Skip to main content

Milenium Koronacji Bolesława Chrobrego w Gnieźnie

„Ojczyzna nie zaczyna się od królów, a od serca” Gniezno 2025

 |  Jarek Mikołajczyk  | 

Widowisko plenerowe „Milenium Koronacji Bolesława Chrobrego”, które odbyło się 1–3 oraz odbędzie się też 8–10 sierpnia 2025 r. w Gnieźnie, udowodniło, że nawet w obliczu wcześniejszych kontrowersji i powątpiewań można stworzyć spektakl, który zaskakuje rozmachem, sceniczną dojrzałością i treściowym wyważeniem. Choć przed premierą projekt był głośno krytykowany jako „gigantomachia bez treści” i „niedoszły festyn historyczny”, efekt końcowy obronił się jako dzieło przemyślane i mocne. Rzecz jasna nie każdy musi się zgodzić, a nawet nie każdy musi się zachwycić.

Jeden z braci

Reżyser Robert Czechowski stworzył opowieść, która uniknęła banalnej apoteozy. Twórcy – Sebastian Jasnoch i Mariusz Babicki – nie uciekli od ukazania słabości i dylematów Chrobrego, nie czyniąc z niego ani kartonowego bohatera z kreskówki, ani nacjonalistycznego monolitu. Mężnego człowieka z krwi i kości.

Kluczową osią dramaturgiczną była oniryczna wizja sądu/rachunku sumienia, gdzie Bolesław – w symbolicznym śnie/wskrzeszeniu – mierzył się z zarzutami i pytaniami o swoje decyzje. Cytaty z kronik Thietmara z Merseburga wybrzmiewały bez upiększeń nawet gdy ich nie użyto:
Ipse vero, ut dictum est, severus erat, et qui in bello aut in pace praevaricabatur, saepius graviter puniebatur.”
(„On sam, jak już wspomniano, był surowy, i kto w wojnie lub pokoju zgrzeszył, był często surowo karany.”)

Okrutne praktyki karania przeciwników – „wybijanie zębów niewiernym” czy „przybijanie mężczyzn do mostów” (Thietmar: „Inimicos suos crudeli modo puniens, dentes eorum extraxit, alios in stationibus ad pontes suppliciter affixit.”) – nie były przemilczane, ale osadzone w kontekście brutalnej epoki, gdzie siła i przemoc były walutą władzy. Autorzy jednak nie używają ich w dosłowności, są pobrzmiewającym echem czytelnym dla znających historię.

Widok ogólny

Spektakl balansował między magicznym realizmem historycznym a metaforą. Konwencja rzucania kości (astrgali) była nie tylko symbolicznym odwołaniem do losu władcy, ale też literackim nawiązaniem do powieści Elżbiety Cherezińskiej „Gra w kości”. Sceny te stały się osią refleksji nad tym, że droga do polskiej korony nie była prostym marszem triumfalnym, (bo takim nie były w historii) lecz pełną niepewności, przypadku i wyborów. Jak się okazuje słusznych wyborów władcy. 

Dzięki zabiegom pewnego sądu czy rachunku sumienia Chrobry rysuje się jako władca srogi ale skuteczny, nie jest tekturową postacią wyciętą z Cartoon Network ani nacjonalistycznym monolitem. Spektakl ewidentnie nawiązuje zwłaszcza w finale do sytuacji współczesnej, przypominając, że władza to nie tylko symbolika, ale odpowiedzialność i konsekwencje decyzji czasem wbrew a nawet ponad sobą. 

Po rzuceniu kolejnymi kośćmi

Mapping 3D na fasadzie katedry gnieźnieńskiej oraz teatr ognia i machin teatralnych tworzyły ciekawą wizję. Owszem, nie wszystkie elementy scenograficzne były idealnie trafione – pozytywkowa machina z wstążkami, bardziej przywołująca na myśl karuzelę, czy nieco przestylizowani szczudlarze w jaskrawych strojach – wybijały się z konwencji surowego średniowiecza. Mapping też pewnie można by podrasować. Być może zbyt chętnie sięgnięto po pojki i szczudła jako efektowną, lecz nie zawsze uzasadnioną atrakcję wizualną. Ale nie przyćmiły one siły głównej narracji. Zresztą koronacja nie była imprezą na smutno. Choć niektórzy archiwiści i byli nauczyciele historii za to przepraszają. Czyli de facto przepraszają za to, że taką była nasza historia. Owszem pokazanie Polski przedchrześcijańskiej tak mocne jednak potrzebne prosiłoby się jednak o nie pomijanie Mieszka i Dobrawy. To może być mankament fabuły.

Otton III

W warstwie wizualnej szczególne wrażenie robiła machina z flagą z białym orłem – potężna, ruchoma konstrukcja, która dobitnie gloryfikowała siłę i dumę Polski. Taka piękna Alegoria. Nie była to jednak pustosłowna demonstracja, lecz wizualna kulminacja procesu budowania wspólnoty i państwa. W widowisku pojawiło się też nawiązanie do legendy o Lechu, Czechu i Rusie, podkreślające głębokie historyczne korzenie Polski.

Warstwa muzyczna – autorstwa Daniela Grupy – była jednym z filarów spektaklu. Pieśń o Ojczyźnie wykonana przez Roksanę Vikaluk nadawała całości wzniosły, a jednocześnie liryczny ton. Tu pojawiły się ciary, nawet jeśli było patetycznie trochę. Scena, w której padało zdanie: „Ojczyzna nie zaczyna się od królów, a od serca”, wybrzmiała szczególnie mocno, akcentując myśl, że budowanie wspólnoty to nie tylko gra o władzę, ale przede wszystkim odpowiedzialność za ludzi. Znaczenie tej kwestii to fakt, że wypowiada ją Polonia. Być może dzisiejszym władcom brakuje właśnie serca bo przysłania im jego bicie ideologia i warstwa interesów politycznych?

Bolesław I Wielki

Na pochwałę zasługuje fakt, że spektakl nie opierał się na fałszywych mitach, takich jak legenda Szczerbca – miecza wiązanego niesłusznie z Chrobrym, który w rzeczywistości związany jest prawdopodobnie z Bolesławem Pobożnym, a ceremonialnie wydobyty został dopiero w koronacji Władysława Łokietka. Taką koncepcję Szczerbca chrobrowego prezentować chciał Park Dzieje. Przedstawienie dobrze wypunktowało znaczenie wsparcia przez Chrobrego misji św. Wojciecha (to był wyraz wielkiej mądrości władcy) oraz doniosłość Zjazdu Gnieźnieńskiego, który nie był jedynie kurtuazyjną wizytą Ottona III, ale świadectwem politycznego kunsztu Piasta.

Pomysły zgłaszane przez niektórych, by spektakl odbył się na stadionie, były absurdalne. Uczyniły by ze spektaklu faktycznie jedynie cyrkowo uliczną wariację. To właśnie rozegranie widowiska w miejscu, gdzie działała historia, w tle olbrzymiej katedry, podkreślało genius loci i znaczenie Gniezna i wydarzenia. Przeciż to wydarzyło się właśnie Tu, przeniesienioe nawet o 500 metrów byłoby tym czym jest mural w Poznaniu i konferencja Chrobry z Poznania, czyli chichotem z historii.

Gnieźnianie i turyści, którzy przybyli na spektakl, byli pod wyraźnym wrażeniem – choć oczywiście porównania do Cirque du Soleil są zupełnie nie trafione, a charakter widowiska zupełnie inny. Wielu z nich (turystów) korzystało także z okazji, by zwiedzić Muzeum Początków Państwa Polskiego, podkreślając, jak piękne jest Gniezno i jak wiele się tutaj dzieje.

Edward Gramont w tle Konrad Gramont (Teatr Terminus a Quo)

Niestety, część osób z życia publicznego i polityki, zanim w ogóle obejrzała spektakl, pozwoliła sobie na szydercze uwagi, spłycające dyskurs o historii i sztuce. Spłycające Gniezno.

Warto zauważyć, że twórcy widowiska nie uciekli od subtelnych aluzji do współczesności. Ukazali Bolesława jako władcę, który rządził twardą ręką, ale nie był postacią tekturową. Sąd, który przeprowadzał w swojej wizji sennej, pozwolił mu spojrzeć na siebie z dystansu, a widzom dał szansę na refleksję nad tym, czym jest odpowiedzialność za wspólnotę.

Hejt przed obejrzeniem widowiska okazał się kompletnie absurdalny, zwłaszcza że część krytyki pochodziła ze środowiska radnych. Widoczny był ciężar przygotowywania spektaklu na ostatnią chwilę, co było efektem braku odpowiedniego zabezpieczenia środków i podejmowania działań jeszcze w poprzedniej kadencji. Walorem dodatkowym było zaangażowanie wolontariuszy z Gniezna, co dodało widowisku lokalnego charakteru.

Najlepszym komentarzem było zasłyszane przy wyjściu zdanie dziesięcioletniego Janka, wypowiedziane do swojego dziadka:
„A ja myślałem, że historia jest nudna. Dziadku, ta Polska to piękny kraj i świetne konie.”

Grupa Jeźdźcy Apokalipsy

Gniezno, na te kilka sierpniowych wieczorów, znów stało się stolicą – nie tylko historyczną, ale również stolicą refleksji nad tym, czym jest Polska – wczoraj, dziś i jutro.

Do aktów ekspiacji i przepraszań za widowisko przez polityka, który już nie uczy historii i archiwisty narodowca, odnosił się nie będę. Każdy ma prawo, jeszcze żyjemy kraju bez cenzury. 

PS:

Choć jako Przewodniczący Komisji Promocji, Kultury i Turystyki, zgłaszałem wiele uwag do wydarzeń rocznicowych: Koronacja Królewska 2025 organizowana przez MOK, Widowisko  „Milenium Koronacji Bolesława Chrobrego” oraz olbrzymi wzrost ruchu turystycznego, komiks Chrobry wydany przez MPPP i wydawnictwo Egmont – pokazują jasno jak jest. A to jeszcze nie koniec. 

Jarek Mixer Mikołajczyk

zdj. Królewskie Gniezno wykonanie zdjęć Fotostube i A.G.M

Jarek Mikołajczyk
Jarek Mikołajczyk