Skip to main content

Nie tylko Perlasze. Wspaniały wieczór.

GOTHIC NIGHT w eSTeDe.

 |  Jarek Mikołajczyk  | 

Rockowe Halloween w eSTeDe można by zorganizować w wersji łatwej, lekkiej i cukierkowej. Na szczęście Gothic Night poszło w zupełnie innym kierunku. Młodzi muzycy z Gniezna przygotowali koncert, który nie tylko wymagał odwagi repertuarowej, ale przede wszystkim myślenia o całości: o dynamice, dramaturgii i własnym podejściu do utworów, które od dekad są klasykami gatunku.

Najważniejsza postać w tle? Mikołaj Stopczyński.

To on wymyślił koncepcję koncertu, spiął go organizacyjnie i muzycznie. Razem z muzykami z Pere Lachaise ułożył koncepcję i zadbał, by nie był to przypadkowy zestaw coverów, tylko wydarzenie z jasnym planem. Jako producent i współwykonawca trzymał w ryzach projekt, który połączył trzy gnieźnieńskie zespoły – Père-Lachaise, Scarlet Blaze i Fly Fam – w jeden sprawnie działający organizm.

Na scenie stanęli: Tim Curtis, Oliwier Czajkowski, Filip Głowski, Jakub Grzechowiak, Jacek Muszyński, Michał Stefański, Kacper Stopczyński i sam Mikołaj Stopczyński. Wokalnie koncert prowadzili Jacek Muszyński, Kacper Stopczyński i Tim Curtis, reszta odpowiadała za instrumenty i aranże. Trzeba zaznaczyć rolę muzyków Père-Lachaise, bo to ich aranże spajały całość. Nie były rekonstrukcją ani próbą „klonowania” oryginałów. To były interpretacje – świadome, przemyślane, często świeże. Właśnie one nadały koncertowi charakter i poprowadziły jego dramaturgię: przejścia między zimną falą, gotykiem a post-punkiem były płynne i miały sens, a nie wynikały z przypadku.

To ważne, bo Gothic Night został zbudowany, a nie poskładany.

Kolejność utworów, zmiany tempa, ciężaru, nastroju – to wszystko było zaplanowane. Nie było tu grania „co znamy i jak leci”. Była praca koncepcyjna, której w Gnieźnie na młodej scenie nie widuje się często.

Do tego dochodzi odwaga wokalna. Wszyscy trzej wokaliści podeszli do repertuaru, którego większość muzyków omija szerokim łukiem, bo jest po prostu zbyt charakterystyczny. Bo choć chwytliwy to przede wszystkim osłuchany i zapamietany z niepodrabialnych oryginałów. „Love Will Tear Us Apart” Joy Division, „Lucretia My Reflection” Sisters of Mercy, „Strzeż się tych miejsc” Klausa Mittfocha czy „Ludzie Wschodu” Siekiery, albo „Kamienie” Variete – to są numery, które mają za sobą tyle interpretacyjnych pułapek, że łatwo się na nich poślizgnąć. Tutaj nikt nie próbował kopiować oryginałów, nikt nie bawił się w rekonstrukcję maniery. Każdy z wokalistów zrobił to po swojemu – i co najważniejsze, zrobił to skutecznie.

Na tle całego koncertu wyróżniło się kilka wykonań. „Sybilla” Madame w interpretacji Jacka Muszyńskiego była jedną z najlepiej zrobionych rzeczy tego wieczoru – czysta, pewna, bez nadmiernych ozdobników. Kacper Stopczyński pokazał moc w dwóch zupełnie różnych estetykach: w bardzo dobrej wersji Sisters of Mercy oraz w zjawiskowym „Zielonookim radiu romans” Variete. Z kolei numerami Siekiery rządził Tim Curtis – zdecydowany, mocny, z wyczuciem ekspresji, jaka powinna w tej muzyce nieść się naturalnie. W „Ludzie Wschodu”dołączył do niego Filip Głowski, co stworzyło duet o wyraźnie podbitej energii, nieco dialogowej wersji odległej od oryginału.

Klasyki The Cure i Joy Division zostały przyjęte bardzo dobrze – publiczność reagowała na nie z naturalną sympatią, bo są to utwory, które w postpunkowej estetyce pełnią funkcję wspólnego mianownika. Tutaj również nie było grania pod radio ani pod „ładność”; zachowano surowość i charakter oryginałów, bez kopiowania.

Gothic Night okazał się więc czymś znacznie więcej niż halloweenową ciekawostką. To było wydarzenie, które pokazało, że młoda gnieźnieńska scena potrafi nie tylko grać, ale też myśleć – o formie, o dramaturgii, o roli aranżu, o własnym podejściu do utworów, które są ikonami. Nie ma tu nadmuchanych haseł ani udawania „wielkiej tradycji”. Jest rzetelność, świadomość i odwaga.

Warto to odnotować: młodzi muzycy z Gniezna nie zrobili coverowego wieczoru. Zrobili koncert.

I to taki, który zostawia po sobie nie tylko dobre wrażenie, ale i przekonanie, że ta scena dopiero się rozpędza – i ma wszelkie predyspozycje, by robić rzeczy naprawdę ambitne. Przede wszystkim Pere Lechaise i bratnie bandy zaczynają tworzyć środowisko. Zasługą eSTeDe jest oddanie miejsca młodym.

Jarek Mixer Mikołajczyk

Jarek Mikołajczyk
Jarek Mikołajczyk