O Magdalenie, Malene – jej włoskich sukcesach i Muffinie

Łatwo nie było…Pokochać siebie!

 |  Jarek Mikołajczyk  | 

Magdalena Graczyk urodziła się w Gnieźnie. Miasto jest w jej sercu nawet teraz w Rzymie, czy nad włoskim morzem. W Gnieźnie dorastała. Choć prawdziwą dorosłość wypracowała, nie bez bólu i trudu, we Włoszech. Kiedy dziś myśli o Gnieźnie – to jest nim dla niej rodzina. Z niebywałą czułością mówi właśnie o niej. W okresie covidowym tęsknota i troska o najbliższych spotęgowała się. To co widziała w najcięższym okresie w Italii dla nas było jedynie bed newsem z dalekiego kraju, wilkiem z bajki o czerwonym kapturku. Magda widziała to z okien, to była codzienność, w której sama doświadczyła zamknięcia. Przyszedł taki moment kiedy z “ziemi włoskiej do Polski” smartem przemierzyła te pół Europy: by być z rodziną, by być z nimi w czasach zarazy. O cierpieniu mówi bez szczegółów, że było, po prostu było i nie myśli tu raczej jedynie o koronawirusie – czas w Polsce przed wyjazdem, włoskie początki… Jako sukces postrzega akceptację siebie, przemianę wewnętrzną, wspomina, że ukończenie akademii mody i sztuki we Włoszech może nazwać sukcesem. O tym, że pracuje przy produkcjach filmowych jednie wspomina, mówi też o szkoleniu fryzjerów to jednak nie jest dla niej miarą sukcesu, coś co można nazwać karierą. Sukcesem dla Magdy jest to, że przepracowała siebie, że robi to co kocha i jest niezależna. Nie ukrywa, że to kosztuje, nie rozczula się jednak nad sobą. Kiedy rozmawiamy wspomina, że zaraz idzie ćwiczyć.  

Początek?

Wszystko jak zawsze ma swój początek w miłości i z miłości. Spakowałam walizki „zostawiając” wszystko to co mi bliskie by zacząć moją niewiadomą przy boku, tego którego wybrałam wtedy na moją przystań w nowym obcym kraju. Nie zastanawiałam się, ani ile czasu będę tam, bo wtedy to było jeszcze “tam”, ani co będzie? Wiedziałam, że będzie dobrze, że musi być dobrze.

Poznawanie mentalności?

2 miesiące w szkole językowej by zrozumieć ten nowy świat i o co chodzi w ich gestykulacji, bo tutaj gestykulując możesz powiedzieć jeden pełen wyraz a będziesz perfekcyjnie zrozumiany. Było ciężko, bo byłam widziana jako „straniera” – obca, która jak wszystkie “dziewczyny ze wschodu” przyjechała by szukać sobie męża i się ustatkować.

A Ty czego szukałaś?

Szukałam czegoś innego. Szukałam siebie. Mojej drogi, mojej siły, mojej pasji. Po 2 miesiącach zaczęłam pracować w salonie jako Hair Stylist. Było ciężko, bo język, bo mnie wykorzystywali, ale postawiłam sobie cel, że kiedyś im wszystkim pokażę co potrafię. I zdobędę ich szacunek. Po 12 latach, bo tyle już tu jestem, pracuję dla produkcji filmowych, uczę fryzjerów jak pracować dobrze i poprawnie. Skończyłam Akademię Mody i Sztuki, więc zaczęłam projektować…

Byłaś po poznańskiej szkole wizażu – czy to jakoś pomogło?

Nie, tutaj wizaż niewiele pomógł, bo zaczęłam pracować jako fryzjerka, pomogło na pewno w tym, że była to dodatkowa rzecz, którą robiłam, bo jestem wszechstronna  “umiem robić wszystko” i to wzbudza tutaj szacunek. Tutaj Polki są widziane jako złodziejki włoskich mężów.

Przypomnij w jakim mieście?

Rzym. Więc musiałam mocno walczyć o to by pokazać, że jestem niezależna. Pracując jako dyrektorka salonu zaczęłam akademię mody, którą skończyłam.

Z jakim wynikiem?

Z maksymalną ilością punktów. Po pierwszym locdownie pokonałam smartem 2000 km, żeby wrócić do domu, do moich rodziców, których nie widziałam przez 7 miesięcy. Zabrałam psa.

Długo pracowałaś na akceptację?

Nadal pracuję, bo zawsze jak poznajesz nową osobę musisz „się starać”. Taki los nasz za granicą, ale mnie to już mniej boli, niż kiedyś.

Nie ma odcinania kuponów, od tego co się już zrobiło? Osiągnęłaś sporo, zawsze jest tu i teraz? Nowe wyzwanie?

Założyć własną rodzinę. To dopiero wyzwanie. Tutaj jest wszystko na opak w tej materii. Kobiety muszą zdobywać facetów.

I co?

Wobec tego też się buntuję, więc jestem sama. Mówią mi „musisz być mniej wymagająca”, a  ja im odpowiadam „bujajcie się”. Wolę być sama niż latać za kogutem. Kto widział żeby jajnik gonił za plemnikiem?

Tak, a jednak samotność nie jest piękna…

Mam Muffina moja miłość. (pies Magdy – przypis redakcji) 

Właśnie, ale z tą “wymagającą”… Jesteś też cholernie wymagająca wobec siebie…

Bardzo, bo wiem, że mogę więcej, stać mnie na więcej,  w odróżnieniu jednak od przeszłości – zostawiam przestrzeń na „sbagliare „ czyli potykanie się, błądzenie, bo mnie to uczy, że mam prawo się mylić. Kiedyś nie było o tym mowy.

Kiedy coś idzie nie tak, nie ma załamki?

Już nie, kiedyś była. Miałam wiecznie wyrzuty sumienia. To trochę wynika z naszej kultury. Moja babcia zawsze chciała żebym była idealna, ale wiem, że Ona musiała być, bo inaczej było lanie od Niemki, więc ja tak dorastałam. Do tego byłam ruda – przezywana, zatem musiałam być idealna żeby nikt się nie mógł do niczego przyczepić. Wpadałam w panikę jak coś szło nie tak. Teraz robię krok w bok i obserwuję. I się uczę.

Tak te rude kręcone włosy, pamiętam, ale ja je lubiłem

Ja je też musiałam polubić, w ogóle się polubiłam. Zajęło mi to trochę czasu.

Mam wrażenie, że nabrałaś dystansu do siebie…

Bardzo. I do innych. Już się nie staram być kimś dla kogoś. Po prostu jestem, każdego dnia inna ale prawdziwa. I albo to komuś pasuje albo nie. Najważniejsze, że mi pasuje i  Muffinowi.

Jak wygląda Twoja praca przy produkcjach filmowych?

Przy pierwszym filmie byłam „capo riparto” czyli pierwszą odpowiedzialną za wygląd aktorów pierwszoplanowych. Następny film w maju. W tej samej roli. Mam też moje klientki prywatne, dbam o ich wygląd. I pomagam w salonie gdzie daję rady fryzjerom jak mają pracować lepiej. Taki szkoleniowiec w akcji. Ja lubię jak się dzieje, każdy dzień może być inny, a ja w innym miejscu. I to też  musiałam  zrozumieć, że nie da się mnie zamknąć. Dlatego zrezygnowałam z pracy tylko w salonie. 10 h na nogach każdego dnia w tym samym miejscu – normalnie klatka.

Jest takie przeświadczenie, że Włosi i Włoszki są perfekcjonistami, ale i bywają kapryśni. Czy tak bywa czy to stereotyp?

Tak absolutnie to prawda. I fryzjer dla nich to wykonawca, nie tak jak w Polsce czy w Londynie – gdzie też pracowałam, że fryzjer jest widziany jako kreator wizerunku. Ja się staram o to żeby mój zawód był widziany jako prestiżowy, a nie jako zawód, dla kogoś kto nie chciał się uczyć. Daję wartość temu co robię i jak to robię. I chcę żeby inni to szanowali. W końcu od nas zależy czy kobieta będzie dobrze wyglądać. A tutaj to bardzo ważne bo Włosi żyją z apparenza czyli żeby się pokazać.

I szanują?

Bardzo wielu tak, ale cały czas trzeba nad tym pracować. Staram się też uczyć, że wygląd to nie wszystko. Mówię: “nie można robić tragedii, bo włos nie idzie w tą stronę co by się chciało”…Miałam koleżankę, która przez raka straciła włosy, więc uczulam by też na inne aspekty patrzeć i doceniać.

Nieustanny ruch. Skąd czas by zadbać o siebie?

Dbam! Właśnie za 5 minut idę ćwiczyć. Zrezygnowałam z pracy w salonie by mieć czas na siebie i na Muffinka. Wyprowadziłam się nad morze, bo tu czuje się najlepiej. Mam więc pola i morze. Pracuję jak chce i kiedy chcę, ale trzeba było zostawić comfort zone. Po prostu skoczyć…Był strach, a jednak to był dobry pomysł, ale miałam całą drużynę, która mi kibicuje: mamę, tatę, siostrę i przyjaciół. 

Powiesz coś o sesjach zdjęciowych? Na nich nie widać, że pozwalasz sobie na potknięcia i że wygląd to nie wszystko…

Sesje zdjęciowe to moja „wygrana” z tymi co mnie prześladowali nie wiem czy jest to zrozumiałe…Na zdjęciach widzę jak bardzo się zmieniłam…Te zdjęcia są zawsze spontaniczne, robione przez mojego przyjaciela fotografa, z którym się świetnie bawię. Lubię siebie też w wydaniu takim jak na zdjęciach, ale na co dzień wychodzę też bez makijażu i nie boję się, że ktoś mnie zobaczy. Kiedyś nie wyszłam bez makijażu. Bałam się, że powiedzą, że jestem brzydka. Teraz mam to gdzieś. Jestem i brzydka i ładna. Nawet jak się pomaluję i wydaje mi się, że jestem idealna ktoś może stwierdzić, że mu się nie podobam, więc już się nie staram wszystkim spodobać. Mam się sobie podobać i czuć się spoko. Cała reszta się dopasuje lub nie, ale nie ja do nich. Ważne żeby siebie kochać. Reszta sama zdecyduje.

Czujesz się szczęśliwa?

Tak. Bo się odnalazłam. Czasami jeszcze się na siebie gniewam, ale to też potrzebne.

Czy są wydarzenia, sprawy, dokonania, które traktujesz jak sukces?

Każdy dzień jest dla mnie sukcesem, ale największym sukcesem jest dla mnie to, że się polubiłam i że robię fajne rzeczy, które mi dają radochę. Zaakceptowanie siebie to jest dopiero sukces. Sukces jest wtedy kiedy jesteś świadomy. Od tego wszystko się zaczyna. Potem to już z górki.

Skromnie o tym mówisz…

 Sukces dla mnie w tym momencie to rozmowa z Tobą.

Oj…Wiesz dumny jestem, choć przecież nic w tym mojego…

A jednak…Ja tak naprawdę w naszym Teatrze zaczęłam się otwierać.

Wracasz myślami do Gniezna, do Teatru Przestawionych Kamieni?

Często również do Teatru. Gniezno to jednak dla mnie rodzina. Chociaż dużo tu wycierpiałam więc na pewno bym nie wróciła żeby mieszkać. Ale lubię wracać. Czasami.

O cierpienie nie pytam, ale nie dlatego, że mnie nie interesuje…

Nie ma po co. To już przeszłość. Wybaczyłam. Tylko tak można się uwolnić i zostawić to co fajne.

Mocno to przepracowałaś…

Tak, ale pomogły mi w tym osoby, które kocham i uwielbiam, które są tutaj. Dużo pracy trzeba by wybaczyć. I to też sukces. Ja bardziej doceniam te sukcesy prywatne intymne, niż te co związane z pracą.

Rozumiem, bo tak naprawdę to są trwałe sukcesy. Ja z deprechy bym nie wyszedł tylko na farmako.

Pomogły ci osoby?

Tak. Ola, Tymek i kilku przyjaciół, z przyjaciół najbardziej Flow.

Super. Wiesz co?, bo my nie potrafimy być sami, nikt nie potrafi. Fajnie jak lubisz być sam ze sobą i siebie lubisz – jesteśmy stworzeni do bycia z innymi. I nie ma co pieprzyć, że jest inaczej, ale myślę że, nie możemy się uzależniać od innych. Jak u Ciebie teraz?

Wiesz odnalazłem siebie w Muzeum, w działaniach Pana Walizki, w Gnieźnie i w rodzinie. W wielu działaniach zmieniają się osoby, które ze mną coś robią. To dwie max trzy osoby, każdy wymaga innej uważności. Jakiejś rezygnacji kompromisu…Działania z Tymkiem to jedna sfera, z Bąkolem no to jest błysk w oku i porozumienie, zaufanie artystyczne takie na max. Po prostu wiesz, ze nawet jak się zgubisz to da ci odetchnąć – wrócić do gry. Nowa przygoda z Michałem Pilasem – muzykiem i kolegą z MPPP.

Super bardzo się cieszę, ale to też w twoich rękach jest czy oni są uzależnieni czy nie. Kiedy pracujesz z młodymi nakieruj, inspiruj ich, ale niech idą sami. Powiem ci jedną rzecz: ja ciągle narzekałam na coś. Jedna bardzo bliska osoba mi powiedziała przyciągasz to co sama robisz i jaka jesteś.

Niby to oczywiste, ale nie myślimy o tym na co dzień…

Jeśli ktoś jest marudny przyciąga marudy itd. Ja zauważyłam, że jak wysyłam radość i zadowolenie “w kosmos”, że tak powiem – to wraca dobro i wtedy się dzieją rzeczy magiczne. Nie żartuje… To czasami jest aż niewiarygodne.

Jaką Ty metamorfozę przeszłaś…niesamowite.

Tak. Chciałabym pomoc też innym ją przejść. To taka “mała misja”. Oprócz metamorfozy z włosami, którą mi się udaje zrobić na wielu głowach, ale jak mogę pomóc moją historią innym uwierzyć w siebie – to super. 

Czyli metamorfozy nie tylko na głowach, ale i w głowach?

Te w głowach ważniejsze. Tam się wszystko dzieje. Depresja to stan umysłu, który idzie na całe ciało. My decydujemy, czy chcemy się w nią bawić, czy nie.

W pewnym momencie jest już tak, że bez terapii, czy farmakologii się już nie da…I mówienie weź się w garść – to raczej zadawanie bólu i tortura…

Oczywiście, ale to i tak ty jesteś zawsze tym, który decyduje o tym, czy chcesz z tego wyjść. Może nie zawsze jest na to siła…Bo mogą ci pomóc w 10 tysięcy osób, ale jeśli Ty nie zdecydujesz – to nie wyjdziesz.

Magdo marzysz o czymś? Masz jakieś plany?

Marzę by się zakochać…Z odwzajemnieniem, by mieć partnera, który będzie mnie widział i szanował. Marzę: by mieć moją rodzinę. Poza tym marzę o programie w tv, w którym robię metamorfozę: domu, osoby i duszy…Taki totalny restyling.

To może się spełnić.

Spełni się. To taka moja zasada: teraz wyrzucam słowo „mam nadzieję” I zamienię je na „tak będzie”.

Kurczę, wiesz sporo mi dała ta rozmowa. Nie chodzi wcale o to, że ją opublikujemy.

Super cieszę się. I dziękuje za to, że mnie wybrałeś do tego wywiadu. Znaczy zaprosiłeś do tej rozmowy. To fakt, chyba publikacja jest najmniej istotna. Chyba, że komuś pomożemy.

Dziękuję za czas i szczerość.

Dziękuję.

Foto: Alessio Giuliano http://www.alessiogiuliano.it/wp/2021/02/06/malene/

Jarek Mikołajczyk
Jarek Mikołajczyk

© All rights reserved. Powered by Liber Media.

Do góry