• Jarek Mikołajczyk

Republika i władza według Tymona

To nie był koncert „na kolanach” ani tym bardziej „ku czci”, tylko jak już to sentymentalne wspomnienie wynikłe z potrzeby serca. Do tego okraszone własnymi nowinkami, które w pewnym stopniu korespondowały z dokonaniami Grzegorza Ciechowskiego i jego Republiki.

Tymon Tymański, wokalista, tekściarz, multiinstrumentalista czy twórca pojęcia yass, to artysta tyleż oryginalny, co z bogatym dorobkiem, podobnie jak przypomniany przez niego Ciechowski, który gdyby żył to cieszyłby się podobnym statusem. Choć lider Republiki i tak zyskał nieśmiertelne miejsce w polskiej muzyce, a Tymański sięgnął po jego utwory jako przyjaciel.

Dlatego pewnie licznie zgromadzonych (i swoją drogą w większości nieznanych z widzenia) słuchaczy nie zdziwił raczej swobodny charakter sobotniego koncertu w Młynie. Muzycy bowiem zupełnie na luzie zaczęli od dość tradycyjnie wykonanego „Kombinatu” z mocnym, rwanym rytmem i jak się okazuje, cały czas aktualnym oraz uniwersalnym tekstem. Dalej m.in. „Halucynacje” rozkołysały niezwykle melodyjnymi klawiszami, znów przywodzącymi na myśl oryginalne, choć nie tak psychodeliczne, wykonanie. W końcu Tymański jest o wiele „pogodniejszym” wokalistą, który nawet w identycznej aranżacji zabrzmiałby po swojemu.

Jeśli zaś chodzi o autorskie smaczki, to nie obyło się bez przemycenia przez Tymona najnowszego materiału, ponoć inspirowanego dziełami swego bohatera, ale o wiele mniej subtelnego. Najpierw więc pojawił się kawałek o wymownym tytule „Pislam uber alles” i początkiem „Witajcie w państwie wyznaniowym (…), gdzie idzie reżim faszystów i frustratów (…), a praworządność chyli się na prawo”, gdzie poza mocnym antyrządowym przekazem, uwagę przykuła ciężka dezerterowska nuta, w tym mroczne bębny. Jednym słowem, skoro pojawił się sprzeciw, to wiadomo, że wygra punk rockowa część yassowej tożsamości. Tyle, że kolejny utwór, to nieoczekiwana zmiana muzycznych klimatów, ale nie tematu. Tym razem do tanecznych melodii, artysta wyśpiewał przesłanie jakie mógłby przekazać swemu bratu Lech Kaczyński i byłoby ono zgoła inne („Przytul do serca najgorszy sort”) niż to co robi prezes Prawa i Sprawiedliwości...

Natomiast powrót do repertuaru Ciechowskiego, zasygnalizowały znów rozpoznawalne akordy „Nie pytaj o Polskę” i w tym przypadku równie delikatny, lecz bez melancholii Grzegorza, zaśpiew Tymańskiego. Poza tym nie zabrakło jeszcze „Telefonów”, które chyba byłoby ciężko zagrać zupełnie od nowa, tak by brzmiały zarówno dobrze i oryginalnie. Bardzo dobrze więc, że nie doszło tu do silenia się na oryginalność ani odkrywania Ameryki. Ciechowski według Tymańskiego to bowiem przede wszystkim przypomnienie ważnego dorobku przyjaciela, a nie podbijanie swojej popularności, stąd też pewnie brak jeszcze kilku ważnych piosenek Republiki. Warto dodać, że na koniec pojawił się nieprzypadkowo znów „Kombinat” - utwór, który jak przyznał w jednym z wywiadów bohater wieczoru, sprawił, że wyrósł on z „rockowego dzieciństwa” Beatlesów, Stonesów i Led Zeppelinów do fazy słuchania niezależnego i odkrycia polskiej muzyki.

Kamila Kasprzak-Bartkowiak

Fot. K. Kasprzak-Bartkowiak l

Tagi: Klub Muzyczny Młyn Tymon Tymański Ciechowski