Fragment recenzji teatralnej z portalu Kultura u Podstaw

Piczomira Rebel albo z kobietami nie wygracie!

 |  Kamila Kasprzak-Bartkowiak  | 

I pomyśleć, że trzeba było barbarzyńskiego zamachu na prawa kobiet, masowych protestów i antyrządowych wystąpień, by nie wspomnieć o pragnieniu społecznej wolności, żeby gnieźnieński Teatr im. Aleksandra Fredry, tak udanie sięgnął po nieco zapomnianą i nadal z lekka „nieobyczajną”, ale jakże trafnie wyszukaną sztukę swego patrona.

Mowa oczywiście o premierowym czytaniu performatywnym spektaklu „Piczomira, królowa Branlomanii” Aleksandra Fredry, który w reżyserii Marcina Libera przybrał o wiele krótszy tytuł, bo po prostu „Piczomira Rebel”. Co ciekawe, premiera „Piczomiry…” odbyła się w internecie na kanale Youtube 13 listopada w piątek, kiedy już emocje protestujących kobiet i nie tylko po wyroku tzw. Trybunału Konstytucyjnego – nieco zelżały. A może po prostu w czasie, który pozwolił na artystyczną interpretację rzeczywistości. Choć z drugiej strony sztuka i tak była planowana, bo jest częścią projektu „Poznajmy Fredrę” realizowanego w ramach programu „Promocja czytelnictwa” dofinansowanego ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Najpierw więc może parę słów o czym jest dzieło Fredry, którego zresztą treść została niemal wiernie oddana, choć w innych „dekoracjach”, ale o tym później. Otóż najkrócej mówiąc, to rzecz o tytułowej królowej (w tej roli dysponująca mocnym, magnetyzującym głosem Joanna Żurawska), która postanawia odwrócić dotychczasowe zasady w relacjach damsko-męskich, więc przedślubną cnotę oraz późniejsze posłuszeństwo i oddanie nakazuje strzec mężczyznom, zaś kobiety uzyskują prawo do rozwiązłości i odmawianych im do tej pory zachowań. Jak nietrudno się domyślić, taki stan rzeczy nie podoba się oczywiście jegomościom z księciem Brandalezyeuszem (świetny, bo wiarygodny w swej niewdzięcznej kreacji Wojtek Siedlecki) na czele, którzy postanawiają przywrócić stary porządek.

O tym jak wiele, ten w gruncie rzeczy lekki i frywolny utwór (bo jakże inaczej nazwać rzecz, gdzie bohaterowie noszą imiona typu: Piczomira, Srakotłuka, Onanizm czy Klitorys albo wypowiadają kwestie w rodzaju: Daj małżonka królowej niezgiętego męstwa, któryby ją mógł jebać w miarę dostojeństwa. Daj nam siły lubieżnej, siły nie wzruszonej, na obronę ustawy kraju i korony.) młodego wojaka (ponoć Fredro napisał „Piczomirę…” będąc we wojsku, a nawet wraz z kompanami ją odegrał) sprzed ponad 200 lat, ma wspólnego z dzisiejszą sytuacją w Polsce – widać już na pierwszy rzut oka. Zarówno dwa wieki temu jak i obecnie chodzi o patriarchalną władzę nad kobiecym ciałem i związanymi z nim decyzjami. I tak jak kiedyś, tak teraz tę władzę sprawują głównie mężczyźni w typie określanym obecnie jako „dziaders”, gdzie wyznacznikiem wcale nie jest wiek, lecz ciasna konserwatywna mentalność ze szkodliwymi pretensjami do wszystkich, co myślą czy broń Boże żyją inaczej. Dodałabym do tego, że dziadersi za swoje porażki czy niespełnione marzenia wyładowują się na innych, bo w końcu łatwiej powiedzieć, że ona była rozpustna albo nie ma prawa, niż przyznać się, że mnie nie chciała, bo miałem kiepski charakter i jeszcze gorsze poglądy na świat. W utworze Fredry takim dziadersem jest rzecz jasna Brandalezyeusz, który tracąc coraz bardziej swe „siły witalne”, a tym samym status, zamierza poskromić pragnącą wolności seksualnej, a może po prostu równości Piczomirę. Natomiast w Polsce A.D. 2020 taką postacią stał się między innymi wiadomy Prezes, który przez swą despotyczną osobowość też więcej traci, więc żeby się dowartościować, redukuje dzisiejsze Piczomiry do roli inkubatora…


Całość na portalu Kultura u Podstaw:
https://kulturaupodstaw.pl/piczomira-rebel-albo-z-kobietami-nie-wygracie/


Fot. Dawid Stube

Kamila Kasprzak-Bartkowiak
Kamila Kasprzak-Bartkowiak

#Tagi


© All rights reserved. Powered by Liber Media.

Do góry