Skip to main content

Recenzja wystawy w MOK

Nielipiński jak Chlasta

 |  Kamila Kasprzak-Bartkowiak  | 

Istnieją wystawy, gdzie trudno uciec od porównań, skojarzeń i analogii. Tym bardziej, że wszystko to pieczętuje czas, w tym przypadku w swej szlachetnej i dziejotwórczej formie oraz kanonie najnowszej historii światłoczułej sztuki. A także podobny „rodzaj czucia”.

Takie refleksje, a przede wszystkim zestawienie Janusz Chlasta – Władysław Nielipiński, staje przed oczami, kiedy patrzymy na nową wystawę fotografii Nielipińskiego pt. „Światło Czasu: 1976-2026”, która została otwarta 11 czerwca (czwartek) w Galerii Miejskiego Ośrodka Kultury. Jednak żeby lepiej zrozumieć powyższe podobieństwo, trzeba zaznaczyć, że cała ekspozycja przygotowana została z okazji 50-lecia działalności twórczej autora, który jest gnieźnieńskim animatorem kultury i fotografem, a w swym życiu m.in. zakładał klub fotograficzny Format, był kierownikiem Zakładowego Domu Kultury Wielkopolskich Zakładów Obuwia Polania w Gnieźnie, a następnie w latach 2002-2021 pracował jako instruktor ds. fotografii i filmu w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, gdzie przez cały czas wspierał wszelkie „światłoczułe działania” jak konkursy, festiwale, warsztaty, wystawy czy plenery.

I choć sam Władysław częściej odwołuje się do tej animatorskiej aktywności, to widząc jego powstający przez dekady dorobek – trudno nie mówić o nim też jako o wybitnym fotografie. Ta ostatnia profesja, ale także podjęcie się pracy nad zachowaniem i upowszechnieniem spuścizny Chlasty oraz wspomniany „rodzaj czucia” przy kadrowaniu świata – łączą go ze swoim poprzednikiem. Całości zaś dopełnia pierwsza nagroda za album „Gorzko!” w ogólnopolskim konkursie fotografii prasowej i dokumentalnej Grand Press Photo i kategorii Photo Book of the Year 2025. Dopełnia, bo Nielipiński nie robiąc typowych zdjęć dla prasy jak Chlasta, za niemal reporterskie obrazy zostaje doceniony.

Tymczasem jak pisze w powystawowym folderze znakomita kuratorka Marta Karalus-Kuszczak: „Wątki tematyczne na wystawie „Światło czasu: 1976-2026” obejmują szeroko rozumianą dokumentację miasta w cyklu „Gniezno 1981”, społeczno-kulturowy dokument „Wesele na wsi”, „Moja Wielkopolska 1979-2009”, serię niezwykłych portretów „Trzecia zmiana” i fotografie z okresu pracy zawodowej autora w WZO „Polania” oraz zdjęcia z cyklu „Syreny, Scylle i Charybdy”, będące wizualnymi zabawami w skojarzenia podczas wakacyjnych wyjazdów autora nad morze.” Jak na pół wieku pracy, to adekwatny ogrom zatrzymanych kadrów (ponad 200 zdjęć!), których selekcja nie była łatwa i gdzie znaleźć można zarówno reporterski oraz artystyczny sznyt czy przywoływane już „czucie”, czyli po prostu emocje.

Kiedy więc przyglądamy się pracom z jednego z wczesnych zbiorów pt. „Gniezno 1981”, które powstały podczas warsztatów zorganizowanych przez „Foto-Klub Format” w tytułowym roku – to widać w nich całą mizerię i marazm lat 80. Polskę Ludową, która w roku stanu wojennego już się sypie, a „nowego, wspaniałego świata” nadal nie ma, świetnie tu pokazują kadry z gnieźnieńskiego Grzybowa. Niemiłosiernie odrapane kamienice, wybrakowane chodniki i garażo-szopki na podwórkach są tu jednocześnie symbolem niedoboru, ale też znakiem czasów, że rozwijające się wtedy Gniezno z dużymi zakładami pracy, miało także słabe punkty, a może i nieprzystające dziedzictwo z jeszcze wcześniejszej epoki… Co ciekawe, za pewny kontrast można tu uznać również jedną z pierwszych i nagrodzonych fotografii autora, przedstawiającą dzieci robiące sobie rowerowe wyścigi na drodze z betonowych prefabrykatów na jednym z nowych osiedli. Z kolei całość symbolicznie może domknąć obecna tu również ikoniczna fotografia byłej żony Władysława w zaawansowanej ciąży, której „towarzyszy” w telewizorze Jaruzelski ogłaszający stan wojenny.

Kolejny cykl, czyli społeczno-kulturowy dokument „Wesele na wsi”, to nic innego jak zapis zabawy i zwyczajów w czasie tytułowej imprezy, gdzie wiele kadrów znalazło się także w nagrodzonym albumie „Gorzko!”. I czegóż tu nie ma? Suto zastawionych stołów „domowym jadłem”, wszechobecnej wódki i papierosów, tańców czy cokolwiek dziś kontrowersyjnych i przaśnych zabaw. Jednak jest też wspólnota i swego rodzaju radość, która obywała się bez ekskluzywnego anturażu. Żałować czy zżymać się na ten weselny świat? Najlepiej pytać ludzi, dziś często już seniorów, którzy te wszystkie imprezy odbywające się głównie w domach, pamiętają. Bo choć zdjęcia nie są tu pozowane, to prawdziwej refleksji już nie widać. Co więcej, jedna z par, która została uwieczniona przez Nielipińskiego w tym cyklu, pojawiła się też osobiście na wernisażu.

Warto dodać, że tak naprawdę każdy ze zbiorów twórcy zasługuje na uwagę i ma swoją unikatową wartość. „Moja Wielkopolska 1979-2009” to więc reportażowa i artystyczna zarazem opowieść o regionie, znaczona znów sylwetkami ludzi oraz miejsc w dobie cywilizacyjno-ustrojowych przemian. Portrety „Trzecia zmiana” i obrazy skupione wokół pracy czy życia społecznego w „Polanii”, to zapis pewnej pracowniczej siły, która w czasach mało racjonalnego „biznes planu” i konsumpcyjnych braków, była silną tożsamością portretowanych w przeciwieństwie do prekarnego rozproszenia i rozpadu więzi w dzisiejszym kapitalizmie. I wreszcie cykl „Syreny, Scylle i Charybdy”, to najnowsze i chyba najmniej oczywiste fotografie Nielipińskiego, które powstały podczas jego nadmorskich eksploracji. Wyróżniające się kolorem oraz artystyczną kompozycją, będącą dziełem natury i autora. Piasek, morze czy tak ulubione przez twórcę zachody słońca, a do tego inspiracja mitycznymi, morskimi stworzeniami to jakże potrzebna czasem ucieczka od realizmu, a może zaczątek nowego projektu? Przede wszystkim jednak część „Światła czasu…” z półwiecza, które trzeba zobaczyć!

Fot. Paweł Bartkowiak

Kamila Kasprzak-Bartkowiak
Kamila Kasprzak-Bartkowiak