• Kamila Kasprzak - Bartkowiak

„Biało-czerwona” albo społeczny bigos

Takiego spotkania autorskiego już dawno nie było! Spotkania, podczas którego to jego bohater zadawał pytania publiczności i skłaniał ją do głębszej refleksji. A ponadto niczym wytrawny przewodnik prowadził przez światłoczułe karty swej „Biało-czerwonej” książki.

Mowa oczywiście o Marku Lapisie, wybitnym gnieźnieńskim fotografie, którego jak rzekł prowadzący spotkanie w Starym Ratuszu Jarek Mixer Mikołajczyk, właściwie przedstawiać nie trzeba. Wszak trudno o nim nie usłyszeć jeśli choć trochę interesuje się lokalną kulturą, konkursami typu World Press Photo czy ogólnopolską prasą. Wszędzie tam bowiem znaleźć można dokumentalne i fotoreporterskie zdjęcia Marka. Podobnie też było z „Biało-czerwoną”, która najpierw zaistniała jako projekt społeczny, pokazujący czym w świadomości polskiego społeczeństwa są barwy biała i czerwona, a dopiero potem powstała z tego publikacja.

W żadnym wypadku jednak, jak stwierdził autor przedsięwzięcia, jego tematem nie była flaga, lecz różnorodność zachowań i emocji wobec niej, co jest o wiele ciekawsze i ważniejsze. W tym momencie zresztą też określił to wszystko mianem „społecznego bigosu” z którego nigdy nie wiadomo co się wyciągnie i którym to można przy okazji się poparzyć. Patrząc na prace Lapisa z różnych imprez, począwszy od rozgrywek sportowych, poprzez obchody 100-lecia odzyskania Niepodległości, a skończywszy na regionalnych czy opozycyjnych akcjach – trudno więc obok wspomnianych reakcji i odczuć oraz genialnie uchwyconych momentów, nie dostrzec biało-czerwonych elementów. Te ostatnie zaś pojawiały się zarówno w towarzystwie podekscytowanych kibiców albo jako rocznicowa, „trójwymiarowa” instalacja czy też „rozbrajająca” odbiorcę, w tym moderującego rozmowę Jarka Mikołajczyka, kokardka na końcu zaplecionego końskiego ogona, ale też jako strój niepełnosprawnej pływaczki, barwy towarzyszące nacjonalistycznym harcom i te na często obecnej u niego ogradzającej teren taśmie.

Co więcej, sam fotograf przy tej okazji sypał ze swadą ciekawostkami, udowadniając, że poza światłoczułym talentem, ma także ten do przemowy, choć ponoć ciężko wypracowany. Z jego opowieści zaś można było dowiedzieć się np. że jego dzieła bywają raz określane „pro pisowskimi”, a innym razem antyrządowymi, co go osobiście cieszy, bo nie daje się zaszufladkować. Tyle, że słuchając go osobiście, trudno było nie odnieść wrażenia, że jest inteligentnym i otwartym na świat konserwatystą, co niestety w dzisiejszej Polsce bywa rzadkością. Świadczyły zaś o tym jego powściągliwe komentarze odnośnie wolnościowych protestów typu Łańcuch Światła, empatyczne spojrzenie na rządzących czy pewne zażenowanie wybrykami nacjonalistów palących kukłę. Poza tym o pewnym przywiązaniu autora „Biało-czerwonej” do tradycji, bodaj najlepiej świadczy „rytuał” jaki wykonał na początku spotkania, kiedy to do prezentacji swej niestandardowo wydanej publikacji na wysokiej jakości papierze, założył białe rękawiczki – takie, które zakłada się niekiedy do uroczystego potraktowania flagi.

Kamila Kasprzak-Bartkowiak

Fot. K. kasprzak-Bartkowiak

Tagi: Marek Lapis Biało-Czerwona