• Stanisław Kubaszak

30 lat reggae w Polsce. Rodzinnie na Piaskach

Pomysł koncertu „30 lat reggae w Polsce”, oparł się na przyjęciu umownej daty 1983 jako początek grania reggae w Polsce. Sam autor pomysłu szef festiwalu Reggae na Piaskach Jarosław Wardawy mówi otwarcie o umowności dat. Zapewne jednak już nie umownie, a bezsprzecznie stanęli na scenie RnP „ojcowie założyciele” większości kapel prekursorskich jeśli chodzi o polskie reggae. Sobotni wieczór i noc wypełniły na Piaskach brzmienia: Gedeona Jerubbaala, Izraela, Rokosza i Bakshisha, gdzies pomiędzy zagrał akustycznie Ras Luta a na koniec bliżej świtu Vavamuffin. Drugi dzień festiwalu to tradycyjnie Konkurs Młodych Talentów im. Ryszarda Sarbaka, w tym roku organizatorzy wyłonili 5 zespołów do koncertu konkursowego, publiczność zdecydowała, że zwyciężył Roots Rocket – tak więc statuetka im. Ryszarda Sarbaka powędrowała do Andrychowa. Swoją cegiełkę w festiwal wnieśli też nasi redakcyjni koledzy.

 

Na parę godzin przed ruszyło studio.

Pierwsze wejście studia festiwalowego
W sobotę o godzinie 13 po raz pierwszy na polskich festiwalach reggae odpalono studio festiwalowe LIVE. W pierwszym wejściu na żywo gościem Jarka Mixera Mikołajczyka i Tymka RasTi'ego Mikołajczyka (ojciec i syn z zajawką na reggae - gnieźnianie) był szef festiwalu Jarosław Wardawy. Od tego czasu aż do 22.00 można było co godzinę oglądać relacje na żywo, a przez studio przewinęli się niemal wszyscy wykonawcy, oprócz tego kilka postaci istotnych dla reggae w Polsce. Ekipa telewizyjna z ok24.tv pod wodzą Piotra Nowickiego, wóz transmisyjny i operatorzy ze sporym doświadczeniem, pomogli w pełni profesjonalnie poprowadzić studio naszym kolegom. - Nie pierwszy raz stanąłem z sitkiem przed kamerą, muszę jednak przyznać, że pełen spokój i profesjonalizm Rafała i Piotra bardzo pomagał, zwłaszcza przy wejściach na żywo. Mnie jako ojcu też się podobało to jak potrafili podpowiedzieć Tymkowi, podzielić się uwagami – w końcu 15 latek nie prowadził jeszcze nic na żywo przed kamerą. Myślę jednak, że studio było tylko pewnym małym uzupełnieniem pięknego festiwalu. A dla nas cóż przyjemnością porozmawiania z Symeonem Rutą z Gedeona, Afą i Kelnerem i Maleo z Izraela – ludźmi, którzy budowali nie tylko scenę reggae w Polsce. Ale też piękna rozmowa z Jarexem z Bakshisha. To nie częsta okazja (nawet dla mnie, który przecież trochę w mediach robi), by każdy rozmówca miał coś do powiedzenia. Coś ciekawego. – powiedział nam Jarek Mixer Mikołajczyk. W niedzielę również działało studio festiwalu.

 

Legendy na scenie! Zbrodniarze na tronach!!! - Gedeon

Gedeon Jerubbaal
Od pierwszych dźwięków Gedeona Jerubbaala wiadomo było – ten koncert zostanie w pamięci na długo. Zarówno Krzysztof Ruciński jak i Makaron w bardzo dobrej kondycji, reszta Gedeona oczywiście też. Piękny rozbudowany skład, pod sceną wielu przyjaciół grupy z Maćkiem Zajączkiem (Zionchek Sound System), Aresem Chadzinikolau i Piotrem Strumykiem Stróżykiem, oprócz tego sporo starych dread załogantów. W tym liczna ekipa Żydowsko-Gnieźnieńsko-Czerniejewska. Bardzo energetyczny pozytywny koncert Gedeona z przelotem, przez wszystkie największe songi. Cichy brzeg, Trójkolorowe słońce, Fanti, Do Jahwe. Rozrzuceni po świecie Poznaniacy nadal przekazują ze sceny wielką moc budzącą „Sumienie wojownika”...To nadal polskie bardzo uduchowione reggae, które jak pokazał koncert wcale się nie starzeje. A Symeon Ruta choć na co dzień za Oceanem nadaje wciąż pięknie o kilku ważnych sprawach. Świetne przyjęcie Gedeona dało początek muzycznej podróży w czasie.

 

Izrael – See I & I


Już na próbie stało się jasnym popłynie moc. Kinior, Afa, Kelner, Dżu Dżu, dęciaki a na koncercie jeszcze Maleo. Kolejność osobistości nie ma znaczenia. Wejście po Gedeonie, mistyczne dla tych, którzy blisko 30 lat temu też stali na ich koncertach pod sceną, ale i przeżycie dla trójkolorowej młodzieży. Bez zbędnych słów, prosto i mocno zagrane już pierwsze kawałki. Trudno mówić o stopniowaniu napięcia. Ogromne pozytywne szaleństwo i na scenie i pod. Chóralne darcie gardeł publiki niemal przy każdym kawałku. „Płonie, płonie, Babilon płonie” i namiot zaczyna odpływać. Zbrodniarze na tronach.... Pod sceną marleywa jedna miłość. I tak już do końca przez Duszę w podróży aż po „See I & I” zagrane tak, że niemal odfrunął dach, Psalm 125...Oczywiste bisy. Wiele osób, które od lat śledzą koncerty Izraela powtarzało, ze to chyba najlepszy koncert Izraela w ostatnim czasie.

 

Ras Luta

Krótko, skromnie akustycznie przed Rokoszem pojawił się Ras Luta. Ciekawe akustyczne granie, z hiciorem „Miłość i szacunek w każdym domu”. Adam znalazł się na Polish Reggae Hall of Fame obok wielu postaci, które przed laty tworzyli historię polskiego reggae. Dobre wypełnienie i wyciszenie przed Rokoszem.

 

Rokosz Zmartwychwstał.


Ten koncert właściwie nie powinien się zdarzyć, a jednak. Jarosław Wardawy, próbował doprowadzić do reaktywacji Rokosza, jeszcze kiedy żył Ponton. Udało się to dopiero teraz na koncert 30 lat polskiego reggae. Nowy Rokosz de facto niemal pierwotny, przed Pontonem w Rokoszu śpiewał Dżej Dżej tak jak teraz. Tłum ludzi pod sceną, również kumple Rokoszan, ci którzy znali Pontona, wszak kapela z Ostrowa. Trochę nowsze brzmienie, elektroniczne bębny Dżerego a jednak te same pieśni, które śpiewał i tworzył Sławek Przybylski. Koncert był pewnie zaskoczeniem również dla samych muzyków. - Nie wiem, jak daliśmy się na to namówić Jarkowi Wardawemu, ale nie żałuję – powiedział nam po koncercie Jacek Jędzrzejak (Dzej Dżej). Wspaniałe przyjęcie całego materiału zespołu który przeszedł do legendy, choć przez wiele lat nie było nawet płyty. Może jako zapowiedź kontynuacji grupa zagrała też jeden kawałek premierowy. Czy był to jednorazowy koncert czy będzie coś więcej? Nieważne ten koncert był piękny, choć niektórzy mówili, ze trochę mało ducha i szybkie tempo. Zdecydowanie wydarzenie roku w polskim reggae.

 

Bakshish – cały Jarex


Mimo, że bez wokalistki i saxofonistki, obronili wszystko co stworzyli przez te ponad 30 lat. Pierwsze próby Bakszysza to 1982 rok. Dość spokojny po prostu Bakshishowy koncert na Piaskach blisko północy. Jarex – Jarek Kowalczyk w bardzo dobrej formie. Po ostatniej płycie 4-I-Ver ponownie grupa jest mocnym filarem polskiej sceny. Nikt nie miał wątpliwości, że w tym zestawieniu które grało w Ostrowie na 30-lecie Bakshish musiał być. Bardzo dobry koncert, wspaniale odebrany przez piaskową publiczność był praktyczne zwieńczeniem tego genialnego Line Up'u. Podobnie jak pozostali „weterani” Bakshish zagrał również przekrojowo.

 

Vavamuffin - opóźnienie wybaczone

Vavamuffin była jedynie potwierdzeniem tego, ze wcale prosto nie było w tym terminie zebrać tak dobry skład. W drodze z koncertu przed kolejnym koncertem. Opóźnienie z trasy, trochę długi montaż, zrodziły zniecierpliwienie publiczności. Po pierwszych 2 kawałkach jednak namiot zapomniał o wszystkim. Regenerator, Pablopavo i Gorg pociągnęli bardzo mocny koncert przeskakując z Paramonowa na kawałki z ostatniej płyty wspaniałej Solresol. Były oczywiscie wszystkie wcześniejsze songi takie jak Jah jest Prezydentem. Długo w noc raczej niemal do świtu pociągnęła się ta ostatnia odsłona koncertu na 30 lat polskiego reggae. Zmęczona publiczność rozchodziła się jednak ukontentowana.

 

Konkurs im. Ryszarda Sarbaka - niedziela

Roots Rockets
Ryszard Sarbak, patronujący konkursowi to zmarły przedwcześnie muzyk Gedeona i inicjator Bastionu. Piękny gest organizatorów i akcja edukacyjna jednocześnie, wręczanie zwycięzcom statuetki właśnie im. Ryśka Sarbaka. W tym roku również nagrodą było 2500 zł od Muzeum Polskiej Piosenki w Opolu. Po losowaniu, trochę może za wcześnie bo o 15 zaczęły się koncerty konkursowe. I zaczęły się od bardzo dobrego występu lubelskiej grupy Ayarise. Osadzone w rootsowej konwencji niemal klasycznego reggae granie, bardzo dobry, jeśli nie wybitny młody wokal, bez zbędnych manier. Wszystko w time i w punkt, dobra sekcja rytmiczna – podstawa ridimu, klasycznie raggałowe klawisze i rzetelne gitary. Zdecydowanie pech w losowaniu na ich koncercie publika dopiero zaczynała dołączać. Los Grandes Rudeboys – zdałoby się kapela koncertowo ograna, świetne dęciaki, wszystko gdzieś w konwencji zahaczającej o ska. Właściwie nie można się niczemu przyczepić, dobra muza. Wydaje się, że na Piaskach coś nie zagrało tak jak trzeba, trochę brakowało mocy. Nie mniej to był przyzwoity koncert. Yerlam poznańska ekipa, również ograna koncertowo, bliżej roots niż LGR. Ciekawy wokal, teksty osadzone w konkretnym przesłaniu miłości. Dobry koncert również w wykonaniu instrumentalistów Yerlam. Ciepłe przyjęcie – potwierdziło jedynie wysoki poziom przeglądu. Swego rodzaju objawieniem (przynajmniej zdaniem wszystkich obecnych na Piaskach redaktorów Popcentrali) był jednak występ Ferendżi. Najprościej mówiąc to było hippisowskie reggae, a przynajmniej reggae osadzone w „filingu” amerykańskich kapel lat 60-tych i 70-tych. Rytmicznie wręcz po mistrzowsku, gitara najbliżej wspomnianych klimatów hippie. Ciekawy wokal, jaki rzadko słyszymy w reggae. Trochę szkoda, że zespół rozpędzał się powoli, gdyby od pierwszych dźwięków poszło tak energetycznie jak w końcowym kawałku samba-reggae... Roots Rockets ostatni w konkursie. Trochę na wizus ładni chłopcy, którzy przyjechali pewni wygranej. Świetni instrumentalnie młodzi ludzie, z wokalem a la bardzo młody Riedel, do tego niezbyt dobre przeniesienie ruchu scenicznego w stylu Marleya...Teksty ciekawe z przesłaniem...trochę jednak wyglądające na kalki między innymi Daab-u, taki patent na siebie pokazało Roots Rockets. Wystarczy odrobinę śledzić rynek, by wiedzieć, że taki zespół albo zachwyci, albo wzbudzi dystans. Niezależnie od podzielonej opinii popcentralnych reggałów, RR dało bardzo dobry koncert. Po koncercie krótka przerwa i głosowanie. Uczestników konkursu wyłonili organizatorzy i trzeba przyznać wybrali bardzo dobre zespoły. W niedzielę jednak decydowała publika. Jak się okazało zwyciężył Roots Rockets, wydaje się jednak, że zwycięstwa nie zawdzięczają jedynie szczęśliwemu losowaniu. Grupa jeśli odejdzie od pewnie mimowolnej maniery wokalisty i wypracuje swój własny styl ma szanse pisać historię kolejnych 30 lat polskiego reggae. Trudno zresztą młodym ludziom zarzucać tę "dżemową" manierę - skoro sam Dżem dziś udaje Dżem. Zresztą zachowanie zwycięzców tuż po ogłoszeniu werdyktu było piękną lekcją Fair Play. RR jakimś trafem nie zabrał z Andrychowa pieców gitarowych, pożyczyła im ich Ayarise. W pięknym geście Roots Rockets przekazało na scenie statuetkę im. Ryszarda Sarbaka grupie Ayarise. Ten drobny gest był jedynie dopełnieniem trwającej na festiwalu rodzinnej i przyjaznej atmosfery.

 

BezJahzgh


Pięknym zamknięciem festiwalu był koncert tych, którzy triumfowali w ubiegłym roku. BezJahzgh zagrało bardzo energetyczny koncert, pełen radosnego szaleństwa. Widać, ze od zeszłorocznego zwycięstwa zespół ostro pracował. Tym razem na scenie RnP stanął dojrzały sprawny zespół, który spokojnie mógłby stanąć na scenie obok największych. Zwłaszcza w drugiej części koncertu wszystko żarło tak jak trzeba. Na scenie czuło się potężną energię i pozytywne wibracje. Pod sceną szaleństwo. „Kasety” „Rumba” czy wreszcie „Agrorap” zatrząsły publiką. Długi koncert z bisami zakończyło chóralne: Dzię ku jemy, Dzię ku jemy!!! które powtórzyło się ze zdwojoną siłą gdy Jarosław Wardawy zamknął festiwal.

 

Skąd ten fenomen?


Czy Reggae na Piaskach to festiwal idealny? Zapewne idealnych nie ma tak jak „jeszcze się taki nie narodził....” Miejsce? - Tak miejsce idealne wręcz wymarzone, w miarę kameralny teren festiwalu, tuż przy plaży i pod lasem. Trudno to lepiej wymyślić. Line Up? Tegoroczny fenomenalny...Dawno nie stanęły razem na scenie fundamenty polskiego reggae. Biorąc pod uwagę Rokosza to chyba nigdy jednego dnia w jednym miejscu...Atmosfera? Nie. Nie ma czegoś takiego jak atmosfera sama z siebie, tworzą ją ludzie. Potężną bronią Reggae na Piaskach są właśnie ludzie. Począwszy od Jarosława Wardawego jego żony Ewy Rubach – Wardawy ich dzieci, przez całą młodą ekipę festiwalową. Wspomniana już ekipa studia i nie myślimy tu nawet o naszych redakcyjnych kumotrach, którzy też całym sercem siedzą w reggae, ale o kamerzystach, szefie wozu... Piotr Owczarek – prowadzący festiwal szef rrr.com.pl – od lat wraz z żoną związany z Reggae na Piaskach – tym razem przyjechał z 3 miesięcznym Kubą. Ochrona, spokojna niewidoczna... I wielu ludzi, których jako dziennikarze nawet nie widzieliśmy. Ludzie to też Stowarzyszenie Strefa Kultury – Ostrów organizatorzy festiwalu, ale i władze miasta czy sponsorzy. Ludzie to tez pozamuzyczni goście festiwalowi: Zima i Bartek czyli wydawnictwo i Free Colours, to Oligatory czyli fajna biżuteria nie tylko rasta. Sławek Pakos - Manufaktura Legenda i Piotr Kolaj – szef Ostróda Reggae Festival. Wszyscy ci ludzie na tych samych prawach co publika tak samo dostępni... No i Ludzie to wreszcie wspaniała publika, niekiedy całe rodziny z dziećmi... Ludzie to także ekipa forum rrr i rozgrywki w siatkówkę plażową. Chciałoby się też podobnej przychylności władz miejskich jak te z Ostrowa.

Do zobaczenia za rok na Piaskach!


Stanisław Kubaszak

--
zdjęcia: Ewa Edyta Drahajło - Stasiak
1 x Jacek Krysztofiak studio z Jarosław Wardawy
1 x M.S.Z (BezJahzgh 2012)