Opinion


More on This Topic




Featured Topics


Interaktywne Muzeum Gniezna

Maryański. Tragiczny bohater.(cześć II)

Dziś najprawdopodobniej zdiagnozowano by u tego wybitnego trzemesznianina jednostkę chorobową F 33. Zapewne też nikt z jego znajomych nie chciałby w to wierzyć. Apatia, a może chandra, to można by jeszcze zaakceptować u człowieka, który w swym życiu zobaczył niemal cały świat, był właścicielem k…
Brzmienie Popcentrali

“Co nowego wydarzyło się?” Miasteczko i Popcentrala

Niebawem ruszymy nie tylko z podcastem o znamiennym tytule Miasteczko. Wracamy także w “eter” – sieć Radio Toksyna FM z audycją Popcentrala. Tytuł podcastu zaczerpnęliśmy z określenia jakie Zygmunt Karpiński urodzony przy Farnej 1 i jego córki Kizia i Mizia używali dla określenia Gniezna, w któr…

Interaktywne Muzeum Gniezna

Maryański. Tragiczny bohater.(cześć II)

Dziś najprawdopodobniej zdiagnozowano by u tego wybitnego trzemesznianina jednostkę chorobową F 33. Zapewne też nikt z jego znajomych nie chciałby w to wierzyć. Apatia, a może chandra, to można by jeszcze zaakceptować u człowieka, który w swym życiu zobaczył niemal cały świat, był właścicielem k…
Brzmienie Popcentrali

“Co nowego wydarzyło się?” Miasteczko i Popcentrala

Niebawem ruszymy nie tylko z podcastem o znamiennym tytule Miasteczko. Wracamy także w “eter” – sieć Radio Toksyna FM z audycją Popcentrala. Tytuł podcastu zaczerpnęliśmy z określenia jakie Zygmunt Karpiński urodzony przy Farnej 1 i jego córki Kizia i Mizia używali dla określenia Gniezna, w któr…
O nie-ostatniej straconej.

I tak nikt mi nie uwierzy. Szkic Recenzencki

Trudny temat. Tak słyszeliśmy jeszcze przed premierą. Pewnie trudniej było w epoce przed SIKSĄ. W dziedzinie mówienia na “te” tematy wyznaczyła kanony prawdy i emocji. Tu jednak nie chodzi o porównania. Ciekawa teza ukryta – połączenie posądzeń o czary z notorycznymi gwałtami. Zbiorowe wyparcie,…

Interaktywne Muzeum Gniezna

Maryański. Tragiczny bohater.(cześć II)

Dziś najprawdopodobniej zdiagnozowano by u tego wybitnego trzemesznianina jednostkę chorobową F 33. Zapewne też nikt z jego znajomych nie chciałby w to wierzyć. Apatia, a może chandra, to można by jeszcze zaakceptować u człowieka, który w swym życiu zobaczył niemal cały świat, był właścicielem kopalni złota, podróżnikiem. pisał książki i artykuły. Ale depresja? Wydaje się to tak niemożliwe jak w przypadku Robina Wiliamsa. Zostawmy kwestie związane z tym, czy Modest Maryański umierał w kamienicy przy ulicy Tumskiej 5 w sposób naturalny, czy jednak prawdą jest to o czym mówią potomkowie b…

Maryański. Tragiczny bohater.(cześć II)

Dziś najprawdopodobniej zdiagnozowano by u tego wybitnego trzemesznianina jednostkę chorobową F 33. Zapewne też nikt z jego znajomych nie chciałby w to wierzyć. Apatia, a może chandra, to można by jeszcze zaakceptować u człowieka, który w swym życiu zobaczył niemal cały świat, był właścicielem kopalni złota, podróżnikiem. pisał książki i artykuły. Ale depresja? Wydaje się to tak niemożliwe jak w przypadku Robina Wiliamsa.

Zostawmy kwestie związane z tym, czy Modest Maryański umierał w kamienicy przy ulicy Tumskiej 5 w sposób naturalny, czy jednak prawdą jest to o czym mówią potomkowie byłych właścicieli kamienicy. Pewnym jest to, że tu właśnie w przepełnionej piękną historią, ale też wieloma dramatami kamienicy mieszkając u Ludwiki Mąke – wybitnej fotografki zakończył swoje życie 16 listopada 1914 roku.

Gdyby rzeczywiście była prawda w tym co mówi legenda domu Kaschów, nie byłoby to jedyne samobójstwo „Pod Piątką”. Muzealny Detektyw, nie jest jednak „wróżką Melanią”, zatem zostawmy spekulacje – spekulantom. Muzealnikom one raczej nie przystoją. Choć tajemnice zjawisk mesmerycznych jako przejściowe zainteresowania a i znajomość Maryańskiego z Heleną Bławatską nie są wykluczone. Ponad wątpliwość wiemy, że spotkawszy teozofkę raz w Ameryce, nie zapłonął ogniem teozofii.Czy wynikało to jedynie z faktu, że na 10 rodzeństwa dwóch braci było poważnymi wówczas w Wielkopolsce kapłanami nurtu patriotycznego? Wszystko wskazuje, że raczej nie tylko. Do samego kanonika poznańskiego jeszcze wrócimy, opisując jedną z wizyt Modesta w Rzymie.

Po zamknięciu kopalni złota „Maryanski Syndicate” w 1903 roku Maryański nie poddał się jeszcze. Do tego jednak jak próbował stanąć na nogi wrócimy za moment. Wspomnieliśmy już o jego wizji zaludnienia przez Polaków Australii. I wielu działaniach pro polonijnych. Trudno jednak powiedzieć by kiedykolwiek porzucił nadzieję na odzyskanie Polski i jej powrót na mapy. Utworzenie niepisanej wizji nie imperialnej kolonizacji Australii przez pozbawionych miejsca na mapie świata Polaków nie było jedynym marzeniem patriotycznym Maryańskiego. O tej kwestii już jednak pisaliśmy.

W sprawie Polski u papieża Piusa IX

Dziś rzecz jasna wielu patrzy na historię relacji polsko-watykańskich inaczej niż Polacy drugiej połowy XIX wieku. Wśród działaczy polonijnych, ale też w duchowej i intelektualnej opozycji wobec zaborców, na bliskim Modestowi Śląsku, w Galicji i rodzinnej Wielkopolsce zwolennicy walki gospodarczej i rozwiązań dyplomatycznych z nadzieją patrzyli w stronę Watykanu. O ile trudno mówić, że w czasie pierwszych rozbiorów Polacy mogli liczyć na jakiekolwiek wsparcie Stolicy Apostolskiej to pontyfikat Piusa IX odcisnął spore piętno na kształcie choćby ruchu wielkopolskich organiczników. To właśnie Pius IX udzielił także w Rzymie schronienia kardynałowi Ledóchowskiemu, który musiał opuścić Polskę w wyniku Kulturkampf. Często w Polsce sprowadzamy to działanie Ottona Von Bismarka jedynie do rugowania języka polskiego na terenach zaboru pruskiego. To jednak ciąg działań mających na celu zmniejszenie wpływu kościoła katolickiego na władze świeckie w Europie. O ile wiele działań Piusa IX może dziś być dla nas przejawem ultranacjonalizmu watykańskiego – czyli podporządkowania kościołów krajowych jurysdykcji rzymskiej, dla Polaków drugiej połowy XIX wieku ten papież był sprzymierzeńcem.

Warto podkreślić, że po aresztowaniach i represjach Rosjan wobec Polaków po Powstaniu Styczniowym, Pius IX był jednym z nielicznych przedstawicieli dyplomacji światowej, który napominał cara Aleksandra II Romanowa między innymi w liście z 22 kwietnia 1863 r znanym jako „List Jego Świątobliwości Papieża Piusa IX do Cara Aleksandra II, cesarza rosyjskiego, w obronie Kościoła katolickiego i narodowości polskiej, napisany podczas ostatniego powstania w Polsce” Trzeba jednak przyznać, że początkowo ganił sam zryw Polaków.

„Wielkopolanie i Szlązacy jak pisał Maryański z innych powodów pokładali nadzieję w Ojcu Świętym Piusie IX, widząc jego odwzajemnioną niechęć do Bismarcka”. Kiedy po ustawach majowych w 1973, w których Otton von Bismarck zakazał działalności wielu zakonów w tym Jezuitów na terenach całej Rzeszy, nie tylko Polski, papież wyraził swój sprzeciw również w encyklice Quod nunquam wydanej w 1975 r. Kanclerz nie pozostał dłużny – zdymisjonował ponad połowę biskupów i zamknął naukę w seminariach duchownych. Część polskich działaczy upatrywała w sporze Piusa z Bismarckiem szansy dla działań Wielkopolski i Śląska, ale też Galicji i wschodnich ziem będących pod władzą carskiej Rosji. W przekonaniu wielu było to szansą na walkę dyplomatyczną. Dziś może nas dziwić, taka wiara, jednak po pierwsze warto uzmysłowić sobie ówczesną pozycją Kościoła z jednej strony radykalizującego się między innymi przez działania Piusa z drugiej dotykanego sekularyzacją w coraz większej części Europy. Warto też przypomnieć sobie jak wielkie znaczenie dla obecnych 50. i więcej latków miały wszelkie głosy dyplomatyczne ze Świata wspierające Polskę w dobie PRL-u czy samego stanu wojennego.

W 1877 roku na jubileusz 50-lecia Piusa IX polscy działacze zorganizowali Pielgrzymkę Polską. Choć źródła wspominają ją jako pielgrzymkę wszystkich zaborów, większość pielgrzymów stanowili Wielkopolanie, Ślązacy i mieszkańcy Galicji. Jednym z inicjatorów pielgrzymki Wielkopolan był kanonik poznański Witalis Maryański. To brat Modesta troszczył się przede wszystkim o to by pielgrzymi mieli na trasie miejsca noclegowe i odpowiedni program.

Jako członek komitetu organizacyjnego oraz jego sekretarz dbał także w Wielkopolsce by relikwiarz ofiarowany Piusowi podczas pielgrzymki był wystarczająco okazały. Tak też się stało, w relikwiarzu zbiorowym znalazły się relikwie dwóch osób wyniesionych na ołtarze a związanych z Gnieznem. Choć sam Modest już wówczas przebywający na obczyźnie dołączył do pielgrzymów dopiero po drodze, dołożył wszelkich starań by w darze dla papieża nazywanego „obrońcą Polaków” znalazła się relikwia bł. Jolenty. Nie mogło zabraknąć także św. Wojciecha. Jak opisuje w książce: „Pamiątka polskiej pielgrzymki do Rzymu w Maju 1877 r.” Otto Hołyński relikwiarz był okazały.

„Jest to blisko dwie stopy wysoka najczystszego w stylu gotyckim na pięknym postumencie wykonana wieżyczka ze srebra, grubo złocona i bogato kamieniami i perłami ozdobiona. Robił ją pierwszy w Paryżu złotnik Possielgue. Postument ozdobiony jest po bokach prześlicznej roboty figurami świętego Stanisława Wskrzeszającego Piotrowina, świętego Jana Kantego i świętego Kazimierza królewicza. Na węźle łączącym postument z właściwą wieżyczką jest pięknie emaliowany orzeł Wielkopolski, herb Masiach Ferretti, jak i cyfra ojca świętego Piusa IX. Po bokach wieżyczki, które mieszczą w sobie drogie szczątki świętych patronów są to znów 3 posążki: świętego Wojciecha, błogosławionej Jolenty i świętego Jozafata Kuncewicza przez Piusa IX w poczet świętych policzonego (1867). Na szczycie jako uwieńczenie całego dzieła wznosi się piękna statuetka Najświętszej Maryi Panny pod której święte stopy miesiąc skłania rogi swoje” – tak malowniczo opisał robotę mistrza Placide Poussielgue-Rusand’a w swojej książce ks. Otto Hołyński.

Ogółem Wielkopolanie zebrali 30 tys. 649 marek z czego redakcja Kuryera katolickiego 28 tys. 306 marek i 89 fenigów, natomiast przyjaciel obu Maryańskich ksiądz Andrzejewicz z Gniezna ofiarował 1446 marek i 96 funtów. W kwocie, którą do 50 tys marek uzupełnił prymas Ledóchowski na sam relikwiarz wydano 5 252 marek. Dla zobrazowania kosztów tej narodowej pielgrzymki wystarczy powiedzieć, że robotnik wykwalifikowany za dniówkę 12 godzin dostawał średnio 2 marki.

Oceniany w różny sposób przez historyków Pius IX faktycznie uchodził za wroga postępu ideowego. Niewątpliwie był wrogiem rozdziału kościoła od państwa a w swoim Syllabus Errorum krytykował: racjonalizm, socjalizm i modernizm. Dla Modesta Maryańskiego pielgrzymka miała jednak wymiar szukania wsparcia dla sprawy polskiej. Takie wsparcie zdaniem pątników Polska od Piusa otrzymała w słowach: „miejcie nadzieję, wytrwałość, odwagę i módlcie się, a ciemięzcy wasi runą i Królestwo Polskie powróci” wypowiedzianych podczas audiencji. W audiencji brał udział takżę inny wybitny przedstawiciel ziemi Gnieźnieńskiej: hrabia Franciszek Żółtowski.

W jednym ze swoich listów Modest Maryański wspomina audiencję u Piusa IX jako wydarzenie krzepiące serca Polaków. Sam papież jest mu raczej bliski przez otwartość na nowinki techniczne i gospodarcze. W jednym z artykułów podkreślał to, że ten sam Pius IC, który przyjął dogmat nieomylności reformował Watykan wprowadzając kolej żelazną, jako inżynier i górnik zauważał też, że papież wprowadził oświetlenie gazowe. O swoich nadziejach związanych z Piusem i pielgrzymką pisał między innymi w listach do Alfonsa Parczewskiego.

Ameryka ponownie i przewodnik dla emigrantów

Wracając jednak do poprzedniej części artykułu przeskoczmy na początek XX wieku. Po zamknięciu kopalni złota „Maryanski Syndicate” w 1903 roku wraca do USA. Po nieco desperackiej decyzji podjął ponownie wydobycie i poszukiwania w Consolidated Kosciusko Mine w stanie Kalifornia. Wciąż jednak tęskni za Polską. Jeszcze jednak nie myśli o powrocie. Wraca do swojej pasji pisarskiej i dziennikarskiej. Już w 1906 roku oddaje kopalnię w dzierżawę. Praktycznie rozstaje się ze złotym biznesem. Przez pewien czas działa w Chicago. Jest między innymi współwłaścicielem „Gazety Katolickiej” a z tym również spółki wydawniczej W. Smulski Publishing Company. Decyduje się jednak przenieść swoją działalność publicystyczną do stanu Nowy Jork. Tutaj niemal do samego powrotu do swojej Wielkopolski wydaje i kieruje „Pracą Polską”. Gazeta cieszy się popularnością wśród Polonii.

W tym samym roku, w którym rezygnuje z kopalni złota wydaje kolejną książkę. Choć wydanie pierwsze miało miejsce jeszcze przed finalizacją dzierżawy, po 30 października 1905 r. Tym razem jest to pozycja dość praktyczna przynajmniej w założeniu autora. Forma słownika z pogranicza podręcznika do języka angielskiego, była wówczas novum w środowisku emigrantów. Maryański nazwał swoją publikację „Przewodnik Polsko-Angielski i Słownik Polsko-Angielski dla emigrantów polskich do USA i Kanady”. Sam pokłada nadzieję, że książka pomoże rodakom łatwiej się zaaklimatyzować za oceanem. „Przy układaniu niniejszego przewodnika kierowałem się myślą przewodnią, aby wychodźcą naszym i przybyszom do Ameryki Północnej dać do ręki książkę prawdziwie pożyteczną, mającą służyć im nie tylko do nauki języka angielskiego, ale równocześnie też za niedostępnego wiernego towarzysza i sumiennego przewodnika w kraju nowym i pośród ludzi nowych, kiedy to brak języka i prawdziwego serdecznego przyjaciela najdotkliwiej uczuwać się daje i główną przeszkodę do znalezienia sobie pracy odpowiedniej stanowi. W rozdziałach opatrzonych odnośnymi nagłówkami dotknąłem kwestii na koniec najkonieczniejszych wziętych z życia codziennego praktycznego” – pisze w przedmowie.

Z umieszczonej w wydaniu z 1906 roku wklejki dowiadujemy się, że Modest przestał mieszkać przy Noble Street 565 i obecnie należy kierować do niego korespondencję na Levitt Street 803 również w Chicago. Działalność wydawnicza Maryańskiego najczęściej wynikała z troski o los polskich emigrantów. Pisał między innymi: „Z każdej nadarzającej się sposobności korzystajcie, aby kształcić się i uczyć. Gdy za dnia czasu na to nie macie, korzystajcie ze szkół wieczornych. Nauka i oświata o wiarę oparte, najcenniejszym są obok zdrowia darem niebios, najpotężniejszą dźwignią w życiu, skarbem, którego ani mól zniszczyć, ani złodziej ukraść nie może. Oświata jedynie do niezależności indywidualno-osobistej, do godności prawdziwej i do wolności zbiorowo-politycznej prowadzi”. Tak zachęcał rodaków do wysiłku intelektualnego.

Niestrudzony pasjonat emigracji umierać powrócił do kraju

Żonaty z Jadwigą Wisłocką (pierwsza żona), o której praktycznie nic nie wiemy. Dzieci, które miał w tym małżeństwie pozostały w Ameryce. O tej rodzinie Maryańskiego wzmiankują jedynie niektóre źródła. Niewiele wiemy o tym dlaczego zdecydował się na samotny powrót do kraju. Swoje zbiory zarówno archeologiczne jak i geologiczne, botaniczne, zoologiczne i antropologiczne przekazał Poznańskiemu Towarzystwu Przyjaciół Nauk, którego był członkiem.

Ostatnie lata życia, o których wiemy niezwykle mało, spędził w domu sióstr Mąke przy ul. Tumskiej 5 w Gnieźnie. O tym czasie wiemy szczególnie niewiele, może jedynie wspomnijmy o małżeństwie z Heleną i pogłębiającej się apatii.

Wsparcie artykułu:

Sławomir Łubiński IMG

przedruk z Gnieźnieński Tydzień

“Co nowego wydarzyło się?” Miasteczko i Popcentrala

Niebawem ruszymy nie tylko z podcastem o znamiennym tytule Miasteczko. Wracamy także w “eter” – sieć Radio Toksyna FM z audycją Popcentrala. Tytuł podcastu zaczerpnęliśmy z określenia jakie Zygmunt Karpiński urodzony przy Farnej 1 i jego córki Kizia i Mizia używali dla określenia Gniezna, w którym mieszkał sędzia Antoni dziadek Ewy i Wandy. Ewa napisała już na emigracji czytanką dla polskich dzieci w USA pod takim właśnie tytułem. 

W podcaście pojawiać się będa fragmenty publikowanych wcześniej wspomnień Zygmunta Karpińskiego i Ewy z Karpńskich Gieratowej. Naczelny będzie też sięgał po inne zapomniane dzieła literackie opisujące Gniezno i przeplatał dzieła literackie współczesnym komentarzem. Podcast wystartuje 20 kwietnia. Chcemy w nim pokazać pewną ideę, w której Gniezno jest modelowym miasteczkiem przede wszystkim typowym do dla byłego zaboru pruskiego. Inspiracją są dla nas między innymi działania Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie związane z lekcjami online – Gniezno w XIX wieku oraz historia kamienicy Farna 1. Dokąd nas ta inspiracja poprowadzi? Zobaczymy. O miejscu publikacji i premierze jeszcze poinformujemy.  

Toksyna FM wracamy do Radia

Wierni czytelnicy Popcentrali mogą jeszcze pamiętać czas gdy Tymoteusz i Jarek nadawali audycję Dwa Reggały, tej audycji w Radiu Toksyna FM zapewne nie usłyszymy, jednak drugą, którą prowadzili początkowo razem, a potem już sam naczelny Popki przywracamy najdalej 22 kwietnia. Audycja o znamiennym tytule Toksyczny Magazyn Kulturalny Popcentrala, to szczególne spojrzenie na kulturę z perspektywy prowincji, pokazujące, że nawet statystycznie więcej kultury dzieje się poza metropoliami. Muzycznie bardzo różnorodnie – alternatywa, jazz, punk, rap i wszystko co da się dobrze zmieszać. Premiery płyt, materiały przedpremierowe, recenzje nowych książek, sporo o spektaklach teatralnych, rozmowy, zapowiedzi. 

Popcentrala w środy o 21.00 w Toksyna FM.

I tak nikt mi nie uwierzy. Szkic Recenzencki

Trudny temat. Tak słyszeliśmy jeszcze przed premierą. Pewnie trudniej było w epoce przed SIKSĄ. W dziedzinie mówienia na “te” tematy wyznaczyła kanony prawdy i emocji. Tu jednak nie chodzi o porównania. Ciekawa teza ukryta – połączenie posądzeń o czary z notorycznymi gwałtami. Zbiorowe wyparcie, poprzez oskarżenie o rzeczy w mniemaniu ludu gorsze niż gwałt. Oskarżenie o podpalenie – jako wymazanie win gwałcicieli. Reszel, staje się symbolem. Przypominają się ordynarne wypowiedzi niektórych politycznych młotków: o winie ofiary, kuszeniu i innych gówno teoriach samczo-zbawiennych. 

Okoliczności premiery być może wyostrzyły odbiór; widzowie w maseczkach, co trzeci fotel zajęty, reszta krzeseł aresztowana biało czerwoną taśmą. Te maseczki covid 19, już na starcie spowolniły oddech, tak jakby powietrze stało się gęste już przed trzecim dzwonkiem.

Gęstość i lepkość powietrza zagrała z treścią i koncepcją spektaklu. 

Problem czarownicy i gwałtów czyli treści ciężkiej do grania, szukając konsekwentnie teatru w teatrze i żadnych zbędnych rzeczy, moglibyśmy pominąć jak zwykle – gdyby, to nie był ten właśnie problem

Spektakl o historii Barbary Zdunk, czy raczej jak powtarzają w Reszlu Sdunk,tak naprawdę nie jest opowieścią o ostatniej straconej za czary. Nie jest przede wszystkim historią, w swoim trzymaniu się opowieści o dziewczynce, którą wygnano z domu gdy miała 9 lat, która potem przeżywała kolejne fizycznie bolesne również niemiłości. W jej życiu pojawiają się kolejni kochankowie gwałciciele. Jest też Jakub Auser 16 lat młodszy ukochany. Z historii wiemy, że w Reszlu wydarza się pożar z 16 na 17 września 1807 – niweczy 6 domostw zginęło 2 ludzi. Jak mówią reszelskie ulice podpaliła za pomocą czarów dom w którym nocował Jakub. Zatem zginęła za czary. Osierociła kilkoro nieślubnych dzieci. Ostatnie urodzone w więzieniu zmarło, ogień pod stos podłożono w 1811 do tego czasu była gwałcona regularnie w więzieniu i oślepiona. Wszak gwałt na czarownicy to dobry uczynek i walka z szatanem. Legenda miejska mówi, że kat z litości – być może też wcześniejszy gwałciciel udusił przed spaleniem by Barbara nie cierpiała okrutnie. 

Nie jest spektaklem o ostatnim stosie zatwierdzonym przez Fryderyka Wilhelma III. To opowieść o kobiecie, gwałtach, przemocy, poszukiwaniu miłości i płonących do dziś stosach. Podpalaniu wszystkich co są inni, a zwłaszcza inne. Treść zostawmy, Jolanta Janiczak zgrabnie rozwija i obraca legendę. Zobaczy jak ten, który przyjdzie. 

Multimedia i aparatura dźwiękowa:

Pewnie już czas pogodzić się z samookaleczaniem się przez teatr. Jest w tym jednak coś z kontynuacji idei WRT przetworzonej przez Skwarczyńska. Skoro więc dramat w ujęciu teatralnym to sztuka autonomiczna, której służą pozostałe sztuki, to i zabawy kamerą, 

mniej lub bardziej udane, też inscenizator ma prawo sobie podporządkować. Niewiele wniosło, niczego nie zepsuło. Chyba, że to zabieg związany z Covidowymi utrudnieniami, w widzeniu części widowni. 

Mikroporty mogą zabić dźwięk i emocjonalność i zazwyczaj to robią, czynią z teatru musical, tu jednak przełożyły się na brzmienia. Ten spektakl, ten temat wymagał bliskiego pola. Bo by emocje były prawdziwe, nie trzeba drzeć się z trzewi, bo kiedy są prawdziwe emocje, to czasem krzyk więdnie w gardle. Zabieg uzasadniony, ale w sobotniej premierze Karolina Staniec, na której barkach ciążyła rola główna, co chwilę poprawiała mikrofon. To rozbijało napięcie, jej wewnętrzne tak ważne napięcie. 

Zostawmy technikę, raczej warto o technicznych, na scenie powiedzieć, bo dali radę bez apelacyjnie, sceny z żołnierzami, z wujem w prostocie i pewnej nieporadności – Poezja Teatru. Bogdan Stachowiak i jego asceza na wózku mistrz 3 planu. Ciarki na plecach. 

Zacznijmy od konwencji reżyserskiej.

Wiktor Rubin, nie miota się. To jest spójne widowisko, środki wyrazu dobrane bez krzyku, kiczu i bez przypadku. Wspomniane multimedia budują scenę samotnego ojca na krześle. Niby w tle trochę “CSI kryminalne zagadki Nowego Jorku”, ale ujęcia, kolorystyka i detale na ekranie bliżej Detektywa Murdoch’a. I dobrze. 

Oszczędne prowadzenie postaci. Ewidentnie w tym ujęciu trudnego tematu nie chodzi inscenizatorów o kontrowersje, a o głębię. Ta wizja jest o emocjach, zagubieniu i bólu, i nie jest tu sarkazmem określenie ból istnienia. Ma ciężar i zapach gwałtu na cmentarnym śmietniku, “kolejarza” wojaków. Nakreślenie postaci z sobą przystających, wszyscy zanurzeni w dramacie, córki, ojciec i brat Barbary. Podobnie zresztą pasterz Jakub. Dynamika budowana bez bebechów, to raczej ten rodzaj bólu, który dzieje się za ścianą u sąsiadów, a my rzecz jasna nic nie widzimy. Tu raczej podbiciem jest śpiew córek, czysty, niemal rapsodyczny. Smutek bywa piękny w tym jest jego siła. Wydaje się słuszna też decyzja o nie zarzuceniu aktorów rekwizytami, obsada nie potrzebuje się podpierać. Nie ma przyruchów, kiwania z nóżki na nóżkę. Czytelna sprawa, albo gram, albo się nie miotam, nie wychyla. Czysto. 

Roland Nowak jako ojciec?

Mógłby być jeszcze bardziej matowy, intelektualny, a emocjonalnie zupełnie cold wave. Kiedy wygrywa tekst spokojnym głosem z namysłem chce się go słuchać, wysłyszeć jego emocje. To jest dobrze zagrany ojciec. Trochę niedookreślony, pewnie taki być musiał by córkę los tak poturbował. Lub dlatego właśnie, że poturbowało. Czysto i równo, bez fikołków. Aktor wychodzi na scenę i robi swoją robotę. Może trochę ten jeden moment gdy idzie w krzyk bólu, trąci teatralną nieprawdą. Krzyk nie idzie na maskę, gdzieś zostaje na gardle. To jednak jeden krótki moment. Generalnie Nowak unosi to co ma unieść. Jest to dobrze zagrane nie ma tutaj kreskówki, jeśli momentami płasko to tak miało być. 

Barbara – są momenty Piękne i momenty “nie zawsze”

Karolina Staniec kreuje postać mroczną i nieco neurotyczną, jest jednak to pełnokrwista kobieta. Neurotyczność jest konsekwencją życia, choć tak naprawdę poznajemy bohaterkę po jej śmierci, w pełnym retrospektywy eksperymencie, który ma ukazać prawdę. 

Twarz Karoliny Staniec widz rozpoznaje z Miasta 44. Nie twarz jednak jest w bohaterce najważniejsza. Emocjonalność w mowie i ruchu przede wszystkim i to co idzie z łona. Ciężkie te emocje, generalnie, bo postać nie miała łatwo i to trzeba zagrać. Relacje z Bratem – piękna scena wspólnej masturbacji – nie epatuje ani sexem ani niczym innym – jest czytelna a jednak zbudowana z ogromną wrażliwością. Reżysera i dwójki aktorów. Paradoksalnie niezwykle niewinna scena. Mocno – głęboko zagrana scena z żołnierzami. konsekwentna gra, może się wydać płaska, to jednak kompletnie nie spłaszcza postaci. Jedna ze scen z Jakubem, trochę karykaturalna, Barbara zdaje się być nieco przerysowana w stronę dziko-głupiej, być może zabieg ma pomóc odetchnąć i aktorce i widowni. Tu jednak wiele ratuje wirująca spódnica i podglądanie przez Jakuba (Paweł Dobek). 30 lat to dobry czas dla aktorki by grać rolę ważne i mocno obciążające. Kolejny raz krakowska szkoła – po prostu się sprawdza.  kilka momentów rzeczywiście pięknych, zagrała tu Staniec bez wątpienia. Zdarzałe się tez takie nie zawsze trafione. Trudno mieć jednak jakieś pretensje, to jest rzetelne aktorstwo przy kreowaniu trudnej kobiety i trudnej roli. To co się udaje, to widz jest zatroskany, o los Barbary i jej córek. Nie ma jednak jakiegoś wymuszania taniej litości, która w kontekście gwałtu byłaby tandetą na miarę plastikowych kwiatów na grobie. Staniec nie gra na najniższych emocjach, nie obraża swojej bohaterki, nie odziera jej godności, między innymi dlatego, że nie wybiela, że czasem z bioder i lędźwi w odpowiednich momentach wibruje coś co pozwala poczuć zapach pożądania. Tu wcale nie chodzi o nagość, której jest niewiele i jest raczej poruszająca niż goła. No i te piękne czerwone buciki. Warto pewnie zobaczyć Barbarę w Staniec jeszcze raz, gdy sztuka już będzie ograna, pewnie też gdy mikrofon, nie będzie się odklejał od twarzy. Minimalny niedosyt

Brat “czarownicy” – bez fałszu, w punkt jak emocjonalny metronom

To była najlepsza gra tego spektaklu. Michał Karczewski jest tu wyśrodkowaniem. Ruchowo jak przystało na lalkarza po Białymstoku dokładnie, z namysłem bez rozmemłania. Tekst podany zawodowo i dobrze choć nienachalnie zrytmizowany. Paradoksalnie “brat gwałciciel” nas nie odraża, nie budzi też taniego współczucia. Jest taki, bo taka jest społeczna, być może rodzinna kalka. Tak właśnie gra go Karczewski. Rzetelnie z momentami wręcz bardzo dobrze zarysowana postać. 

Jakub. Dobek czyli dobrze

Postać, którą gra, Paweł Dobek to trampolina, aktor nie ma opcji wybić się w tej roli wysoko, ale dla partnerujące Staniec jest dobrym wybiciem. Dobek od kilku spektakli gra po prostu dobrze. Nie zalicza słabych kreacji. Podobnie i tu. Jak mawiają aktorzy – “wiele się nie nagrał, ale halabardy nie nosił”. W tym “wiele się nie nagrał” praktycznie wszystko siedzi tak jak trzeba i gdzie trzeba. Mała rozpiętość emocjonalna, w tym przypadku chroni przed histerycznością.  

Trzy siostry – z piętnem matki

Na afiszu, kamila Banasik, Martyna Rozwadowska i Joanna Żurawska. Wszystkie grają to co im dał reżyser do zagrania. Bez żadnych zbędnych ruchów, przyruchów i dreptania. Unoszą całkowicie swoją kobiecość córek. Pięknie budują relacje sceniczne z matką, kontrastują z ojcem. W dniu premiery, chyba najpełniej zagrała Kamila Bansik. To jest jednak spójne trio. Wokalnie odprawiają czary. 

O Technicznych już pisaliśmy. Dobre rozwiązanie – zadziałało. 

Krajobraz światła 

To jest to co robi w spektaklu Jacqueline Sobiszewski. Nie mogło być lepiej wyświecone. Pani wie co robi, choć przyznajmy od kilku spektakli, w Fredry wiedzą, co i jak rysuje w teatrze światło. Co najmniej od Piaskownicy nie ma z tym lipy. Tym razem było “prześwietlnie”. 

Scenografia 

Prosta, funkcjonalna. Dobry zabieg z napisem z drutów. Scenograf po krakowskiej ASP poza napisem pokazał, że scenografia może spajać, ale nie musi przy tym dopowiadać sensów. Łukasz Surowiec po rzeźnie co widać w tym dużym elemencie na kształt chmury i krzaków, jest też fachowcem w video. 

Kostiumy  

Hanna Maciąg nie pierwszy raz bawi się kostiumem do realizacji Wiktora Rubina. Ponownie zresztą robi te kostiumy sugestywnie, prosto i tak jak to się w teatrze robić powinno. Nie ma przypadku, nie ma ciucha kupionego w lumpeksie. Teatr to teatr, bo kostium to kostium. 

Muzyka. No właśnie, czy poza śpiewem coś jeszcze pamiętamy?  Pozostało jakieś wrażenie, że ta muzyka była dobra, że współgrała, nie dopowiadała jak młotkiem. Zatem było jak zawsze życzył sobie teatrolog z Gniezna profesor Krzysztof Kurek. Mawiał wszak, że “jeśli po spektaklu pamiętamy głównie muzykę, to była kiepska, kiedy zostaje jako wrazenie troche jak mgła to tak się to robi. Tak zrobił Krzysztof Kaliski. 

Czy to był dobry spektakl?

To akurat nie ma znaczenia, choć służył dobru – odczarowaniu demonów, “bliźnieniu”  stygmatów. Siłą jest pewnie wrażliwość społeczna, która od czasów Marii Spiss jako artystycznej Teatr Fredry bardziej akcentuje niż wrażliwość polityczną. Spektakl był dobry, może nawet lepiej niż dobry, jednak istotne, że był ważny. Teatr Fredry pozostaje wierny mówieniu o czymś, co dotyka człowieka, co bywa przemilczane przez: sąsiadów, funkcjonariuszy, przez gwałcicieli, przez społeczności… Łatwiej metkować i skazywać ofiary i dla własnego usprawiedliwienia uczynić z ofiar demony. Jednak co nie mniej ważne a może bardziej patrząc na teatr w tym spektaklu, nie został przyćmiony, przez wagę przekazu, wrażliwość na człowieka to był spektakl pełen teatru – mimo, że to widzowie nosili maseczki. 

Po wakacjach, konieczny temat pod dyskusję z młodzieżą.  

Szkic napisany tuz po premierze, przypominamy w związku z nominacją dla Jolanty Jańczak do Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej

Brzmienie Popcentrali

“Co nowego wydarzyło się?” Miasteczko i Popcentrala

Niebawem ruszymy nie tylko z podcastem o znamiennym tytule Miasteczko. Wracamy także w “eter” – sieć Radio Toksyna FM z audycją Popcentrala. Tytuł podcastu zaczerpnęliśmy z określenia jakie Zygmunt Karpiński urodzony przy Farnej 1 i jego córki Kizia i Mizia używali dla określenia Gniezna, w któr…
O nie-ostatniej straconej.

I tak nikt mi nie uwierzy. Szkic Recenzencki

Trudny temat. Tak słyszeliśmy jeszcze przed premierą. Pewnie trudniej było w epoce przed SIKSĄ. W dziedzinie mówienia na “te” tematy wyznaczyła kanony prawdy i emocji. Tu jednak nie chodzi o porównania. Ciekawa teza ukryta – połączenie posądzeń o czary z notorycznymi gwałtami. Zbiorowe wyparcie,…

Interaktywne Muzeum Gniezna

Maryański. Tragiczny bohater.(cześć II)

Dziś najprawdopodobniej zdiagnozowano by u tego wybitnego trzemesznianina jednostkę chorobową F 33. Zapewne też nikt z jego znajomych nie chciałby w to wierzyć. Apatia, a może chandra, to można by jeszcze zaakceptować u człowieka, który w swym życiu zobaczył niemal cały świat, był właścicielem k…
Brzmienie Popcentrali

“Co nowego wydarzyło się?” Miasteczko i Popcentrala

Niebawem ruszymy nie tylko z podcastem o znamiennym tytule Miasteczko. Wracamy także w “eter” – sieć Radio Toksyna FM z audycją Popcentrala. Tytuł podcastu zaczerpnęliśmy z określenia jakie Zygmunt Karpiński urodzony przy Farnej 1 i jego córki Kizia i Mizia używali dla określenia Gniezna, w któr…
O nie-ostatniej straconej.

I tak nikt mi nie uwierzy. Szkic Recenzencki

Trudny temat. Tak słyszeliśmy jeszcze przed premierą. Pewnie trudniej było w epoce przed SIKSĄ. W dziedzinie mówienia na “te” tematy wyznaczyła kanony prawdy i emocji. Tu jednak nie chodzi o porównania. Ciekawa teza ukryta – połączenie posądzeń o czary z notorycznymi gwałtami. Zbiorowe wyparcie,…

Interaktywne Muzeum Gniezna

Maryański. Tragiczny bohater.(cześć II)

Dziś najprawdopodobniej zdiagnozowano by u tego wybitnego trzemesznianina jednostkę chorobową F 33. Zapewne też nikt z jego znajomych nie chciałby w to wierzyć. Apatia, a może chandra, to można by jeszcze zaakceptować u człowieka, który w swym życiu zobaczył niemal cały świat, był właścicielem k…
Brzmienie Popcentrali

“Co nowego wydarzyło się?” Miasteczko i Popcentrala

Niebawem ruszymy nie tylko z podcastem o znamiennym tytule Miasteczko. Wracamy także w “eter” – sieć Radio Toksyna FM z audycją Popcentrala. Tytuł podcastu zaczerpnęliśmy z określenia jakie Zygmunt Karpiński urodzony przy Farnej 1 i jego córki Kizia i Mizia używali dla określenia Gniezna, w któr…
O nie-ostatniej straconej.

I tak nikt mi nie uwierzy. Szkic Recenzencki

Trudny temat. Tak słyszeliśmy jeszcze przed premierą. Pewnie trudniej było w epoce przed SIKSĄ. W dziedzinie mówienia na “te” tematy wyznaczyła kanony prawdy i emocji. Tu jednak nie chodzi o porównania. Ciekawa teza ukryta – połączenie posądzeń o czary z notorycznymi gwałtami. Zbiorowe wyparcie,…

Most Popular


© All rights reserved. Powered by Liber Media.

Do góry