• Kamila Arya Kasprzak - Bartkowiak

O pracy i aktywizmie w dyskusji i filmie

Kolejna odsłona 17. Objazdowego Festiwalu Filmowego Watch Docs – Prawa człowieka w filmie, zorganizowana przez gnieźnieński Klub Krytyki Politycznej, właśnie minęła półmetek. W ramach niej w kwietniu odbyły się dwie projekcje dokumentów połączone z dyskusjami, a całość zwieńczy jeszcze jeden film i wystawa 12 maja w Miejskim Ośrodku Kultury.

Na „pierwszy ogień” poszło więc dzieło Roberta Kowalskiego pt. „6... 5... 4... 3... Na ulicy”, będące zapisem wybranych demonstracji, blokad czy marszów, które od 2015 roku, czyli zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych, odbyły się w Polsce. Reżyser, który udokumentował m.in. happeningowe akcje w obronie Konstytucji robione przez Obywateli RP, czarne protesty walczące o prawa kobiet, sprzeciw dla ekshumacji ofiar katastrofy w Smoleńsku czy antyrasistowskie i antyfaszystowskie blokady – przepytał również bohaterów tych zdarzeń. I choć film Kowalskiego skupia się głównie na dość radykalnym aktywizmie ulicznym, a jego rozmówcy nie pozostawiają suchej nitki na obecnym rządzie, to debata po filmie w gościnnych progach działającego już rok Dobrego Browaru, powędrowała w dużo spokojniejsze, choć też aktywistyczne rejony.

Gośćmi spotkania prowadzonego przez dziennikarza lokalnego tygodnika i regionalistę Aleksandra Karwowskiego, byli bowiem członkowie Stowarzyszenia Projekt Września, czyli Damian Staniszewski i Kornel Tomczak, którzy m.in. od 4 lat zmieniają swoje miasto na bardziej zrównoważone, sprawiedliwe i „słuchające” potrzeb mieszkańców. A dlaczego akurat społecznicy z Wrześni, a nie Gniezna? Bo właśnie tam powstał swoisty ruch miejski, który dzięki zorganizowaniu się i systematycznym działaniom grupy osób, zaczyna mieć wpływ na swą okolicę, a w ostatnich wyborach samorządowych wprowadził do Rady Miasta nawet 4 rajców. Co ważne, „punktem zapalnym” dla publicznej aktywności wrześnian, stała się decyzja ich ówczesnych władz, by w miejsce 100-letniego parku postawić market, a później już jakoś poszło. Najpierw więc było monitorowanie Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego i przyglądanie się sprawom funkcjonalności oraz estetyki miasta, w tym na tzw. terenach potonsilowskich, a potem równie ważne tematy jak walka z planowaną budową fermy kur w pobliskim Kawęczynie czy lobbowanie na rzecz powstania we Wrześni szkoły muzycznej. Warto dodać, że rozmowę z aktywistami cały czas z werwą i merytorycznie prowadził wspomniany dziennikarz Aleksander Karwowski, który również od ponad 2 lat pisze o wrzesińskim regionie, więc trudno było o lepsze rozeznanie w działaniach gości.

Natomiast drugim Watch Docsowym filmem, który wywołał nie mniejszą dyskusję w jeszcze większym gronie zainteresowanej publiczności, stał się dokument czeskiej reżyserki Apoleny Rychlíkovej pt. „Granice pracy”. Opowiada on o tym jak główna bohaterka, czyli dziennikarka Saša postanawia sprawdzić warunki pracy w najgorzej płatnych, a zarazem potrzebnych społeczeństwu zawodach. W związku z tym na okres miesiąca zatrudnia się w takich miejscach jak szpitalna pralnia, supermarket, ubojnia drobiu, fabryka żyletek czy sortownia śmieci i ukrytą kamerą filmuje swoją pracę oraz otoczenie. To co tam widzi niestety często przypomina koszmar, czyli pracę ponad siły za bardzo niską pensję i niekoniecznie uczciwie naliczone nadgodziny, a do tego w warunkach urągających bezpieczeństwu czy wręcz zdrowiu. Okazuje się więc, że mimo postępu i wywalczonych praw, w tym do 8-godzinnego dnia pracy czy tworzenia związków zawodowych, jeśli brakuje samoorganizacji i ciągłej troski o pewne standardy, to nawet w XXI wieku warunki pracy w środkowej Europie mogą przypominać te dziewiętnastowieczne.

Co ciekawe, w tym przypadku bohaterką rozmowy po projekcji w Klubie Muzycznym Młyn stała się Ilona Rabizo, aktywistka Stowarzyszenia Otwarte Klatki i autorka wydanej w zeszłym roku książki „W kieracie ubojni”. Dzięki temu więc w „naturalny” sposób dyskusja skupiła się wokół zatrudnienia w rzeźniach i tego jak cierpienie spotyka tam nie tylko wcześniej zwierzęta, ale i pracujących już przy martwych stworzeniach ludzi. Z opowieści Rabizo, zaś można było dowiedzieć się m.in., że obecnie ze wszystkich rodzajów mięs najwięcej produkuje się drobiu, co niekoniecznie wiąże się z lansowanymi przez niektóre kręgi względami zdrowotnymi, lecz łatwą automatyzacją w procesie produkcji i mniejszą siłą potrzebną do „obróbki”, dzięki czemu zysk jest szybszy i łatwiejszy. Co więcej, mniejsza siła sprawia też, że w tym przemyśle częściej zatrudniane są kobiety niż mężczyźni, a w celu jeszcze większego zysku, sięga się już po migrantki, czyli pracownice nie znające w danym kraju języka i nie zawsze świadome swoich praw lub ich pozbawione. Antidotum na ten stan rzeczy zaś zdaje się samoorganizacja, która utrudni, a być może w przyszłości uczyni nieopłacalny wyzysk pracowników w ubojni oraz świadomość, że nie musimy zjadać zwierząt, które tam trafiają z równie nieludzkich ferm.

Warto dodać, że po tej aktywistycznej i pracowniczej tematyce, wszystko zamkną kobiety, a dokładnie dwie historie o ich prawach wyborczych. Pierwsza sprzed wieku, która wydarzyła się w Polsce i stała tematem filmu „Siłaczki” Marty Dzido i Piotra Śliwowskiego, a druga współczesna, kiedy wraz z wyborem kontrowersyjnego Donalda Trumpa na prezydenta USA, jednocześnie do parlamentu stanowego wybrana zostaje muzułmanka somalijskiego pochodzenia Ilhan Omar. Pierwsza z historii opowiedziana zostanie z perspektywy fotografii Eweliny Fordońskiej, która była obecna na planie „Siłaczek”, a drugą wyznaczy film Norah Shapiro „Czas na Ilhan”. Wszystko w Miejskim Ośrodku Kultury na piętrze już w najbliższą niedzielę od godz. 17.00.

Kamila Kasprzak-Bartkowiak

Fot. K. Kasprzak-Bartkowiak