Skip to main content

Latarnia jest po to by świecić!

Scarlet Blaze rozpalił Latarnię. Nowy skład, ciekawe brzmienie

 |  Jarek Mikołajczyk  | 

Zmienił się skład, ale nie zniknęły utwory, dzięki którym publiczność zdążyła poznać Scarlet Blaze. Podczas koncertu w Latarni na Wenei zespół sięgnął przede wszystkim po swój starszy repertuar. Nie zabrakło jednak premier, które pokazały, w jakim kierunku grupa zamierza teraz podążać.

A jest to kierunek wyraźnie hardrockowy z metalowymi akcentami. Scarlet Blaze zabrzmiał mocniej, bardziej zdecydowanie i drapieżnie. Mimo, że wokalistka Maja wprowadza sobą sporo delikatności i harmonii.  Dużym atutem nowego wcielenia zespołu okazała się właśnie wokalistka. Jej głos dobrze odnalazł się w cięższym brzmieniu, a sceniczna swoboda sprawiła, że szybko skupiła na sobie uwagę publiczności. Do tego świetna stylizacja z czytelnymi, ale nienachalnymi znakami szacunku wobec Davida Bowiego. Nie była to jednak próba kopiowania mistrza, lecz świadome puszczenie oka w stronę jednej z największych ikon rockowej sceny.

Perkusja trzymała całość w ryzach, budując solidny fundament pod gitarowe granie i mocny wokal. Dzięki temu również starsze kompozycje zyskały nieco inny ciężar i zabrzmiały świeżo, można powiedzieć, że alternatywnie, choć nadal pozostawały rozpoznawalne dla tych, którzy śledzili wcześniejsze dokonania Scarlet Blaze.

Najważniejsze jednak, że nowy skład nie sprawiał wrażenia przypadkowo zestawionego projektu. Na scenie była energia, wzajemne porozumienie i wyraźna chęć otwarcia kolejnego rozdziału. Premierowe utwory tylko ten kierunek potwierdziły. To co daje wymiaru poza muzycznego to fakt, że były wokalista Kacper Stopczyński świetnie bawił się pod sceną. 

Publiczność w Latarni na Wenei przyjęła koncert znakomicie. Scarlet Blaze nie odciął się od swojej przeszłości, ale też nie próbował jej po prostu odtworzyć. Stare piosenki, nowe twarze i coraz mocniejsze hardrockowe serce – ten płomień zdecydowanie jeszcze nie przygasł. Ta kapela jeśli będzie działać konsekwentnie ma spore szanse. 

Po raz kolejny mogliśmy się przekonać, że Latarnia stała się elementem tożsamości sporej części ludzi kultury Gniezna. Obok „Buriego”, Alex, Bąkola (Szegetsa) nie trudno tu przeciąć się towarzysko z bywalcami Klubu 67, Alfy czy Młyna, bywa też „Szrama” z ekipą.

Wczoraj zasiedli na leżakach: Jan Kalinowski (Prowizorka Jazz Band) Andrzej Andrzejewski (FanArt) i Kazimierz Tinkers Kubów (jeden z pierwszych gnieźnieńskich Disc Jockeyów

Jarek Mixer Mikołajczyk

Jarek Mikołajczyk
Jarek Mikołajczyk