Skip to main content

Między Kadrami

O powrotach. Ojczyzna Pawła Pawlikowskiego

 |  Kamila Kasprzak-Bartkowiak  | 

Gdzie jest dom, którego szukam? – pyta Artur Rojek w utworze Dom nauki wrażeń z repertuaru zespołu Lenny Valentino. Zdanie wyśpiewane w 2001 roku na płycie Uwaga! Jedzie tramwaj mogłoby ozdobić niejeden plakat filmu traktujący o powrocie bohatera do niegdyś opuszczonego miejsca.

W swoich dwóch najsłynniejszych dziełach pionier kina Georges Méliès wysłał swoich bohaterów na szalenie niebezpieczne wyprawy. W filmie z 1902 roku grupa uczonych wyruszyła w Podróż na Księżyc, natomiast w utworze zaprezentowanym światu dwa lata później członkowie Towarzystwa Geograficznego odbyli Podróż do krainy niemożliwości. Oba filmy, silnie zainspirowane twórczością Juliusza Verne’a, posiadają niemalże identyczną strukturę dramaturgiczną, którą można opisać za pomocą krótkiego schematu: Początek podróży – Przygoda – Powrót. I to właśnie na tym ostatnim wyrażeniu chciałbym skupić się najbardziej.

Powyższy akapit dowodzi, że kino z motywem podróży zaprzyjaźnione jest już od przeszło 120 lat. Jednak jak dziesiąta muza traktuje etap powrotu z wyprawy? Cóż, pozwolę sobie popaść w nieco patetyczny ton i uznać, że Wjazd pociągu na stację w La Ciotat, czyli jeden z pierwszych filmów w historii kina, już w 1896 podjął wyżej wymieniony motyw. Oczywiście, kiedy pociąg wjeżdża na stacje, w pierwszej kolejności zwracamy uwagę na tłum chcący dostać się do środka. Innymi słowy – obserwujemy bohaterów wybierających się w podróż. Jednak w pewnym momencie na pierwszym planie pojawia się postać. To mężczyzna, który właśnie wysiadł z jednego z wagonów. Lekko zdezorientowany spogląda w stronę kinematografu obsługiwanego przez braci Lumière po czym opuszcza kadr. Skąd przybywa? Jakie są jego dalsze losy? Nie wiemy. Jednego możemy być pewni. W tym momencie bohater zakończył pewien etap swojej podróży. Cofnijmy się jeszcze dalej. Kilka miesięcy wcześniej francuscy wynalazcy pokazują w Paryżu słynne Wyjście robotników z fabryki. Pracownicy opuszczają jeden z lyońskich zakładów pracy i udają się…w podróż. Prawdopodobnie – do domu.

Zajmijmy się teraz słoniem, który stoi w pokoju od momentu przeczytania przez czytelnika tytułu tego eseju. Oczywiście, do domu wracał również Odyseusz. Przypomniał nam o tym w tym roku Christopher Nolan tworząc kolejne ze swoich monumentalnych dzieł. Okazuje się, że epos Homera jest bardziej istotny dla kina niż mogłoby się wydawać. David Laderman w swojej książce Driving Visions: Exploring the Road Movie wskazuje Odyseję jako jedno z pionierskich dzieł dla gatunku zwanego filmem drogi. Autor powołuje się również na Don Kichota Cervantesa oraz Przygody Hucka Marka Twaina. Scenarzyści przez lata wykorzystywali wymienione utwory, poddając je różnego rodzaju adaptacjom, reinterpretacjom czy trawestacjom, tworząc teksty, których podróż jest jednym z głównych elementów fabuły. Gatunek przechodził przez kilka etapów rozwoju. Rozpoczynając od westernu Dyliżans Johna Forda z 1939 roku, określanego mianem protoplasty opisywanego stylu przez powojenne filmy noir, których styl w 1945 wyznaczył Detour autorstwa Edgara G. Ulmera oraz kontrkulturowe manifesty końca lat sześćdziesiątych spod znaku Swobodnego jeźdźca Denisa Hoppera czy Bonnie i Clyde Arthura Penna po formalne eksperymenty, których przykładem będzie Taxi-Teheran Jafara Panahiego z 2015 roku.
Obecnie wydaje się, że gatunek doznał rodzaju zadyszki. Na potwierdzenie tych słów przywołam wypowiedź filmoznawcy Timothy’ego Corrigana, który określił współczesne filmy drogi mianem „śmietnika pozbawionego granic”. Krytyk Michael Atkinson zdaje się podzielać zdanie starszego kolegi, uważając, że autorzy, którzy współcześnie korzystają z tej poetyki wyrażają jedynie desperacką próbę odnalezienia samych siebie.

Nie dotarłem do opinii wyżej wymienionych autorów na temat filmu Ojczyzna, czyli najnowszego dzieła Pawła Pawlikowskiego, natomiast wydaje mi się, że po seansie badacze mogliby poddać refleksji swoje wcześniejsze wypowiedzi na temat współczesnego kina drogi. Owszem, autor Idy w pewnym stopniu nawiązuje do klasyki i takich autorów jak Ingmar Bergman (Tam, gdzie rosną poziomki z 1957 roku) jednak, w szerszym kontekście, tworzy autonomiczne i autorskie dzieło, które w pewnym stopniu romansuje z kinem gatunkowym. Gatunkowość ogranicza się oczywiście do aspektu fabularnego filmu. Pawlikowski przedstawia bowiem historię Thomasa Manna i jego córki przemierzających samochodem powojenne Niemcy. Wybitny pisarz wraca do swojej ojczyzny po okresie emigracji w Stanach Zjednoczonych. Erika oprócz bycia kierowcą pełni również rolę tłumacza swojego ojca. Podróż obojga obejmuje drogę od Frankfurtu znajdującego się pod kontrolą amerykańską do będącego pod wpływem sowieckim Weimaru. W obu miejscach Mann otrzymuje Nagrodę Goethego – wyróżnienie przyznawane za wybitne osiągnięcia w dziedzinie literatury. Zabieg ma na celu wymuszenie u artysty opowiedzenia się za jedną ze stron zimnowojennego konfliktu. Sytuacja skłania bohatera do refleksji na temat własnej moralności i decyzji życiowych. Na tym można zakończyć opisywanie struktury dramatycznej filmu. Bowiem Ojczyzna to przede wszystkim kino drobnych momentów i niepozornych scen, które ostatecznie dopełniają artystyczną wizję autora. Przykładem niech będzie sekwencja dostrajania radia w Buicku. Thomas Mann próbuje odnaleźć odpowiednią stację przemieszczając się jednocześnie pomiędzy dwoma obszarami politycznych wpływów. W pewnym momencie pisarz wraz z córką znajdują się w miejscu, w którym radio nie wykrywa żadnej częstotliwości. Gdzie w takim razie znajduje się dom głównego bohatera? Czy Mann powinien szukać go gdzieś pomiędzy poszczególnymi systemami? Czy dostroić się do jednego z nich?

Te same pytania możemy zadać również Erice Mann. Problem z tożsamością narodową bohaterki z pewnością nie był mniejszy niż ten doświadczony przez jej ojca. Laureat nagrody Nobla przed opuszczeniem Niemiec w 1933 roku mieszkał przez ponad 40 lat w Monachium. Erika natomiast, ze względu na swoją karierę aktorską, często zmieniała miejsce zamieszkania. Odwiedzała sceny w Hamburgu, Frankfurcie czy Berlinie. Chęć poznania świata szerzej doprowadziła ją do podróży dookoła świata, którą odbyła wraz z bratem Klausem. Jej owocem była wydana w 1929 książka Rundherum, relacjonująca przygodę rodzeństwa. Pozycja przyniosła autorce duży rozgłos.

W latach trzydziestych Erika Mann zaangażowała się w działalność polityczną, tworząc antyfaszystowski kabaret. Działalność grupy została przerwana przez nazistów po dwóch miesiącach. Artystka została pozbawiona niemieckiego obywatelstwa i dołączyła do reszty rodziny przebywającej w Zurychu. Była ostatnim członkiem rodziny Mannów, który opuścił nazistowskie Niemcy.
W kolejnych latach duch obieżyświata nie opuszczał Eriki. Udała się do Hiszpanii, aby przygotować reportaż opisujący wojnę domową, następnie pracowała jako korespondentka BBC, a w Nowym Jorku objęła stanowisko w Biurze Informacji Wojennej.

Ojczyzna jest filmem, który z jednej strony podejmuje kwestie moralne związane ze współpracą z nazistami, czego jednym z przykładów jest znakomicie rozegrana scena spotkania Manna z wnukami Richarda Wagnera, z drugiej natomiast kładzie duży nacisk na osobisty wymiar doświadczenia przymusowej emigracji. Pawlikowski dokłada do tego wszystkiego jeszcze jeden wymiar – rozpad rodziny. Reżyser rozpoczyna utwór od Klausa – syna Manna. W pewnym momencie dowiadujemy się o jego samobójczej śmierci. Erika jest załamana, podczas gdy jej ojciec pozostaje zaskakująco spokojny. Dopiero w jednej z finałowych scen dochodzi w nim do wyraźnego pęknięcia. Mann zaczyna płakać. W końcu uwalnia długo skrywane emocje. Nieprzypadkowo sekwencja rozgrywa się wśród ruin. Nie są one wyłącznie symbolem stanu powojennych Niemiec, ale stanowią również odbicie rodziny Mannów, naznaczonej przez doświadczenia społeczno-polityczne i dotkniętej osobistymi tragediami.

Powroty mają różny wymiar. Jeżeli w jakimś miejscu spędzamy część swojego życia, nieuchronnie wiążemy je zarówno z pozytywnymi, jak i negatywnymi emocjami. Z czasem to miejsce przestaje być jedynie punktem na mapie – staje się częścią naszej pamięci. We współczesnym świecie, tak silnie przesiąkniętym wszechobecną kulturą audiowizualną, do powrotu wystarczy nam zaledwie dźwięk piosenki lub pojedynczy kadr z filmu. Nie musimy więc, jak Mann wraz z córką czy Odyseusz, fizycznie przemierzać setek kilometrów, aby znaleźć się w miejscu, które kiedyś było naszym domem.
W związku z tym niełatwo znaleźć odpowiedź na pytanie, które umieściłem na początku tekstu. Być może do odpowiedzi przybliży nas kolejne pytanie – zadane przez Morrisseya w jednym z jego utworów: Dom – czy to tylko słowo, czy coś, co nosisz w sobie?

TEKST: Adam Dobrocki
Fot. Kadry z filmów „Podróż na księżyc” i „Ojczyzna”.

Kamila Kasprzak-Bartkowiak
Kamila Kasprzak-Bartkowiak

#Tagi