Skip to main content

15. Festiwal Literacki Preteksty – spotkania autorskie

Literacki róg różnorodności

 |  Kamila Kasprzak-Bartkowiak  | 

Kolejna, nieco jubileuszowa odsłona Festiwalu Literackiego Preteksty nie zawiodła. Okazało się, że podczas imprezy wszyscy zainteresowani mogli znaleźć coś dla siebie, co było nie tylko dobre formalnie, ale też pozwoliło na ważne i ciekawe refleksje.

I choć nie byliśmy na całej „zasadniczej” części piętnastej edycji Pretekstów, to udało nam się wpaść na trzy spotkania z pisarzami w ciągu dwóch dni. Przy czym od razu warto wspomnieć, że cały Festiwal organizowany przez Bibliotekę Publiczną Miasta Gniezna, został dość mocno rozciągnięty w czasie, bo jego formalnym początkiem był już 12. Slam Poetycki im. Franciszka Rabelais’a, który odbył się pod koniec lipca w Latarni na Wenei, zaś zamykającym wydarzeniem stała się premiera drugiego wydania książki pt. „Dzieje Gniezna – Pierwszej Stolicy Polski” 20 września br.
Tymczasem nas zainteresowało to co „pomiędzy”, czyli w tym przypadku wspomniane spotkania z pierwszego wrześniowego weekendu z piszącym historykiem Kamilem Janickim, publikującą autorką i drzewodniczką Agnieszką Antosik oraz dziennikarzem i reportażystą Witoldem Szabłowskim. Każde w innym temacie i stylu, ale za to w podobnej wrażliwości i otwartości na świat oraz oczywiście w sali widowiskowej Starego Ratusza, która dziś użytkowana jest przez książnicę.

Kamil Janicki dał się więc poznać jako świetny gawędziarz o bogatej wiedzy, która na pewno pomaga w jego profesji i czego też mogli doświadczyć odbiorcy, słuchając jego opowieści głównie o chłopskich dziejach. Jako autor takich publikacji jak „Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa” czy „Życie w chłopskiej chacie”, chętnie przybliżał więc dzieje naszych przodków, które nie tylko z powodu pańszczyzny było trudne, ale też zwykłej codzienności we wspomnianej chacie. Jak się okazało, ta chata bardzo się różniła od tych, które dziś znamy choćby ze skansenów, bo nie dość, że zostały tam zachowane budynki z późniejszego okresu, to w dodatku były to domy zamożniejszych mieszkańców wsi, a i według propagandy z poprzedniego ustroju, który tworzył parki etnograficzne – polska wieś miała być piękna i sielska. Chłopski dom z okresu pańszczyzny zaś bliższy był… słowiańskim osadom, a jego cywilizacyjny postęp należy przypisać głównie pruskim zaborcom, którym lepsze warunki życia polskiego chłopa się po prostu opłacały. Co ciekawe, autor zapytany też przez prowadzącą spotkanie bibliotekarkę Kasię Mikołajczewską, czy przy okazji „zwrotu ludowego” w rodzimej historii nie płynie czasem z modą, odparł, że pomimo faktu, iż jego książki ukazały się nieco później niż inne publikacje o tej tematyce, to nie powiela ich, tylko przybliża nieznane wcześniej rzeczy. Tak samo jest w przypadku jego dzieł o kobietach, których też kilka popełnił czy również najnowszej książki pt. „Dziesięcina. Prawdziwa historia kleru w dawnej Polsce”, czyli o tym skąd Kościół ma tyle dóbr materialnych w naszym kraju, i którą to można było zakupić w trakcie spotkania.

Agnieszka Antosik, znana także jako Szepcząca z Drzewami, to z kolei lokalna autorka, którą na okoliczność wydania drugiej publikacji pt. „Drzewnik. Leśna terapia w praktyce” przepytała twórczyni i animatorka kultury Iza Budzyńska. Rozmowa z Agnieszką dotykała więc około drzewnych tematów, choć nie tylko tych z najnowszej pracy. Było więc o dendroterapii i kąpielach leśnych oraz różnicach między tymi pojęciami czy drzewach z którymi kontakt nie tylko nam służy, ale też samym… roślinom. Jak się bowiem okazało, zostały przeprowadzone badania, które wykazały, że drzewa też pozytywnie reagują na naszą obecność. A jeśli już o wzajemnych interakcjach mowa, to warto je nawiązywać od najmłodszych lat, czyli np. uczyć ich dzieci zazieleniając wokół nich przestrzeń, w tym tą obok szkół, z czym niestety bywa różnie. Podobnie niełatwo mają drzewa w mieście, gdzie często są problemem lub chwastem jak tzw. samosiejki. Dlatego też nie zabrakło apelu, by pozwolić tym największym z roślin żyć oraz docenić ich własne sadzonki, a także z radością zanurzyć się w lekturę „Drzewnika”. Bo ten ostatni, to jedna z piękniej, na pewno lokalnie, wydanych publikacji, gdzie każdemu miesiącowi roku patronuje inne drzewo wraz ze swą biologiczno-mityczną historią, ekologicznym kontekstem czy właściwościami zdrowotnymi.

I wreszcie Witold Szabłowski, czyli prawdziwy reportażysta z krwi i kości, postępujący według zasady, że „żeby coś napisać, to trzeba coś przeżyć” oraz któremu w tworzeniu „patronują” po trosze… „Przygody Mikołajka” René Goscinnego i Jean-Jacques’a Sempégo – zamknął właściwie ten cykl pretekstowych spotkań. Rozmawiająca z nim znów Kasia Mikołajczewska, nie omieszkała więc zapytać go o początki pisania, które swoje źródła miały w szkolnej gazetce, a w dorosłym wieku w „Gazecie Wyborczej” i następnie w reporterskim dodatku „GW” znanym jako „Duży Format”. To w tym ostatnim Szabłowski popełnił swój pierwszy poważny tekst o niedoszłym zabójcy papieża Jana Pawła II – Mehmecie Alim Agcy, który ujrzał światło dzienne po wcześniejszych uwagach Mariusza Szczygła, a trzeba podkreślić, że był to reportaż z prawdziwego zdarzenia, bo zrodzony z rozmów z rodziną, głównie bratem Agcy w Turcji, i z niego też później powstała książka pt. „Zabójca z miasta moreli. Reportaże z Turcji”. Później był równie mocny i wyróżniany artykuł „To z miłości, siostro”, gdzie tematem stały się rytualne i tzw. honorowe zabójstwa kobiet w Turcji, których geneza sięga wbrew pozorom przedislamskich czasów. Jak można było się przekonać, Witold Szabłowski niemal od początku swej pisarskiej kariery sięga po trudne i wymagające tematy, które wcześniej oczywiście dokładnie zgłębia. Tak było też z kolejnymi dziełami autora, czyli już książką pt. „Jak nakarmić dyktatora”, gdzie dotarł on do kucharzy takich satrapów jak Saddam Hussajn, Fidel Castro czy Pol Pot i gdzie przez pryzmat jedzenia oraz gotujących im osób, mógł opowiedzieć o ich bezwzględnych rządach z innej perspektywy. Albo publikacja „Opowieści z Wołynia” o „sprawiedliwych Ukraińcach” ratujących swoich polskich sąsiadów przed UPA i gdzie na zapytanie o Banderę, Szabłowski odpowiedział, że to „mina dla samych Ukraińców i… wrzuta Rosji, by Zachód źle postrzegał Ukrainę”.

Kamila Kasprzak-Bartkowiak
Kamila Kasprzak-Bartkowiak