• Kamila Arya Kasprzak - Bartkowiak

Zwięzła poezja i awangardowy Przepych

Latarnia na Wenei z tygodnia na tydzień rozkręca się coraz bardziej i w końcu zaczyna zapraszać na coraz ciekawsze spotkania i koncerty. Tak też stało się w drugiej połowie czerwca, gdzie jedną z kuszących propozycji stało się spotkanie poetyckie z Iloną Witkowską, a drugą koncert zespołu Przepych.

 

Ilona Witkowska to niegdyś wrocławska, a dziś sokołowska poetka, jeśli koniecznie chcielibyśmy ją geograficznie umiejscawiać, która w Gnieźnie gościła już 6 lat temu na zaproszenie lokalnego Klubu Krytyki Politycznej. Jak nietrudno się domyślić, od tamtego czasu wiele się zmieniło, zarówno w życiu Ilony, ówczesnej zdobywczyni nagrody poetyckiej Silesius za debiut roku jak i na kulturalnej mapie Gniezna. W końcu w przeciągu tych kilku lat bohaterka spotkania zdążyła wydać drugi tomik pod znamiennym tytułem „Lucyfer zwycięża”, a w przygotowaniu ma kolejny, z miasta przeprowadziła się na wieś, rozstała się z mężem i w tej chwili zdaje się bliżej zwierząt i natury niż kiedykolwiek. Co do kulturalnej mapy zaś, to ta zmieniła się równie mocno, bo nie ma już Królewskiego Festiwalu Artystycznego w swej pierwotnej formule, ale za to Stowarzyszenie Ośla Ławka rozwinęło skrzydła, powstała Latarnia, a dyskusję prowadziła Alex Freiheit, która nie kryła swej fascynacji Witkowską po spotkaniu sprzed laty. Zresztą do tego ostatniego faktu prowadząca nawiązała już na wstępie przypominając swój felieton.

Natomiast w czasie rozmowy nie zabrakło różnorodnych i ciekawych tematów, począwszy od wyjaśnienia tytułu „Lucyfer zwycięża”, który nie oznacza wyłącznie diabła, ale paradoksalnie „Pana poranka” czy epokę... nadmiaru światła, w tym technologicznego postępu porządkującego świat. Według autorki tomu, to nie są dobre zjawiska, bo w obecnych czasach częściej zaczynają szkodzić także samemu człowiekowi. W tym miejscu zresztą odezwała się niesamowita wrażliwość ekologiczna twórczyni, która szczególnie w dobie grożącej nam katastrofy klimatycznej, zdawała się brzmieć jak etyczny nakaz ograniczenia konsumpcji i alienujących zajęć. Dalej zaś było o różnicy życia w mieście i na wsi, pracy nad wydawanymi książkami, a przede wszystkim wierszami, które, mimo że w tym przypadku są krótkimi i zwięzłymi formami, to powstają długo jako starannie przemyślane kompozycje. Co ciekawe, często to po prostu zasłyszane zdania lub fragmenty rozmów w wersowym zapisie. Większość tych utworów można było również usłyszeć na Wenei.

 

Z kolei koncert wrocławskiej grupy, a właściwie duetu Przepych z towarzyszeniem wokalistki, okazał się idealnym dopełnieniem wieczoru. Podobnie nieoczywisty jak literacka gościni, czyli intrygujący w brzmieniach, gdzie niespokojne, intensywne rytmy przeplatały się z improwizacyjną wyobraźnią. Kompozycje będące mieszanką post-jazzu i post-punka, a może nawet „lekkiego noise’u”, praktycznie cały czas skłaniały do podrygiwań nóżką. Wśród utworów z płyty „Regresarabas”, wykonywanych przez Łukasza Platę i Jakuba Majchrzaka na perkusji, gitarze i samplerach wraz z wokalizami Ewy Głowackiej, znajdziemy właściwie same wyraziste rzeczy. Te zaś, które najbardziej utkwiły w pamięci, to na pewno „Hymn do zera” oraz „Polska Szkoła Filmowa”. Ten pierwszy kawałek, który jak wyznali twórcy i co również w nim słychać, zainspirowany został „kolejką do pośredniaka” i tekstowo przy równie szaleńczych akordach, stał się niecodzienną wyliczanką typów ludzi czekających na ofertę pracy, choć może na coś więcej. Natomiast „Polska Szkoła...”, to jeden z tyc improwizacyjnych wygibasów, co na długo wwiercają się w głowę i pozostają w pamięci. Dźwięki niebanalne, pełne zwrotów muzycznej akcji i zapętlonej swobody godnej wirtuozów.

Kamila Kasprzak-Bartkowiak

Fot. K. Kasprzak-Bartkowiak

Tagi: Latarnia na Wenei