ustalić kiedy rozpoczął swoją działalnosć, jednak zapewne działał na początku XX. wieku. Jednym ze źródeł okazała się notka prasowa z 2 lutego 1922 roku z Gazety „Lech”:
„Dnia 8.1.22. r. włamali się sprawcy do piwnicy p. Galantowicza Józefa przy Wawrzynieckiej gdzie skradli znaczną ilość wyrobów mięsnych. Sprawców wypośrodkowano i osadzono w więzieniu przy Sądzie Okręgowym”

Rzeźnik Galantowicz w stroju Bractwa Kurkowego. zasoby MPPP

Jak wspominają starzy mieszkańcy ul. Wawrzyńca, mówiło się, że podczas tego włamania wyniesiono łącznie z piwnic Galantowicza około 35 kilogramów mięsa i kiełbas. Byłby to więc jeden z największych skoków na skład mięsny lat 20. XX. wieku w Wielkopolsce. Ujęto dwóch mężczyzn w wieku około 30 lat. Policjanci przyznawali jednak, że prawdopodobnie musieli mieć wspólników. Ponieważ wzięli całą winę na siebie zaprzestano poszukiwań wspólników. Nadal nie wiadomo w jaki sposób chcieli rozprowadzić pokaźną ilość mięsa.

Zacznijmy jednak od początku

Nazwy ulicy ulegały zmianie. Te, które jeszcze funkcjonują w pamięci społecznej, to międzywojenna wersja ul. Wawrzyniecka i PRL-owska Janka Krasickiego. W czasach zaboru pruskiego do 1919 r. była to Lorenzstrasse.
Dziś to głównie zabudowa z przełomu XIX/XX wieku. Te początki, których trudno szukać wiążą się rzecz jasna z osadą na pograniczu Wzgórza Głowa Jelenia wznoszącego się nad Jeziorem Jeleń, dziś nazywanym przez kartografów Jelonek, a przez Gnieźnian Wenecja lub Weneją, Przedmieściem Pyzdrskim i późniejszą Juryzdyką Cierpięgi. Od średniowiecza punktem centralnym był tu Kościół Targowy, czyli św. Wawrzyńca. który przebudowany został po pożarze w czasie napaści krzyżackiej w 1331 roku.

„Kościół parafialny pod wezwaniem św. Wawrzyńca w Gnieźnie jest bardzo dawną fundacją. Prawdopodobnie ufundowali go dworzanie Bolesława Chrobrego. Pierwszy dokument historyczny, wydany przez Bolesława Pobożnego, pochodzi z roku 1255. Zawiera on zapis uczyniony przez tego króla na korzyść kościoła. Kościół doszczętnie spalili Krzyżacy podczas strasznego napadu na Wielkopolskę w roku 1331, kiedy to sprowadzeni przez zdrajcę Wincentego z Szamotuł pod wodzą Dietricha von Altenburg ogniem i mieczem pustoszyli miasta i wsie, aż mściwa ręka króla Władysława Łokietka dosięgła ich pod Płowcami. Kościół św. Wawrzyńca był wówczas drewniany. W miejsce dawnego kościoła z drzewa – w wieku XVI – powstał kościół murowany jednonawowy. Z tego czasu pochodzi wieża czworoboczna nakryta gotyckim dachem w kształcie piramidy. Późniejsze dodatki jakie poczyniono bardzo zmieniły oblicze kościoła murowanego. W aktach wizytacyjnych czytamy /r.1811/, iż „kościół jest murowany, lecz we wszystkich częściach dużo spustoszony tak, że Konsystorz, obawiając się upadnięcia belek i całego dachu, kazał go zapieczętować”. Poważnej restauracji kościoła dokonano po wojnach napoleońskich w roku 1817.” – czytamy na stronie parafii zwanej popularnie Wawrzyńcem.

W roku 1896 kościół św. Wawrzyńca został rozbudowany i powiększony o dwie boczne nawy. Również wtedy wzniesiono południową okrągłą wieżę a od strony północnej wybudowano kruchtę. Chór muzyczny został powiększony i ozdobiony balustradą. Proboszczem był wówczas ks. Ferdynand Stefański. Dnia 1 stycznia 1917 roku proboszczem został ks. Mieczysław Bielawski. W tymże samym roku kościół został konsekrowany. Aktu dokonał biskup Wilhelm Kloske.
Warto wspomnieć, że wybitny patriota, którym był bp. Kloske dażył sporą atencją zarówno sam kościół jak i całą dzielnicę. Warto wspomnieć, że biskup ten nie tylko prowadził kondukt pogrzebowy powstańców spod Rynarzewa, ale też wspierał Ślązaków w walce o polskość.

Człowiek Mucha sensacja i rozczarowanie

Jedną z piękniejszych kamienic wpisanych w ścianę ul. Wawrzyńca jest ta na winklu Wawrzyńca/Bednarski Rynek. Numeracja przypisuje ją jako Bednarski Rynek 1. Niezwykle ciekawa architektonicznie budowla, z niezwykle ozdobnym eklektyzmem przełomu wieków, była świadkiem pewnego wyczynu, o którym ostatnio przypominał Rafał Wichniewicz i o którym nie omieszkał wspomnieć podczas spaceru Muzealny Detektyw.
Tutaj jedna z dziewczyn Teatru 100 metrów, prowadzonego przez MPPP we współpracy z III LO w Gnieźnie wcieliła się w rolę „Człowieka Muchy”, tuż po zejściu.
– W sobotę wieczorem ulica Wawrzyńca była widownią karkołomnych popisów polskiego akrobaty Szczęsnego Nazarewicza, znanego powszechnie pod mianem „człowiek mucha”. W myśl zapowiedzi, akrobata ten miał bez jakichkolwiek przyrządów wspiąć się po stromej ścianie czteropiętrowego domu przy ulicy Wawrzyńca 30 (dziś numeracja Bednarski Rynek 1 – przypis autora) by następnie na spuszczanej z dachu drabinie i trapezie wykonać szereg efektownych ewolucji. Zapowiedź tych niewidzianych u nas dotąd popisów wywołała w mieście ogromne zainteresowanie, to też już od godzin wieczornych poczęły się gromadzić na ulicy Świętego Wawrzyńca i Targowisku liczne publiczności, które w miarę zbliżania się oznaczonej godziny coraz więcej wzrastały. Około 7:00 zaległy ulicę i plac tysiączne rzesze publiczności oczekującej ze zrozumiałą niecierpliwością chwili rozpoczęcia emocjonujących popisów. Chwile oczekiwania urozmaicił koncert orkiestry Majkowskich oraz przemowa „człowieka muchy”, który oznajomił obecnych z genezą swojej sztuki akrobatycznej, której to zdolności odkrył w sobie podczas pracy w tuczarni ryżu w Krakowie w 1928 roku. Po długich wreszcie oczekiwaniach Człowiek Mucha ukazał się na ulicy odziany w czarne trykoty z trupią głową na piersiach i po zwięszonej z dachu lince wspiął się szybko na gzymsy pierwszego piętra, a stąd po wystających z muru kwadratach trzymając się jednak zawsze linki na wysokość drugiego piętra. Pozostał teraz jeszcze do zwalczenia najtrudniejszy odcinek karkołomnej drogi a mianowicie wejście na trzecie piętro. Z zapartym tchem publiczność zaczęła obserwować wysiłki akrobaty. Lecz ku niemałemu zdziwieniu widowni, “Człowiek mucha” w pewnej chwili przerwał swoją wędrówkę po ścianie tłumacząc się zmęczeniem spowodowanym 5 karkołomnymi występami w ciągu tygodnia a zwłaszcza piątkowym występem w Inowrocławiu. Następnie udał się “człowiek Mucha” zwykłą drogą po schodach, na drabinie zwisającej z okna czwartego piętra i przy blasku reflektorów począł się popisywać również ewolucjami jakich niemało się widzi w każdym cyrku. Co prawda nie chroniła go w razie upadku żadna siatka ale za to na rękach miał pasy ochronne, także jakichkolwiek wypadek był prawie wykluczony – czytamy w „Gazecie Lech” z 1931 roku.

Wprawdzie w sporej części „człowiek mucha” zawiódł publiczność, wrażeń dodał jej jednak Gnieźnianin Aleksander Hennig. Ten znany mieszkańcom z lubosci do popisów młodzian wspiął sie po linie na pierwsze piętro a potem paradował jak opisuje “Lech” po gzymsie z lekkością bez zabezpieczenia.Z racji jednak na nadprogramowość show Henniga zatrzymała policja. On jednak wzbudził aplauz publiczności.

Wawrzyńca 25 – popularny Olimp. pocztówka z międzywojnia. Zasoby MPPP

Judym na Olimpie

Mijając po drodzę kamienicę obok PZU, wspomnieliśmy, że to tu w 1991 roku zamontowano pierwszy w Gnieźnie domofon. Jednak obok wspomnianego już kościoła i kamienicy na winklu z Bednarskim Rynkiem, uwagę przykuwa kolejny narożnik Wawrzyńca i Czysta. Budynek nazywany przez Gnieźnian Olimpem, to niezwykle okazała kamienica, z ciekawym podziałem architektonicznym. Jest tu też niezwykle ciekawe malowidło iluzoryczne na suficie zaraz na wejściu na klatkę schodową. Trzeba przyznać, że zachowane w dobrym stanie. Jak wspominali uczestnicy spaceru, tutaj kiedyś mieszkał znany gnieźnieński adwokat Buchwald. Tu też przez lata mieściła się tajna biblioteka towarzystwa Tomasza Zana. Jednak najznakomitszą postacią wśród byłych mieszkańców Olimpu wydaje się być Ignacy Trepiński.

Urodzony pod Gnieznem, młodość spędzał już w Gnieźnie, tu ukończył Gimnazjum będąc prezesem towarzystwa „filomackiego”. Doktorat z medycyny bronił w 1901 roku. Niezwykła i niestety zapomniana postać, upamiętniona wprawdzie przed laty uliczką w okolicach ul. Konopnickiej.
„Matura w gimnazjum w Gnieźnie, gdzie był prezesem koła filomackiego (1894-1896). Studiował medycynę w Lipsku i Berlinie, doktorat w 1901 r. Aktywny członek „Zet” i Związku Towarzystw Młodzieży w Niemczech. W procesie akademików 9 XI 1901 r. w Poznaniu skazany na 2 miesiące więzienia, które odsiedział we Wronkach. Jako lekarz praktykował w Mogilnie, potem w Gnieźnie, gdzie w VII 1907 r. założył ponownie gniazdo Tow. Gimn. „Sokół”. Był też prezesem „S” okręgu gn. (1907-1914). W jego mieszkaniu mieściła się przez kilkanaście lat biblioteka gn. TTZ. Współzałożyciel czytelni rozprowadzającej książki dla dzieci. Inicjator założenia drużyny skautowej. Przed 1914 r. przyjęty do Ligi Narodowej. W 1916 r. za zorganizowanie obchodów 50. rocznicy powstania styczniowego miał drugi proces. Rok później powołany do armii niemieckiej. W XI 1918 r. członek Wydz. Wykonawczego Rady Ludowej. Po wybuchu powstania w Gnieźnie został lekarzem oddziałów ochotniczych (kpt.). Jako delegat G. i NRL uczestniczył w rokowaniach pol.-niem. w Bydgoszczy 4 I 1919 r. Rozkazem DG nr 69 z 14 III 1919 r. zweryfikowany w stopniu mjr. ze starszeństwem od 1 I t.r. Był chirurgiem w szpitalu wojskowym w Gn. Po zakończeniu powstania został radcą miejskim w Gn. oraz decernentem szpitala z ramienia rady miejskiej. Był też czł. Zarządu Drukarni „Lecha’, wiceprezesem Zw. Oficerów Rezerwy RP w Gn. Pełnił też funkcję prezesa Stronnictwa Narodowego na powiat gnieźnieński. Organizował kampanie wyborcze do sejmu i rady miejskiej. W 1926 r. był czł. zarządu powiatowego Organizacji Obrony Państwa wymierzonej przeciwko zamachowi J. Piłsudskiego. Zmarł 6 VIII 1931 r. i pochowany został na cm. Św. Piotra w Gnieźnie. Nie założył rodziny” – czytamy w biogramie IPN przygotowanym przez znawcę tematu profesora Janusza Karwata.

To rzecz jasna ta oficjalna edycja życiorysu. Część uczestników spaceru powołując się na opowieści swoich rodziców i dziadków, rysuje portret niezwykle uczynnego zaangażowanego społecznie “pana doktora”.
– Jak mówiła moja babcia, to był człowiek dusza. Kiedy ktoś chorował, a nie miał pieniędzy pomagał bez pytania o pieniądze. A dziadek to pożyczał od niego książki. Chyba można powiedzieć, że oprócz tego, że był patriotą był wspaniałym lekarzem, takim doktorem Judymem z Wawrzyńca albo nawet Fludrem – opowiadała pani Maria uczestniczka spaceru.


Do historii i miejsc na Wawrzyńca wrócimy odwiedzając między innymi piekarnię pana Maciejewskiego.
Wsparcie
Sławomir Łubiński IMG
Rafał Wichniewicz

Wnętrze piekarni Jana Maciejewskiego. Z prawej właściciel piekarni.

Jarosław Mikołajczyk – Muzeum Początków Państwa Polskiego

przedruk z Gnieźnieński Tydzień


Szkic recenzencki. Płyta Variete

Dziki Książę dryfuje, a pod skórą strzępy

Przyzwyczailiśmy się. To jednak nie jest druga natura. Variete jest konsekwentne w dążeniu do Piękna. Trudno dziś z nim obcować, nawet nie chcemy się do Piękna przyzwyczajać. Gdyby “Dziki Książę” był po prostu ładną płytą, pewnie byłoby prościej: słuchać, pisać, dyskutować.  Nie jest łatwo. P…
Spotkanie z reportażystą Jackiem Hugo-Baderem

Szamańska choroba

Mówcą zajmującym, a nawet hipnotyzującym, okazał się ostatni gość Biblioteki Publicznej Miasta Gniezna – Jacek Hugo-Bader. Na spotkaniu, które odbyło się w scenicznym anturażu, bo na scenie Teatru im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie, królowały opowieści poświęcone głównie ostatniej książce reportaż…
14. Festiwal Filmowy Offeliada

Relacje i wywiady z Offeliady w trzech odsłonach!

Jako Popcentrala byliśmy oczywiście na Offeliadzie. I pewnie moglibyśmy wrzucić Wam teraz sążnistą relację z tej imprezy, ale zamiast tego proponujemy przeżycie jej klimatu raz jeszcze w odcinkach podzielonych na rozmowy i relacje.
Kamishibai, Powstanie Wielkopolskie i Labirynt

Niedziela w Ratuszu

Miejski Ośrodek Kultury w Gnieźnie wykorzystując jesień zaprasza na opowieści: kamishibai i “Labirynt”. Najbliższe dni to sporo propozycji dla najmłodszych, przygotowanych przez Miejski Ośrodek Kultury w Gnieźnie Jedną z nich będą warsztaty i Teatr Kamishibai „Powstańcza opowieść” (niedzi…

Szkic recenzencki. Płyta Variete

Dziki Książę dryfuje, a pod skórą strzępy

Przyzwyczailiśmy się. To jednak nie jest druga natura. Variete jest konsekwentne w dążeniu do Piękna. Trudno dziś z nim obcować, nawet nie chcemy się do Piękna przyzwyczajać. Gdyby “Dziki Książę” był po prostu ładną płytą, pewnie byłoby prościej: słuchać, pisać, dyskutować.  Nie jest łatwo. P…
Spotkanie z reportażystą Jackiem Hugo-Baderem

Szamańska choroba

Mówcą zajmującym, a nawet hipnotyzującym, okazał się ostatni gość Biblioteki Publicznej Miasta Gniezna – Jacek Hugo-Bader. Na spotkaniu, które odbyło się w scenicznym anturażu, bo na scenie Teatru im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie, królowały opowieści poświęcone głównie ostatniej książce reportaż…
14. Festiwal Filmowy Offeliada

Relacje i wywiady z Offeliady w trzech odsłonach!

Jako Popcentrala byliśmy oczywiście na Offeliadzie. I pewnie moglibyśmy wrzucić Wam teraz sążnistą relację z tej imprezy, ale zamiast tego proponujemy przeżycie jej klimatu raz jeszcze w odcinkach podzielonych na rozmowy i relacje.
Kamishibai, Powstanie Wielkopolskie i Labirynt

Niedziela w Ratuszu

Miejski Ośrodek Kultury w Gnieźnie wykorzystując jesień zaprasza na opowieści: kamishibai i “Labirynt”. Najbliższe dni to sporo propozycji dla najmłodszych, przygotowanych przez Miejski Ośrodek Kultury w Gnieźnie Jedną z nich będą warsztaty i Teatr Kamishibai „Powstańcza opowieść” (niedzi…

Most Popular


© All rights reserved. Powered by Liber Media.

Do góry