• Jarek Mikołajczyk

Projektowanie kultury - Silent Disco

Janusze i Grażyny taki dziwny polski synonim społecznego kiczu, to także figura popkulturowa. Figura raczej słaba i stereotypowa. Studenci III roku projektowania kultury z Instytutu Kultury Europejskiej UAM postanowili zmierzyć się zarówno z nią, jak i z pokrewnymi im symbolami z epoki memów. Klub studencki zamienił się niemal w remizę czy raczej salę weselną. W oknach mieniące się na złoto folie, pod sufitem balony na ścianach błyszczały płyty CD, Nie zabrakło też kuli disco, tyletyle że dla przymrużenia oka kula została wykonana przez studentów z owinięntych folia aluminiową balonów. To jednak nie było takie sobie udawane disco, co to niby się z niego śmiejemy, a jednak nas bawi.


Słuchawki w technologii silent disco pozwalały na zmianę kanałów. Równolegle płynęła muzyka trzech różnych nurtów. Za mixerem stanął Ananas, czyli Mikołaj Dyka, który kleił kanał główny z muzyką zbliżoną do typowego disco. Był też i to dość popularny wśród uczestników kanał z muzyka polską oraz trzeci electro.

Była to zapewne jedna z najcichszych imprez tanecznych, jakie odbywały się w Gnieźnie. Wcześniej podobnie bawiono się raz albo dwa w Lokomotywie, której niestety już nie ma.

Studenci zorganizowali imprezę pod okiem opiekuna praktyk z pomocą uczelni i sponsora.
Przygotowali także utrzymane w konwencji zgodnej z tytułem: Janusz i Grażyna w rytmie disco. Animacje i konkursy. Były nagrody zgodne z charakterem.

Wydaje się, że impreza może być pewnym przełomem. Ogólnie wiadomo, że od czasów pierwszych studenckich roczników, wówczas jeszcze Kolegium Europejskiego, kiedy można było mówić o jakimkolwiek życiu studenckim kampus i kultura miasta to dwa odległe światy.
Tutaj Anna, Weronika i Olgierd skierowali swoją ofertę do grupy licealistów głównie z III LO i to był, jak się okazało dobry kierunek.Mimo że początkowo konwencja januszo-grażynowych zabaw była raczej adresowana do pierwszoroczniaków i innych studentów — w zamierzeniu impreza miała integrować studentów na początku roku, coś w rodzaju fuksówki. Jednak uczelniana wycieczka sprawiła, że początkowo większośc uczestników stanowili właśnie licealisci. Kilka godzin zabawy, wyglądającej z boku momentami dość dziwnie, na sali zero muzyki, w słuchawkach różne rytmy i tańczący do nich ludzie — w różnym rzecz jasna tempie. Grupa tańcząca do polskich hitów przerywała czasem ciszę, wyśpiewując refreny.


Pewną miarą zadania związanego z praktyką jest fakt, że studenci zdołali nie tylko ściągnąć odbiorców, przygotować środowiskową promocję, znaleźli także osoby, które wsparły ich. Nagłośnienie użyczył Jakub Dzionek inicjator Latarni na Wenei i animator kultury, Wsparcia udzielił także naczelny Popcentrali, to jednak studenci zrealizowali przedsięwzięcie krok po kroku. Jeśli zdarzyły się drobne potknięcia w realizacji, tak naprawdę nie wpłynęły na klimat, który udało się stworzyć organizatorom, ale też uczestnikom.


Być może powoli uczelnia przestaje się izolować, choć to raczej była izolacja samych studentów. Być może uda się powoli także zmniejszyć barierę pomiędzy studentami z Polski i z Ukrainy. Bo w tej materii nie tyle na uczelni, ile w samym kampusie nie zawsze jest dobrze. Choć na wczorajszej imprezie bawiło się też kilku studentów z zagranicy. Piękny i olbrzymi kampus jak się okazuje, nie musi być martwy. Warto powalczyć o to by jednak było w nim więcej studentów. Tegoroczny nabór pozwala mieć nadzieję.

Jarek Mixer Mikołajczyk

relacja co nieco uczestnicząca

zdj. Xiaomi Redmi Note

 

Tagi: IKE UAM