Skip to main content

Koncert w CK eSTeDe

Konstytucja i piosenki

 |  Kamila Kasprzak-Bartkowiak  | 

To była jedna z lepszych propozycji od lat! Pokazująca, że można wyjść poza „podniosły charakter” Święta Konstytucji 3 Maja i jednocześnie zaproponować muzyczną rozrywkę na dobrym oraz dostępnym dla każdego poziomie, która przyciągnie tłumy i będzie czymś więcej niż disco polo.

Mowa oczywiście o Królewskiej Majówce, a dokładnie jej kulminacyjnym momencie w postaci koncertu pt. „Piosenki to…?”, który odbył się w amfiteatrze Centrum Kultury Scena To Dziwna. Frekwencyjny sukces tego wydarzenia bowiem zdał się przerosnąć oczekiwania organizatorów, którzy chyba nie do końca wyobrażali sobie, że może zabraknąć miejsc na widowni, a zasłuchani i uradowani ludzie, będą stali i kołysali się także w rytm muzyki na trawie wokół. Jednak po kolei o tym co właściwie się wydarzyło tego 3 Maja i że był to ferment godny pierwszej polskiej Konstytucji.

Występ „Piosenki to…?” można rozpatrywać w kategorii „The best of…”, bo tak też był on promowany jako „piosenki, które nigdy się nie starzeją” i które „wykona gwiazdorska obsada”. Te pierwsze, to więc kompozycje takich autorek i autorów jak Agnieszka Osiecka, Wojciech Młynarski, Jeremi Przybora czy Jonasz Kofta, a interpretujące je osoby, to najczęściej aktorzy i wokaliści jednocześnie, czyli w tym przypadku były to i byli parytetowo: Joanna Trzepiecińska, Olga Bończyk, Kamila Najduk, Jacek Wójcicki, Krzysztof Szczepaniak oraz Marcin Januszkiewicz. No i był jeszcze on – wspaniały konferansjer koncertu, wygrywający jak zawsze z mistrzowską precyzją swe słodko-gorzkie monologi, choć jak słusznie zauważył Naczelny Popcentrali, „nieco mruczący pod nosem” – Andrzej Poniedzielski. I tylko szkoda, że nie pokusił się on o wprowadzenie „gnieźnieńskich wątków”, ale ten brak pięknie zrekompensowała jego „definicja patriotyzmu” pod którą kryje się życzenie braku monopolu na to często różnorodne oraz intymne uczucie.

Natomiast śpiewający artyści wychodzili do publiczności ze świetnie dobranymi utworami, zazwyczaj tymi znanymi, ale też nieco zapomnianymi oraz w prawdziwie galowych strojach, gdzie szczególnie w oczy rzucały się intensywnie kolorowe i długie suknie pań. Tyle, że sercem wszystkich wykonań była oczywiście interpretacja: czuła i ckliwa gdy trzeba, albo intensywna i subtelna czy skoczna i energiczna innym razem. Dzięki występującym usłyszeliśmy więc m.in. będącą już klasykiem piosenkę Osieckiej „Niech żyje bal”, którą w refrenie słuchacze odśpiewali wraz z wykonawczynią czy przepiękny i skłaniający do zadumy, lecz tym razem w nietrafionej aranżacji utwór „Nim wstanie dzień”. Wśród pozostałych piosenek, nie zabrakło też figlarnej i egzotycznej „Manilli” Jeremiego Przybory, poruszającego życiowo tekstu Wojciecha Młynarskiego pt. „Jeszcze w zielone gramy” czy równie rozpoznawalnych utworów Jonasza Kofty.

I pomyśleć tylko, że na sukces tego koncertu złożyło się wiele czynników jak dobra promocja, znane i lubiane nazwiska twórców oraz wykonawców, a także ich wcześniejsza rozpoznawalność. Ta ostatnia zaś, to zarówno zasługa „misyjnych” jak i komercyjnych mediów czy całej tej kultury popularnej, która łapie się tych wszystkich chwytliwych tematów, „Listów na wyczerpanym papierze” i innych. I to w kraju, gdzie edukacja muzyczna od lat leży…

Kamila Kasprzak-Bartkowiak
Kamila Kasprzak-Bartkowiak