• Kamila Arya Kasprzak - Bartkowiak

ETNO ELEKTRONIKA Z GŁĘBI ZIEMI

Zdarzają się takie koncerty po których trudno dojść do siebie, bo przeszywają na wskroś jakąś uniwersalną prawdą o kulturze, naturze i człowieku. Tak stało się po występie Wacława Zimpla, który niemal zahipnotyzował ponad 50 osób słuchających go na scenie Latarni na Wenei.

Wacław Zimpel to wszechstronnie utalentowany muzyk i szukający podobnie szerokich inspiracji artysta oraz zdobywca Paszportu Polityki w 2017 roku. Twórca, który odebrał gruntowne, klasyczne wykształcenie jako klarnecista, czyli swoistą bazę dla dalszych eksploracji muzycznych. Te poszukiwania zaś zawiodły go do free jazzu, a następnie do tego, co kryje się pod szerokim pojęciem „muzyki świata”, czyli wszelkich etnicznych nawiązań, by skręcić także w stronę elektroniki, w tym transu i minimalu.

Natomiast repertuar, który można było usłyszeć na Wenei, zdawał się być pewną syntezą jego wcześniejszych inspiracji, gdzie w tym przypadku jazz nie grał roli głównej, tylko został „schowany”. Zimpel to bowiem instrumentalista, co poza solidnymi podstawami i wszechstronnością, ma niezwykłe zdolności improwizacyjne pozwalające mu całkiem swobodnie poruszać się między gatunkami. Dlatego pewnie, gdy podczas występu sięgał zarówno po klarnet jak i elektronikę, w jego kompozycjach można było wyczuć jednocześnie grozę śmierci i zapowiedź życia czy głębię otchłani i bezpieczną przystań. Jego muzyka wręcz wychodziła poza etniczne brzmienia stworzone przez konkretną kulturę ludową i stawała się głosem „samej Matki Ziemi”, doskonale wpisującym się w zagrożenie katastrofą klimatyczną bądź inną tragedią (do głowy przychodzi mi tylko porównanie z genialną ścieżką dźwiękową serialu „Czarnobyl”).

Zresztą nietrudno było odczuć, że etniczno-elektroniczne brzmienia okazały się bardziej skomplikowane niż dźwięki serwowane w dalszej części koncertu. Te drugie bowiem były bardziej melodyjne, najpierw dzięki klawiszom, które ani przez chwilę nie zbliżyły się do kiczu, a potem psychodelicznych akordów gitary, które świetnie pasowałyby do nastroju filmów Davida Lyncha. Już dziś więc można uznać występ Zimpla za wydarzenie roku, bo tak przepełnione kunsztem i bogactwem odniesień granie, po którym wielu słuchaczy dyskutuje i z uznaniem kiwa głowami, nie zdarza się zbyt często. Nie tylko w Gnieźnie.

Kamila Kasprzak-Bartkowiak

Fot. K. Kasprzak-Bartkowiak

Tagi: Latarnia na Wenei Wacław Zimpel