• Mikołaj Stopczyński

KRÓL JEST TYLKO JEDEN

Jesienny sezon koncertowy dopiero co się rozpoczął, a poprzeczka jest już postawiona niezwykle wysoko. Wszystko za sprawą Błażeja Króla, syntezy refleksyjnego artyzmu i nieumiarkowanego scenicznego optymizmu. 

 

Do tej pory Król związany był z kilkoma projektami – tu warto wymienić UL/KR, Kawałek Kulki i Kobietę z Wydm. Ostatni wzrost popularności to przede wszystkim jednak kariera solowa i nowy album, z którego single podbijają obecnie trójkową listę przebojów. Samą muzykę trudno zaszufladkować, balansuje gdzieś między popem przesiąkniętym latami 80’ i alternatywą ze sporą dawką poezji. Nic więc dziwnego, że zainteresowanie koncertem było duże i Młyn praktycznie się wypełnił. Niecodzienna była natomiast zainicjowana ze strony muzyków decyzja o zamknięciu baru na czas koncertu, choć trzeba przyznać, że bardzo pozytywnie wpłynęła ona na klimat.

Na samym początku, jak przystało na koncert w Gnieźnie, artysta pozdrowił Biskupin, celowo myląc obie miejscowości, przy okazji wspominając dawną szkolną wycieczkę. Może brzmi dość trywialnie, jednak sam gag w rzeczywistości był sympatyczny i w pewien sposób pozytywnie ukierunkował ten wieczór. Trzeba przyznać, że Król był w doskonałym humorze i wraz z towarzyszącymi mu muzykami (m. in. żoną Iwoną) zdawał się świetnie bawić na scenie, sypiąc (czasem urywanymi) anegdotami, różnorakimi żartami. Nie omieszkał także pozdrowić obecną na widowni Siksę. Zadowolenie było rzecz jasna obustronne, publika w skupieniu słuchała piosenek, odśpiewała refren „Z tobą/Do domu” i chętnie konwersowała z muzykiem. Cieszy to tym bardziej, że widać było autentyczną, niewymuszoną radość artysty z całej sytuacji. 

 

Na setlistę złożyły się utwory z kilku płyt Króla, przy czym pewien nacisk położono  na ostatnie dwie. Najnowsze „Nieumiarkowania” to album w pewnych aspektach bardziej popowy i przystępny dla przeciętnego odbiorcy, co powodowało nieco większe ożywienie przy piosenkach takich jak „Gula”, „Te smaki i zapachy”  czy „Druga pomoc”. Najgłośniejsze śpiewy dało się zaś słyszeć przy wspomnianym „Z tobą/Do domu”. Bez względu na charakter piosenek, zagrane zostały bardzo energicznie, w przypadku tych spokojniejszych z mniejszą lub większą ingerencją w aranżacje. Wokalnie wsparcie przychodziło od strony Iwony Król, której krzyki, śpiewy i melorecytacje dopełniały wiele utworów. Od samego Króla wychodziło zaś sporo ekspresji, przede wszystkim mam tu na myśli zabawę głosem, manieryzm, mimikę i bogaty zestaw ruchów scenicznych. Trochę jak Rogucki w ostatnich latach, tylko że dla odmiany dobrze i bez utraty muzycznej jakości. 

Zostając chwilę po koncercie można było zobaczyć się z artystą, który z uśmiechem witał się z każdym chętnym, zamieniając kilka zdań, robiąc wspólne zdjęcie czy podpisując płyty. Umocniło to tylko rodzące się w trakcie występu przekonanie, iż Błażej Król to rzeczywiście król, jedyny w swoim rodzaju. Oby wrócił do nas równie szybko, co zniknął post Marcina Świetlickiego o „Tych smakach i zapachach”.

Mikołaj Stopoczyński