Szkic recenzencki ze zdjęciem

Iza Smolarek OBCA. Naprawdę obca, że obca?

 |  Jarek Mikołajczyk  | 

Pospiesznie wertuję internet. Nigdy tego nie robię, mój osąd, moje asocjacje. Tak tylko podejrzeć. Pozostało jednak zaufać słuchowi literackiemu. Nie znajduję recenzji. A może to chytry plan bym poczuł się obco? 

Dobra, czysta okładka, bez fajerwerków, a jednak chce się wziąć do ręki. Oko zawiesić na żółci “nie-vangoghowskiej” i prostej grafice czerni. Powszechnie wciskany przez edukację frazes bez pokrycia, że nie po okładce poznajemy książkę, na szczęście nie ma zastosowania w przypadku tomiku Obca.

Koszmarna okładka to z zasady koszmar treści, albo rozdwojenie jaźni autora, czy jakaś bezsilność. Okładka to pierwszy kontakt. Jeśli zawiniesz mięso w folię śmierdzi nie tylko trupem, ale i jakimś kwasem. To najzwyczajniej brak szacunku do zawiniętej treści i do klienta. Podobnie jest z wierszem. Psuje się od okładki. Tu tego nie ma. Jest czysto, bo wiersze są czyste.

21 jeden wierszy. Tomik, niewielki. Kto powiedział, że trzeba wystrzelać słów, wersów i wierszy cały magazynek by trafić do celu? Tak to i ślepej kurze ziarno. 

Dromadery, tytuł niby pustynnego wiersza, bardziej o pustce wewnętrznej jest. Chyba. Wrażliwość, nigdzie nie jest u siebie, wszędzie jest obca, zawsze zdradza nas: jak akcent ten miękki. Rzecz chyba nie w zaśpiewie Miasteczka,, z którego pochodzi autorka. 

Z ust mi to wyjmij i ustaw na straży

mojego akcentu kiedy będę mówiła o nas miękko 

z twardym akcentem…

Już pierwszy wers, ujawnia rytm, który jest nerwem autorki. To tak jakby garncarz najpierw odcisnął swój znak a potem zakręcił kołem. Rytm tych wersów to jego siła, nie ma tu ckliwego kontredansa, a jednak jeśli by czytać wiersz w rytm tanga – nie będzie to milonga. Wiadomo, siłą istnienia są lędźwie. Stąd idzie to co porusza, co idzie z trzewi. 

nawet nie jestem stąd ani z Wales ani z Liverpool

mam obce biodra 

To wyznanie oczywiste i proste: mam obce biodra trzy słowa, których się szuka w wierszu, które wystarczą. Do tego obrazy między palcami rozmazane na szybie. Epicko i bez emfazy. 

Najdłuższa noc. Co autorka miała na myśli? Wiedzieć będzie tylko autorka i to jest siłą wiersza. Nawet jeśli On albo Ona jest wstanie: kupić mi farby i zamalować wartość – to nadal nie ma tego czego nie ma. Ciekawa myśl, z tą dumą, że nie ma takich farb. W domyśle co by mogły zamalować? 

Nic. Kolejny tekst bardzo o obcej. Tylko czy Obca, wynika z obczyzny? Nie warunkuje jej przecież swojszczyzna, czy swojactwo. Tu jednak jest inne poczucie, wspomnienia jej ud i piersi, ekran telefonu zapomniany numer, który się sprawdza u ciebie i dzwoni…życie, codzienność, rutyna. Świetne taktowanie rytmu wiersza i brzmienia słów. 

I tak po kolei słowa prowadzą nas przez wiersze, budują wiersze z asocjacji i okruchów. Przebitki jak w dokumentalnym filmie oddają stany, emocje i chwile. 

Na imię mi przypadek z drewna ze złota skruszony

marmur zdziczała oliwka kuzynka ze zgierza albo innej opolszczyzny

To z wiersza Sklep ze sznurkami trochę jak nanizanie pamięci. Podskórnie przeczuwamy, że wiersz musi być bardzo osobisty, bo taka jest natura poezji – osobista i bliska, albo patetyczna i śmiertelnie krindżowa jak Giaur, albo inny Beniowski. 

Twoja pani pyta o sklep ze sznurkami

Podskórne jest na szczęście nieoczywiste, zostawia swobodę, interpretacji. Odrobinę dla czytelnika. Smolarek nie narzuca nam siebie, choć słowa bywają mocne. 

Zostawiamy więc dociekania, dlaczego tyle tu o nim i o niej, o pani, o waszym łóżku…Jaka to ta tytułowa obcość, niech pozostanie domysłem. Poezja dosłowna jest jak slam, albo jak patriotyzm tekstylny. A jednak Werniks jest dobrym wierszem, matowi i dodaje spękań patyny. Malarze wiedzą o czym się pisze. Jeden z punktów zwrotnych tomiku. 

Umlaut, zawsze brzmi złowieszczo. To takie “Hans zurück” w jednej z relacji Shlomo Venezii. To też definicja obcości – taka na marginesie. Kiedyś umlaut, u “bez” i to “z” kreską ó, żyły obok siebie, pożyczając sobie: pfeffer, pieprz i sól albo salz. Potem się porobiło i już tylko: pepper i salt. 

Zgubiłam ścieżkę i cień może przerosły mnie…

I znowu te biodra, tym razem jako wzór siły dla historii. Czy to ona historia nas przerosła? Czy może sama jak wszystko co zepsute jest przerośnięta? Te pytania mogą być nadinterpretacją piszącego. I tu istota obcości, wiersz kiedy już go donosisz, napiszesz – jest obcy. Jak dziecko, które odeszło, wbrew naszemu zaklinaniu. 

Tattoo. 

gdyby udało zapisać się ciebie

jak tatuaż 

na skrawku palca wewnątrz

Trochę jak “Gdyby” Adama Bogumiła Zielińskiego, ostatniego poety rymu bez napinki. Bez napinki na punche i hajs. Łona inteligentny jest, wszyscy to wiemy. Smolarek też ma ten skurwysyński błysk słowa. 

Gdyby ten flow urwał się nagle gdyby

zabrakło mu ducha albo spaniela – cocer  

Mój Flow jest West highland white terrierem. Najwyższa góra, którą z lubością przemierza to Wzgórze Lecha na którym beztrosko olewa przeszłość. (od autora)

Obca, obcy, obce: „można to więc podsumować: jest ładnie i bosko kwiaty płoną dopóki
nie przyjdzie moment” fotokomentarz

Miło(ść)

Dobra pointa. Inteligentna, niby oczywista, a jednak czy w tle jest covid? pandemia? i coś jeszcze? Cokolwiek. Ważna jest pointa, bez niej nie ma wiersza.

jestem unikam źródła ciepła

na dobre zmiany reagują dobrze

miło miło przełykam ości

Bordeaux

Bordeaux brzmi pięknie i się tak kojarzy. 

Cabernet z Merlotem taki np. Chateau Ormes De Pez Saint-Estephe, lepszy niż ten który podają w gdańskim Roterdamie. A może w Bordeaux podobałyby mi się piersi kelnerki? (od autora)

Zostawmy jednak te dygresje, choć jeśli są – to znaczy wiersz działa. Jeśli jest tylko pełne lęku pytanie co autorka chciała nam powiedzieć? – To nie ma wolności słowa, za którą jak mniemam Smolarek mogłaby oddać wiele, nawet tak ważną i wsobna dla niej obcość. 

Tu piękny wers. Jak Ezra Pound, bo nie jak Norwid:

odrywa ciebie od framugi od pędzla  

Dla takich wersów czasami jeszcze czytuje się poezję. 

I już by się chciało, pisać ten szkic mniej litanijnie. Przeoczyć, opuścić jeden wiersz z drugim. Cholera kto jeszcze pisze wnikliwe recenzje? I po co? Jest jednak Beta. I nie przejdziesz obojętnie.

W co się puszysz w kradzione pióra z żydów

których nie znałaś ani jednej przyjaciółki

nie tej co odwiedzała twój dom po marcu

ani jednego ciała

nie masz wstydu nosisz złote pierścionki

pawie które rozkwitają na serdeczności 

palców na małych pulchnych dłoniach

moja przyjaciółka miała długie i smukłe

Jakże wpisany archetyp. Obca, obcy, obcość – Żydówka, Żyd, Żydzi. Czy to zapis jakiejś poruszającej rozmowy? Reakcja na…Cokolwiek. Ten wiersz przemawia, nie tylko dlatego, że od wierszy Szlengla śpiewanych przez Edę na nie istniejącej gnieźnieńskiej Róży – słowo Żyd, jest brzmieniem pioruna. I jeszcze skrzypce też zawsze brzmią, że ciarki i włos staje na przedramionach. To po prostu dobry wiersz. Rytmika tanga Strawińskiego granego równolegle z Krzesanym Kilara. 

Izolacja. Cudowny truizm, banał: wers wersowi nie równy. Самые обычные и банальные вещи. Napisał kiedyś Siergiej Łukjanienko i to były jedyne jego słowa nie będące fantazy. 

Dzień. Można by odnieść wrażenie, że Smolarek lub podmiot, niezbyt zresztą liryczny i nie-epicki jest pesymistką, a może katastrofistką. A jeśli to tylko hiperrealizm? Jeśli nie biodra, to przecież są uda. Uda tak by się zdało synonim bliskości, obecności, a nie obcości. Dobrze zostawmy tę obcość, może to tylko tytuł, a nie stan rzeczy. 

Baw się dobrze i wracaj 

i jeszcze na koniec ta szpila: 

jest nam dobrze ale najczęściej

gorzej już być nie może

wtedy wstaję

Albee potrzebował całego dramatu, całej piosenki “Kto się boi Virginii Woolf?”, Smolarek zawarła różnicę wieczora i poranka w trzech niepełnych wersach. To jest genialne. Jednak odkryć, że wszyscy tak mamy – przerażające nie mniej niż wizja siebie jako bohaterów Albeego. 

I chce się odłożyć ten tomik, może nawet napluć mu w twarz. 

A jednak Past

nie chcę urazić twojej dumy lekkiej jak pergamin

porozkładanej między modną zastawą

Cholernie zmysłowa poezja, zaczyna mieć zapach wieczornej pościeli. Nie uwodzi, bo nie ma emfazy i egzaltacji. Nie są to też ckliwe feromony firmy FM. Namacalność wiersza, to jednak ból: kiedy dotyka się czasu przeszłego żywych byłych byłych.

Urodziny. A jednak teoria względności zawodzi. W domenie czasu nie ma względności. Co było – minęło. Znów ból, relacji i powszedniość? A może to odczyt niepełny…Jednak zostaje to pragnienie gorące jak zdanie kończące wiersz:

myślimy

na temat kwitnienia co już się nie powtórzy

Zmysłowa jest ta świadomość dojrzałej kobiety. 

Czy faktycznie żaden mężczyzna nie zbudzi się mokry od płaczu? Jak ta, która jest pewna w zgięciu łokcia płakała? Specyficzny to wiersz ten Art. Jest też to, czego jeszcze nie opisaliśmy, Smolarek ma w sobie to myślenie obrazem, szczegółem niby rozmytym jak u Moneta, a jednak wyraźnym. Jeśli sama nie maluje to jednak pstryka zdjęcia. To okruch widzenia buduje frazę z obrazu. Tu mamy tego sporo w tym wierszu. Tylko dlaczego czuję jakbym słuchał The Cure albo co gorsza Love will tear us apart – Joy’ów. Ale że co? Trzy kolory i to co piękne musi być smutne…przemijanie. Przecież dojrzewanie to delikatna nazwa starzenia. Nie uciekniemy. Zostawiamy więc tropy literackie i dociekania. 

Rzeka. To słowo użyte w tym tomiku nie tylko teraz. Powtarza się, jest ważne. Już było o wchodzeniu do tej samej rzeki po raz dwunasty. (Bordeaux). Rzeka miarą wyrzutów sumienia, świadomości powtarzalności błędów? 

kąpię się w brudnej rzece

Zamyka wiersz, tu jednak magia dzieje się wcześniej w nawiasie.

(gdyby nam się udało zamieszkać razem

a gdyby

można hodować słonie i lamy

i sto zajęcy) 

Epickie wersy, a jednak tak blisko Paula Ricoeura i tego rzekomego związku miłości i sprawiedliwości. 

Tak bardzo chcielibyśmy aby miłość, którą przeżywamy zawsze była wolna od bólu i dla wszystkich sprawiedliwa, aby rzeka była czysta. 

PM. Post Meridiem? Są dwa wersy, które niosą poetyckie mięso, raczej jeden dwu i ten pojedynczy wers. 

bułka z masłem to dla mnie dwu

wiersz nie jadam masła

i ten pocisk:

co przeważyło czekoladki czy proce?  

Coś jednak rozdziera wydaje się niby nie, niby wszystko w miarę a jednak: 

…nie ma

nas w wannie w wielu pozycjach

tonę. 

Tak dziś chyba wygląda poezja, która unika paździerzu klasyków: klauzuli, średniówki i dosłownego rymu. Tak też wygląda ta bez tak powszechnego na slamach krindżu ideowego zaangażowania. Jakby kobieta nie mogła być już kobietą z krwi i kości i z trzewi. Broń boże lędźwi. Bo nikt nie podniesie ręki, nie odda głosu. Tak wygląda, chyba, a może fajnie by wyglądała poezja dziś wolna od vox populi ale i od vox dei.

Kto to przeczyta? Jeszcze zostały 4 wiersze. Znaczy kto przeczyta ten szkic, a nie kto przeczyta tomik…

Drogi 

Pierwszy wers i już jest poezja. 

nie mam nic z siebie puste krzaki malin 

Co się potem w wierszu wydarzy, nie ma żadnego znaczenia. Niech to będzie i trzy po trzy londyn. A jest tu jeszcze rozsądna odległość od ciebie i to krwiste biegnę nie umiem inaczej przygryzam wargi.

po co ci ja świat się wyspał. Tak zaczyna się wiersz, bo co jak nie wiersz lub dzień mogłoby się tak zacząć? Ta niesamowita umiejętność otwierania wiersza, jest dana Smolarek: od Boga, z talentu, z absolutnego słuchu, do wierszy, od siebie samej, od znajomości dwóch najważniejszych języków świata. Anyway. Ten polski Izy Smolarek jest przesiąknięty myśleniem idiomem, angielską flegmą. 

W tym wierszu nie tylko początek błyszczy, skrzy się. 

a mógłby to być freddie mercury

curt cobaine jon gorman 

którykolwiek spośród pięciu palców

mojej prawej dłoni

(a palce wkładam do ust

poruszam nimi)

Znowu to w nawiasie jest piękne. Takie do “całkiem plastycznie to sobie wyobraziłem”. 

Dorastanie. I zupełnie nie wiem dlaczego słyszę tu piosenkę Mannamu . “A miałeś zbudować swój pałac…”. Jesień jest trudna, tęsknimy za nią, bo te kolory na przełomie września i października są piękne. 

Jesień a ja tak miękko proszę o chwilę

o co proszę nie wiem czy śpię i gdzie

przytulam rozum

A  tak widzimy, że potem przyszedł wiatr stąd asocjacja z pieśnią Kory. Piękny ten przedostatni akord tomiku. Niezwykle zrytmizowany. I jeszcze tak mimo woli. Kubiszew, raper z Wrześni, powiedział o tym przemijaniu, o kolorach opadłych na początku listopada dosadnie, ale też epicko. “Druga jesień w roku. to na serio jesień w ch…”  

Wybory

Nie prawda że mi na tobie nie zależy

i równie nieprawda że trzymam za ogon

Ostatni wiersz Wybory. Zamyka, nie domyka Obcą. 

można to więc podsumować: jest ładnie i bosko kwiaty płoną dopóki

nie przyjdzie moment

momencik

Ten moment, momencik, który przychodzi, a przychodzi kiedy czytamy Smolarek i jej wiersze. Nie zawsze to jest to samo. Moment poezji z Obcej jest dobrym wyborem. Warto jednak czytać jak dobrą powieść od deski do deski. Wejść w świat zbudowany przez autorkę w książeczce. To poezja, która wymaga czasu i empatii, a nie interpretacji. Obca potrzebuje, wymaga obcowania. 

Dziś wydanie tomiku wierszy jest wydarzeniem przede wszystkim dla autora, czasem dla wydawnictwa. Obca jeśli jej pozwolić może być wydarzeniem – przeżyciem dla czytającego. Czy aby nie o to chodzi w poezji? 

Solidnie pisane wiersze, nie pozbawione emocji. Tomik bez wydumania i silenia się na cokolwiek i to jest siłą tych wierszy. Wierszy napisanych po prostu. 

OBCA
IZA SMOLAREK
FUNDACJA DUŻY FORMAT
WARSZAWA 2021

Jarek Mikołajczyk
Jarek Mikołajczyk

#Tagi


© All rights reserved. Powered by Liber Media.

Do góry