• Jarek Mixer Mikołajczyk

Tłumy na koncercie Dżemu

Ten koncert zdaje się potwierdzać przekonania liberałów, kultura nie potrzebuje sterowania instytucjonalnego. Wystarczy popularny wykonawca i przedsiębiorczy organizator, który nie może sobie pozwolić na wtopę i okazuje się, że gwiazdy nie muszą grać na wiecach wyborczych w stylu imieniny Miasta.

Koncert Dżemu pokazał, że gnieźnianie mogą zapłacić nie małe pieniądze za bilet. Zostawmy jednak instytucjonalne psucie rynku. To był dobry koncert – cokolwiek by dziś nikt nie mówił.

- Dżem to już nie ten Dżem. - tak mówi wielu starych fanów zespołu, tych którzy kochali Dżem ze względu na Riedla. (Czasem mówi tak i piszący te słowa).

To jest rzecz jasna prawda, tak jak uzasadnione są opinie, że z kultowego zespołu, stał się dziś zespołem piosenki ogniskowej. Powiedzmy jednak szczerze nic w tym złego, jeśli ludzie chcą sobie pośpiewać przy ognisku. Zresztą tym ogniskowym zespołem był Dżem od zawsze, zmieniły się może ogniska przy których się śpiewa ten szczególny repertuar. To już raczej nie zloty hippies. Niekiedy ogniska zastąpiły grille, ale to wyraz nie tyle przeobrażenia odbiorców Dżemu, a dramat kulturowy XXI wieku germano-amerykanizacja obyczajów. - tyle komentarza. Niezależnie od opinii osobistych, niemal pełne trybuny oraz sporo osób na płycie Hali Widowiskowo Sportowej przy ulicy Sportowej, dobitnie świadczą, że zespół nadal ma rzesze fanów. Warto też zauważyć, że oprócz podstarzałych post hippiesów zapatrzonych w Niewinnego, sporą cześć widowni stanowiła młodzież licealna. Długi bardzo rzetelnie zagrany koncert pokazał, że zespół jest w niezwykle dobrej kondycji. Fakt, że na scenie pozostają niezmiennie bracia Beno i Adam Otrębowie, a na gitarze od lat gra Jerzy Styczyński - jeden z najlepszych polskich gitarzystów bluesowych pozostawia grupę w łączności z repertuarem Riedla, trochę ratując sytuację. Trzeba też przyznać, że Maciej Balcar jest najlepszym wokalistą jaki przytrafił się zespołowi od śmierci Riedla.

 

Jeśli mowa nie tyle o charyzmie, a o walorach technicznych wokalu, to chyba zresztą najlepszym w ogóle.

 

- Tam na Wikipedii to trochę przekłamano z tym 1973 rokiem, choć zespół faktycznie powstawał, my świętujemy 40 lat bo w 1979 roku to już nie była pojawiająca się i znikająca efemeryda. Jednak na pytanie skąd fenomen Dżemu? Chyba nie umiem odpowiedzieć. Pełne sale są chyba dobra odpowiedzią – powiedział nam przed koncertem Jerzy Styczyński. Warto nadmienić, że oprócz 40. lecia zespołu mija też w tym roku 25 lat od śmierci Ryszarda Riedla. W między czasie zginał klawiszowiec Paweł Berger. - Tak. Dżem jest zespołem mocno naznaczonym przez dramatyczne wydarzenia. Rzecz jasna bez nich jest inaczej. Między innymi tez dla nich to ciągniemy, dla pamięci o nich, ale i dla fanów – dodał Jerzy Styczyński. Trudno mówić o najciekawszych momentach koncertu – tak naprawdę choć zespół sięgał też do płyt nagranych bez Riedla występ był czymś w rodzaju koncertu życzeń. Ci którzy przyszli, zapewne nie żałują.

Jarek Mixer Mikołajczyk.

 

Tagi: Agencja Brussa Dżem Zespół Dżem