• Start
  • Relacje
  • Społecznikowski spacer i ratuszowe rarytasy
  • Jarek Mikołajczyk

Społecznikowski spacer i ratuszowe rarytasy

Tegoroczna Noc Muzeów w Gnieźnie zaskoczyła bogactwem różnorodnych propozycji. Autentycznie ciekawych i przemyślanych, a do tego podanych w atrakcyjny sposób. Zupełnie inaczej niż w zeszłym roku.

I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od dobrego plakatu, który już z daleka przykuwał uwagę ciemnymi jak nocne niebo biletami na bladoróżowym tle, gdzie też zamieszczono program aż sześciu (!) muzealnych jednostek i nie tylko. No właśnie – sześciu, choć nie zawsze w pełnym znaczeniu tego słowa. Miejsca, które można było tego wieczoru odwiedzić, w większości od godziny 16.00, to więc Muzeum Początków Państwa Polskiego, Parowozownia Gniezno, Muzeum Zabytków Kultury Technicznej, Muzeum Zabytków Techniki Wiejskiej, Stary Ratusz oraz Muzeum Wojewódzkiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych „Dziekanka”. Do tego doszły jeszcze dwa spacery – jeden śladami Józefa Chociszewskiego, a drugi będący wieczornym fyraniem po Kareji – i już zrobiło się ciasno.

Dlatego właśnie ze względu na ograniczenia czasowe, sugestie współtowarzysza i pewność, że na Popcentrali nie zabraknie raczej osobnej relacji z MPPP, w tej edycji Nocy postawiłam na dwa punkty, czyli spacer śladami Józefa Chociszewskiego przygotowany przez Bibliotekę Publiczną Miasta Gniezna i zwiedzanie atrakcji Starego Ratusza. Obie rzeczy nietypowe, bo nie robione przez „klasyczne muzea”, a do tego pełne świeżości i pasji.

Przechadzka poświęcona Chociszewskiemu na którą zaprosiła animatorka i bibliotekarka Magdalena Karpińska oraz licencjonowana przewodniczka po Szlaku Piastowskim Wiola Degórska, zgromadziła niemałą grupę zainteresowanych życiem i działalnością człowieka, co w Gnieźnie ma ulicę, ale poza tym niewielu wie dlaczego. Wyprawa rozpoczęła się więc przy kościele franciszkanów nieopodal Rynku i po kolei dzięki sprawnemu prowadzeniu, odsłaniała karty z życia bohatera. Człowieka, który urodził się w 1837 roku, a do Gniezna przybył w 1895 r., by jako uznany wydawca i literat objąć stanowisko redaktora naczelnego „Gazety Gnieźnieńskiej” (późniejszego „Lecha. Gazety Gnieźnieńskiej”). Co ważne, Józef nadawał się do tej roli bardzo dobrze nie tylko z powodu doświadczenia, lecz także swej niezłomności w podtrzymywaniu polskiej mowy i kultury, choć z drugiej strony za swe działania był często wysyłany przez zaborcę do więzienia. Dalej, to co istotne i też wybrzmiało podczas spaceru, to fakt, że jego patriotyzm nie wywodził się od Narodowej Demokracji, czyli nie wiązał się z późniejszą „linią” gazety, która już po odzyskaniu niepodległości, nierzadko dzieliła i wykluczała niepasujące jej grupy. Ba, bohater spaceru, niczym pozytywistyczny społecznik, docierał często ze swym przekazem do najbiedniejszych klas społecznych, a pamiętać trzeba, że oprócz prasy, wydawał też książeczki edukacyjne czy karty pocztowe, mapy i gry towarzyskie na niesamowitą, bo wręcz milionową, skalę. Te ostatnie rzeczy zaś wielokrotnie rozdawał niezamożnym, co z kolei przyczyniało się do jego biedy. Warto dodać, że cała wyprawa trwała nieco ponad godzinę, a z jej ważniejszych przystanków trzeba wymienić miejsce pierwszej redakcji „Gazety Gnieźnieńskiej”, która mieściła się prawdopodobnie na dzisiejszej ulicy społecznika czy miejsce pochówku na cmentarzu św. Krzyża w Gnieźnie, które jeszcze do niedawna było zaniedbane...

Natomiast spośród czterech propozycji Starego Ratusza wybrałam dwie, czyli plenerową wystawę „Pod skrzydłami Sokoła. Towarzystwo Gimnastyczne Sokół w Gnieźnie” oraz zwiedzanie ratuszowego schronu, bo otwarty w grudniu zeszłego roku „Dom Powstańca Wielkopolskiego” już znam, a na szycie poduszek znów trochę brakło czasu. Sokołowa ekspozycja, która stanęła na dziedzińcu, to na pewno bardzo dobrze pomyślana rzecz jeśli chodzi wizualno-informacyjną kompozycję. Zbudowana z archiwalnych i niekiedy unikatowych fotografii (tak jak np. zdjęcie gimnastyczek powstałe w atelier Pelagii Eitner-Gdeczyk), okraszona została krótkimi, acz treściwymi opisami działalności. I choć Sokół był już ściśle powiązany z ideami endecji, które nie są mi bliskie, i później przybrał wręcz militarny charakter, to warto spojrzeć na niego choćby przez pryzmat żeńskiego oddziału, który nawet dla konserwatywnych kobiet, stanowił pewną formę emancypacji. Szkoda tylko, że poza wspomnianym zdjęciem gimnastyczek, portretem założycielki grupy czy wzbudzających uśmiech na twarzy „oldskulowych” strojów do ćwiczeń, tak mało zachowało się materiałów z tamtego okresu. Niemniej jednak w zestawieniu z dokumentami po męskiej sekcji, w tym z sepiowymi i jakże odległymi od dzisiejszych wzorców plakatami zapraszającymi na ówczesne imprezy, ekspozycja prezentuje się godnie. Tym bardziej, że umieszczona została na zakupionych już kilka lat temu miejskich słupkach. No i co najważniejsze, przypomnienie historii TG „Sokół”, stało się dziś przyczynkiem do rozbudzenia aktywności wśród starszych i młodszych, czyli projektu „W zdrowym ciele – zdrowy duch”.

Do drugiej z atrakcji w postaci przywołanego schronu, trzeba było odstać swoje w kolejce, bo zwabiła ona całkiem spory tłumek mieszkańców. W końcu nie ma to jak miejsca tajemnicze, bo wciąż dla wielu nieznane. Tymczasem schron przeciwlotniczy okazał się dość rozległą piwnicą pod częścią Starego Ratusza i przystosowany do swej funkcji został dopiero po 1945 roku. W miejscu tym, które zostało wzmocnione dodatkowym betonem i metalem, zachowały się bowiem meble, archiwalne dokumenty i mapa Polski, instalacja komunikacyjna czy gazoszczelne drzwi, a służyć ono miało miejskim decydentom w razie kryzysu lub zbrojnego konfliktu. Wspomniani decydenci więc mogli z tego schronu bez problemu zarządzać miastem. Co ciekawe, jak podkreślił Tomasz Adamczyk oprowadzający po tym miejscu, to nie jest jedyny taki obiekt w mieście, bo są jeszcze dwa: przy ul. Chrobrego 36 pod dawnym budynkiem należącym do Ministerstwa Łączności oraz przy ul. Dworcowej 7 pod dworcem kolejowym.

Warto dodać, że nie byłoby tych ciekawych i fantastycznie podanych propozycji gdyby nie kobiece trio rezydujące w Starym Ratuszu, czyli szefowa Marta Pacak oraz Marta Karalus-Kuszczak i Dominika Sochacka-Drzewiecka.

Kamila Kasprzak-Bartkowiak

Fot. K. Kasprzak-Bartkowiak