Muzyczna fuzja marzeń!
W przypadku tego genialnego koncertu, znajomość wcześniejszych dokonań zespołu Hańba, jak i Hioba Dylana oraz towarzyszącej mu ekipy, tylko przydaje wrażeniowych punktów oraz poszerza świadomość. Jednak i bez tego już Hańba Hioba Dylana zachwyca tekstowym, dźwiękowym i ideowym pięknem.
Nigdy bym nie przypuszczała, że znana mi niemal od początku istnienia Hańba, której jeden z pierwszych koncertów* w Gnieźnie i kilka następnych* miałam przyjemność współorganizować oraz podobnie poznany przed laty i również goszczący* w grodzie Lecha Hiob Dylan – zaczną zapełniać sale klubowe w dużych ośrodkach. A to tylko oznacza, że dobra polska muzyka z humanistycznym, humorystycznym i egalitarnym przekazem, w końcu zaczyna zdobywać szerokie grono słuchaczy.

Pierwsza myśl po wejściu na piątkowy koncert zespołów w poznańskim klubie Pod Minogą – takie kolejki ciągnące się od wejścia aż do punktu sprawdzania biletów, zwiastują występ gwiazd, zaś w dużej części młodsza od wykonawców publika dała nadzieję na powszechne odrodzenie bardziej alternatywnego grania. Bo kimże jest Hiob Dylan? Ano jak siebie określa „człowiekiem wilkiem” i „bardem dziadem”, gdzie trudno nie zgodzić się z tym pierwszym, bo artysta występuje na scenie w prawdziwie wilczej czapce, zaś co do barda, to taki, który gra na bandżo i na pewno nie wpisuje się w schemat nieznośnego, natchnionego patosu… Hiob zatem pojawił się na scenie jako pierwszy wraz z towarzyszącymi muzykami, którzy nie od razu z nim współpracowali, a dziś nadają jego kompozycjom głębi, czyli grająca na altówce Kika oraz służący gitarowym wsparciem Pan Paweł. No i zaczęła się jazda począwszy od melodyjnego tripu i marzenia o zostaniu kowbojem, czyli „Howdy, howdy”, poprzez nostalgiczną fantazję żeby robić w życiu coś więcej niż tylko „wyjść na ludzi” i kawałek „Kamil, Domino i inni” oraz słodko-gorzki „Testament króla kibiców”, gdzie Legia Warszawa niszczy nawet miłość, który spodobał się poznańskiej publiczności, a skończywszy na wspólnym odśpiewaniu kryminalno-miłosnych „Pozdrowień do więzienia” czy pochwały życia we wschodnio-centralnej części kraju w postaci „Polski B”. Co ciekawe, do tego ostatniego utworu dołączyła się już Hańba, której przygoda z Hiobem i jego ekipą, zaczęła się właśnie od wspólnego wykonania tej piosenki.

Hańba, czyli artyści ukrywający się pod nazwiskami nawiązującymi do tych z dwudziestolecia międzywojennego jak Andrzej Zamenhof (wokal, bandżo), Ignacy Woland (suzafon, sakshorn tenorowy), Tadeusz Król (klarnet, akordeon, saksofon tenorowy) i Antoni Skwarło (instrumenty perkusyjne, akordeon), to zespół grający już ponad 10 lat. Powstały jako zbuntowana orkiestra podwórkowa, która zamiast ckliwych romansowych piosenek, tylko groźnie pohukuje i krzyczy o dziejącej się społecznie krzywdzie albo punkrockowcy z początku minionego wieku. Występ zatem zaczęli bardzo energetycznie, grając m.in. materiał ze swojego wojennego mini albumu pt. „1939”, a więc rozkołysane i tylko pozornie niewinne „Praczki” czy radosny wyraz fantazji o sukcesie kosztem innych, czyli „Polskie kolonie”, a także będący buńczucznym marzeniem o o rozgromieniu przez Polskę III Rzeszy utwór „Nikt nam nie zrobił nic”. Na szczęście też w tym bojowym zestawieniu, uzasadnionym słusznie przez muzyków znów niespokojnymi czasami i gdzie instrumenty oraz głos Zamenhofa hałasowały bez wytchnienia, nie zabrało także wcześniejszego „Korporancika” o znanym do dziś typie „śliskiego i reakcyjnego człowieka”. Choć bardziej różnorodnych kawałków mogło być więcej.

Jednak to wszystko było zaledwie wstępem do wspólnego grania Hioba i Hańby. Bo trzecia cześć tego wspaniałego koncertu, to już tytułowa „fuzja marzeń” i promocja jeszcze ciepłego krążka pt. „Za kim idziesz?” Dlaczego to wszystko jest takie wspaniałe? Ponieważ w końcu w polskiej muzyce skończył się „dziadocen”, czyli stan pozornie apolitycznego, wydumanego ego bez szerszej, społecznej wrażliwości. Połączenie Hioba z Hańbą nie ma jeszcze i mam nadzieję, że nie będzie miało w sobie zblazowanego nurzania się we własnych sprawach, tylko pozostanie szczere w opowieści o sobie i innych do końca. Sympatyczny Hiob ze swoją swojską afirmacją „Polski B”, która ani przez moment nie ociera się o „szuryzm”, tudzież „legend miejskich”, dzięki tej fuzji – wypływa na głębsze wody mocniejszego brzemienia i bardziej zaangażowanych społecznie tekstów. Natomiast Hańba skutecznie wydostaje się z szufladki międzywojennej i wojennej kapeli podwórkowej, poszerzając swój repertuar o jeszcze bardziej różnorodne oraz współczesne kawałki rozdzierające swym wolnościowym i równościowym przekazem, zaś muzycznie osiąga pełnię taneczno-niepokornych dźwięków.
„Te chłopaki z Hańby to chyba jest Antifa/ Wystarczy, że posłuchasz, masz lewackiego syfa – wszystko w tej piosence jest: autodefinicja, a przy okazji dystans do samych siebie, opowieść o polskich podziałach itd.” – pisze w swej recenzji płyty Hańby Hioba Dylana, Bartek Chaciński z Tygodnika Polityka cytując przy okazji utwór „Alma mater”, który też otworzył poznański koncert i jest pod każdym względem majstersztykiem, co także potwierdziła publika, która od razu ruszyła do tańca i pogo. Kolejne kawałki jak tytułowy „Za kim idziesz?” dla którego silną inspiracją był „Which side are you on?” napisany przez przedwojenną aktywistkę Florence Reece, a następnie śpiewany m.in. przez podobnie zaangażowanego artystę Pete’a Seegera – tak samo porusza progresywną, a do tego antyfaszystowską treścią i zbliżoną do oryginału muzyką. Znów tak bardzo potrzebnymi w czasach brunatnych mącicieli, „demokratycznych satrapów” i bezwzględnych dyktatorów czy wszelkiego szurstwa i dezinformacji skrajnej prawicy szczującej na wybraną przez siebie grupę ludzi. Jednak wracając do piosenek, to mocnym akcentem był również, tym razem silnie antypolicyjny „Hau, hau”, gdzie krytyka mundurowych odbywa się bez wulgaryzmów, lecz jest równie bolesna, czy trochę przewrotna i bardzo taneczna „Cumbia Zosia”, gdzie na hasło „cumbia” cała sala oszalała. Tak jak na cały koncert tych świetnych muzyków!
P.S. Pierwsze zdjęcie pochodzi od zespołów i promuje ich trasę koncertową, a stało się ilustracją, ponieważ z uwagi na duży ścisk panujący w Klubie Pod Minogą – fotki z występu zostały wykonane z oddali i nie są zbyt wyraziste.
* Hańba na zaproszenie gnieźnieńskiego Klubu Krytyki Politycznej grała w grodzie Lecha 3 razy – pierwszy raz w ramach Królewskiego Festiwalu Artystycznego w 2013 roku w nieistniejącym już dziś Klubie Muzycznym Młyn, drugi raz w 2016 roku, również w niedziałającym obecnie prywatnym Centrum Kultury Szuflada oraz w 2022 roku podczas 15. Festiwalu Filmowego Offeliada w Restauracji Europejskiej.
Poza tym raz zaprosiło też Hańbę Stowarzyszenie Ośla Ławka do swojego plenerowego i niezależnego ośrodka kultury Latarnia na Wenei w 2019 roku.
* Hiob Dylan za to również wystąpił w Gnieźnie na zaproszenie Klubu KP w 2021 roku na VII Kulturalnej Kuchni Społecznej, która odbyła się w Latarni na Wenei oraz w ramach 16. Festiwalu Filmowego Offeliada w 2023 roku.
#Tagi
- klub Pod Minogą | koncert | muzyka | Hiob Dylan | Poznań | Hańba | Hańba Hioba Dylana