Są klipy i klipy. Takie za duże pieniądze i z wielkimi zasięgami, które poruszają tłumy, ale tworzą je przeważnie gwiazdy. No i jest też dużo muzycznych średniaków, generycznych gniotów AI i świetnego niezalu. Do tego ostatniego zalicza się właśnie Szegetz i jego porywające „Płomienie”.
Szegetz czyli Paweł Bąkowski, to gnieźnieński raper, którego twórczość ma właściwie dwa oblicza: lokalne, które jest doskonale znane i zyskało już spore, oddane grono fanów oraz ogólnopolskie, czyli ciągle za mało popularne dla odbiorców w kraju, które może w końcu zmienić premiera teledysku do utworu „Płomienie”. Choć z drugiej strony Szegetz nie musi nikomu niczego udowadniać i rzeczony klip, to po prostu normalna forma ekspozycji jego twórczości poprzez kolejny materialny zapis. Po publikacji takich kawałków jak najstarsze, bo sprzed ponad ośmiu lat „Dowody osobiste (jestem)”, które już wtedy zapowiadały album „Przedświt” czy następnie „Sierpień pięknych saren” i „Pneumatyka (smak wody)” oraz jeszcze kilku nagrań – nastąpiła… cisza, na pewno w kwestii wydania krążka. Wszystko jednak do czasu znakomitego kawałka „Elo Gniezno”, do którego Szegetz zaprosił całą plejadę związanych z grodem Lecha artystów takich jak Miły ATZ, Ananas, Wiadrowski i Bjaroza, i którego wspólne wykonanie dało mu do tej pory ponad 27 tysięcy wyświetleń, a następnie uruchomienia zrzutki na „Przedświt”, która pomimo długiego oczekiwania na płytę, zakończyła się sukcesem.



Tymczasem „Płomienie”, które swoją premierę miały dokładnie 21 czerwca, czyli w dzień letniego przesilenia, kiedy jest najdłuższy dzień w roku – podtrzymują konsekwentnie swoją „świetlistą symbolikę”. Ogień jak i dzień panujący wtedy nad nocą, łączą się tu niczym w kulturze od zarania dziejów, więc można powiedzieć, że lepszej daty premiery Szegetz nie mógł sobie wymarzyć. A jeśli już jesteśmy przy początkach kultury, to trudno nie wspomnieć o Prometeuszu i jego równie ognistym darze dla ludzkości, którego imię tłumaczone jako „myślący w przód” oraz działania, zdają się silnie rezonować z tym konkretnym utworem, a nawet całym „Przedświtem”. Zresztą na recenzję kompletnego albumu przyjdzie jeszcze czas, zaś teraz więcej o teledysku artysty, który mój Serdeczny Kolega i Naczelny Popcentrali Jarek Mixer Mikołajczyk, zdążył już porównać m.in. do Jacka Kerouaca czy Gila Scotta-Herona. Skojarzenie z muzyczną poetyką i egalitarną wrażliwością tego ostatniego wydaje się godne i piękne czyli najlepsze!
Zatem od strony wizualnej „Płomienie”, mają w sobie na pewno „synowski sznyt”, czyli aurę klipów duetu Syny, gdzie też były race i dymy, a na pewno dużo światłocieni i tajemnicy jak to bywa w dobrej rapowej alternatywie. Choć, jak również pisał Mixer, rapowa alternatywa to zbyt ciasne określenie dla tego co tworzy Szegetz. Podobać się jednak w tym wszystkim mogą zarówno surowe około industrialne przestrzenie jak i kolektywne zaangażowanie w wykon. Te pierwsze to głównie opuszczona stacja benzynowa za miastem oraz hale magazynowe należące do Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Gnieźnie, które znajdują się na tym samym terenie, co niezależny i plenerowy ośrodek kultury Latarnia na Wenei. Co tu dużo pisać, miejscówki te perfekcyjnie pozwalają rozładować energię utworu, która wręcz rozsadza występujące w nim osoby, a początek na stacji, kiedy to twórca kawałka stoi z racą niczym z pochodnią, tylko podkręca manifestacyjny charakter nagrania. W dodatku magazyn PWiK, o który już od jakiegoś czasu starają się osoby tworzące Latarnię i Stowarzyszenie Ośla Ławka, po raz kolejny pokazał swój kulturotwórczy potencjał. Natomiast jeśli chodzi o wspólnotowe zaangażowanie, to Szegetzowi udała się nieczęsta sztuka skrzyknięcia w jednym czasie i miejscu bliskich sobie ziomków, często tych z równie twórczych dziedzin. W teledysku bowiem widać także lokalnie i nie tylko znane twarze, które w swej choreografii czy gestach, dają z siebie wszystko.



I wreszcie mamy tekst oraz przesłanie, a do tego energetyczny beat, czyli majstersztyk! W treści bowiem idzie samo gęste, najeżone skojarzeniami, aluzjami czy cytatami, lecz nie razi, bo nie ma w sobie nic z wydumanej lub przeintelektualizowanej mowy. Bo też Szegetz potrafi pisać „głównie emocjami i zmysłami”, jak zresztą wyznawał w moim wywiadzie dla Kultury u Podstaw z 2022 roku, czyli jeszcze w tym „oczekiwaniu na Przedświt”. Ta prostota, ale nie prostactwo, rozumiana też jako „mistyka, szamanizm, tajemnicza alchemia, magia, która zadziewa się w tekście albo nie”, kreuje potężny klimat! Bo czegóż tam nie ma! Nawiązania do tytułu filmowego prologu i epilogu serialu „Miasteczko Twin Peaks” Davida Lyncha („Fire walk with me…” i dalej po prostu „Ogniu krocz ze mną”), wspomnianego już Prometeusza („ktoś go [ogień] sprowadził na ziemię”), wezwania do walki („cel, pal, ognia…”, „musisz być kumaty, palić wywlekane faszystowskie szmaty” oraz „musisz być silna, oświetlić mrok, nawet jeśli zostanie blizna” itd.), ognistego charakteru („jesteśmy in flagrante, pełnimy przednią straż, awangardę”), dwoistości ludzkich potrzeb („Igrzysk ogień zamiast ognia w piecu chlebowym. Schemat od dawna gotowy”), antykapitalistycznej rewolucji („Płomienie zamieńcie w popiół limuzyny wokół, marynarki, krawaty za tysiące tysięcy szmaty, to płonie wyższości emblemat, potężne gmachy, świątynie ucisku, instytucje wyzysku, kontroli mas…”), biblijnej symboliki („gorejący krzak”) czy wreszcie potężnego cytatu z wiersza tureckiego poety Nazima Hikmeta pt. „Kerem” („Jeśli ja nie będę płonąć, jeśli ty nie będziesz płonąć, jeśli my nie będziemy płonąć, to jak ciemność jasnym stanie się dniem?”), który jest fundamentem całego utworu.



Warto dodać, że nie byłoby też „Płomieni”, gdyby nie mocny i energetyczny beat, którego twórcą jest a_klarnecki, zdjęcia i montaż klipu przede wszystkim w wykonaniu Mateusza Zubla oraz dodatkowe ujęcia Jakuba Dzionka, a także spinający całość miks i master Wojtka Perczyńskiego. Zatem pozostaje tylko słuchać i oglądać, ten doprawdy prześwietny kawałek. Enjoy!
