Skip to main content

Magiczne ale dynamiczne spotkanie

„Latarnia to perełka”. Agnieszka Obszańska o Gnieźnie, radiu i sztuce słuchania

 |  Jarek Mikołajczyk  | 

Bywam – jak powiedziała Alex – w Gnieźnie ostatnio dość regularnie. Może warto byłoby nawet zrobić z tego tradycję. Lubię to miasto. Kocham Warszawę, ale wiem też, że kiedy gdzieś się mieszka, dostrzega się przede wszystkim problemy. Problemy ma jednak każde miasto. A Gniezno jest z mojej perspektywy wspaniałym, kompaktowym miejscem do życia.

Takimi słowami Agnieszka Obszańska rozpoczęła spotkanie w Latarni na Wenei. Nie zabrzmiały jak kurtuazyjny komplement rzucony na początek wizyty. Były raczej osobistym wyznaniem osoby, która – jak sama przyznała – wraca do Gniezna i z każdą kolejną wizytą coraz bardziej je poznaje.

Kilka minut później padły kolejne słowa, które z pewnością zapamiętają gospodarze Latarni na Wenei.

Jako redaktorka zajmująca się kulturą, nie tylko przecież w audycji „Terra Kultura”, bardzo lubię to miejsce. Miejsca tworzą ludzie. Latarnia na Wenei jest taką perełką. To jedno z ważniejszych dziś miejsc kultury w kraju.

To mocna opinia. Wypowiedziana przez dziennikarkę od lat obserwującą życie kulturalne w całej Polsce wybrzmiała szczególnie. Pokazała też, że niewielka przestrzeń tworzona przez Stowarzyszenie Ośla Ławka może być punktem odniesienia dla miejsc znacznie większych i dysponujących nieporównywalnie większymi budżetami.

To był zresztą dobry wstęp do całego spotkania. Rozmowę poprowadziła Alex Freiheit – publicystka, performerka i współtwórczyni Latarni na Wenei. Nie próbowała dominować nad swoją rozmówczynią ani popisywać się kolejnymi pytaniami. Pozwalała opowieści płynąć własnym rytmem, wracała do najciekawszych wątków, dopytywała tam, gdzie warto było zatrzymać się na chwilę. Dzięki temu publiczność nie uczestniczyła w klasycznym wywiadzie. Bardziej przypominało to dobrze zrealizowaną audycję radiową, w której równie ważne jak pytania są cisza, uważność i umiejętność słuchania.

Jednym z pierwszych tematów była historia Programu Trzeciego Polskiego Radia. Obszańska wróciła pamięcią do momentu, kiedy kolejne osobowości Trójki zaczęły odchodzić z rozgłośni. Opowiadała o atmosferze narastających napięć, o coraz częstszych sugestiach dotyczących tematów, których lepiej nie poruszać na antenie, oraz o wydarzeniach związanych z manipulacją wynikami Listy Przebojów Trójki. Nie budowała politycznego manifestu. Mówiła przede wszystkim o odpowiedzialności za słowo i o chwili, w której wielu dziennikarzy musiało odpowiedzieć sobie na pytanie, czy mogą nadal wykonywać swoją pracę zgodnie z własnym sumieniem.

Równie ciekawie opowiadała o czasie późniejszym. O budowaniu Radia 357 i Radia Nowy Świat, ale także o powrocie części dziennikarzy do odmienionej Trójki. Nie przedstawiała tego jako spektakularnego zwycięstwa. Znacznie więcej miejsca poświęciła codziennej pracy nad odbudową redakcji i przywracaniem standardów, które przez lata decydowały o wyjątkowości Programu Trzeciego.

Dziś Agnieszka Obszańska kieruje Redakcją Słowa. Podczas spotkania z dużym poczuciem humoru opowiadała o młodych ludziach trafiających do radia. Wielu z nich miało ogromny potencjał, ale niewielkie doświadczenie. Trzeba było nauczyć ich nie tylko warsztatu, lecz także sposobu myślenia o radiu.

Z charakterystycznym uśmiechem zdradziła, że najchętniej pracuje z tymi, których określa mianem „gagatków”.

Gagatki mają otwarte głowy – powiedziała, wywołując śmiech publiczności.

Za tym żartem kryła się jednak bardzo poważna myśl. Dziennikarz powinien pozostać ciekawy świata. Powinien mieć odwagę zadawać pytania i nie zamykać się w przekonaniu, że wie już wszystko. Bo radio – jak wynikało z opowieści Obszańskiej – nie zaczyna się od mikrofonu. Zaczyna się od uważności.

Potwierdzeniem tej filozofii jest nowa audycja „Lista na M.”, o której mówiła z wyjątkową pasją. Jej punktem wyjścia stały się odnalezione po latach listy kierowane do Marii Teodorowicz, wieloletniej współpracowniczki Marka Niedźwieckiego przy Liście Przebojów Programu Trzeciego. Dla wielu byłyby jedynie archiwalnym zbiorem dokumentów. Dla zespołu Obszańskiej stały się początkiem prawdziwego dziennikarskiego „śledztwa”.

Autorzy audycji odnajdują ludzi, którzy przed laty pisali te często bardzo osobiste listy. Sprawdzają, jak potoczyło się ich życie, czy spełniły się marzenia, które powierzali radiu, i jak dziś wspominają tamten czas. Archiwum przestaje być zbiorem papierów. Staje się opowieścią o pamięci, emocjach i ludzkich losach.

To właśnie w takich momentach najlepiej było widać, czym dla Agnieszki Obszańskiej jest radio. Nie konkurencją dla mediów społecznościowych ani wyścigiem o zasięgi. Jest spotkaniem z drugim człowiekiem.

Dlatego blisko godzinna rozmowa minęła niemal niezauważenie. Nie było w niej efektownych gestów ani sensacyjnych wyznań. Była natomiast świetna narracja, spokój, poczucie humoru i umiejętność opowiadania historii. Jak dobrze wyreżyserowane słuchowisko, którego słucha się do ostatniego zdania.

Poza radiem i teatrem, Obszańska jest teatrolożką pasją dziennikarki jest Ameryka Łacińska i jej kultura – zwłaszcza muzyka. Dlatego po spotkaniu zagrała krótko swoje dj-skie krótkie wejście. A zgromadzeni ruszyli do tańca

Po wyjściu z Latarni trudno było oprzeć się wrażeniu, że najważniejsza myśl tego wieczoru nie dotyczyła ani Trójki, ani mediów publicznych. Dotyczyła czegoś znacznie prostszego. Radio wcale nie zaczyna się od mikrofonu. Zaczyna się od człowieka, który naprawdę chce słuchać.

Ci którzy zostali do końca uczestniczyli także w imprezie przy grze dj-skiej Raina – Dawida Sieradzkiego.

Tekst i zdjęcia: Jarek Mixer Mikołajczyk

Jarek Mikołajczyk
Jarek Mikołajczyk