• Start
  • Relacje
  • Vege Szege(tz). By świat był lepszy wystarczy by człowiek był lepszy
  • Jarek Mixer Mikołajczyk

Vege Szege(tz). By świat był lepszy wystarczy by człowiek był lepszy

Kulturalna Kuchnia Społeczna odbyła się już po raz piąty. Szczególne spotkanie na styku działania społecznego i kulinarnego ma swoje grono odbiorców, a raczej uczestników. Inicjatywa Krytyki Politycznej łącząca promocję świadomej konsumpcji i dobrego wegetariańskiego jedzenia z wydarzeniem kulturalnym i społecznym powoli wpisuje się w kalendarium Gniezna.

 

Wczorajsza edycja była niezwykle ciekawa co najmniej z kilku względów.

Rzecz jasna na pierwszy plan wysunęło się dobre, czasem proste innym razem wyszukane jedzenie z róznych stron swiatal Japonia, Gruzja i róznych przestrzeni kulinarnej kultury. Organizatorzy promują wegetarianizm jako taki, nie jest to jednak przejaw fanaberii, to wynik świadomości, a nie moda, przynajmniej w przypadku osób, które tworzą Kulturalną Kuchnię Społeczną.

 

Pewnym potwierdzeniem tego podejścia do sprawy jedzenia i spraw związanym z szacunkiem człowieka do otaczającego go świata są dyskusje towarzyszące smakowaniu. Tym razem dość szeroką tematykę, poruszaną przez prowadząca spotkanie Kamilę Kasprzak – Bartkowiak w bardzo naturalny sposób systematyzowali zaproszeni goście.

 

Obie zaproszone do rozmowy osoby, to niezwykle charyzmatyczne, choć nieekspansywne postaci. Z jednej strony Agata Hubert, która w heroiczny sposób przed laty z ruiny byłej szkoły stworzyła wspaniałe siedlisko, praktycznie w lesie. Zdecydowała się w pewnym momencie diametralnie zmienić swoje życie. Jej historia mogłaby być kanwą finlu, przy którym Zimna Wojna to opowiastka. Prowadząc dziś gospodarstwo agroturystyczne Chata Oleńki i Agaty propaguje życiowe slow i kuchnię wegetariańską, pomaga także zwierzętom ze schronisk, przy tym egzystuje zupełnie normalnie w społeczeństwie. Nie reprodukujac stereotypu osoby społecznie zaangażowanej jako dziwaka. Jej propagowanie szacunku do zwierząt i świata przyrody wolne jest od aktywizmu i nachalstwa.

 

Za stołem rozmówców zasiadł także Maciej Jędrzejczak biolog i przedstawiciel Kasztelanii Ostrowskiej. Ze swoim naukowym, a jednocześnie niezwykle stonowanym podejściem zarówno do spraw ochrony drzewostanu, jak i polowań, sprawiał, że spotkanie nie miało jednak charakteru gry do jednej bramki. To jest wrażliwość biologa porównywalna w Polsce jedynie z niezwykle pięknym umysłem Urszuli Zajączkowskiej, biolożki, muzyczki i poetki.

 

W wywołanym przez prowadzących temacie wycinki drzew, nie mogło zabraknąć tematu Puszczy Białowieskiej. Tutaj oboje rozmówców Kamili Kasprzak – Bartkowiak mieli nieco inne, ale spore doświadczenia. Agata Hubert jako córka ornitologa prezentowała stanowisko obrońców puszczy. Przyznając zresztą, że jej rodzina w tym i ona brała czynny udział w protestach. Maciej Jędrzejczak pracował przy inwentaryzacji Puszczy. Niezależnie od swojego stosunku do wycinki zwracał uwagę, że sami leśnicy, z którymi współpracował to bardzo często wspaniali ludzie, w ten czy inny sposób niezwykle oddani przyrodzie.

 

Również głos wyważenia pojawił się z jego strony przy temacie myśliwych. Podobnie jak większość z obecnych intuicyjnie, tak naukowo patrząc Jędrzejczak, przyznał, że najsłabszym punktem argumentów myśliwych jest dokarmianie zwierzyny. To zresztą jeden punktów, o których na arenie międzynarodowej mówi Peter Wohlleben, ze w ten sposób mysliwi dowodzą, że gospodarka lesnia moze przypominać dbałość o pełny magazyn. Maciej Jędrzejczak zwrócił jednak uwagę, na to, że ogromne zmiany w zalesieniu, a mówiąc wprost redukcja lasów z 90% połaci naszych terenów jeszcze niecałe 1500 lat temu do 10% zalesienia obecnie, a także ogromne rozczłonkowanie – poszatkowanie lasów sprawiają nie tylko, że zanikają wędrówki zwierząt, i spada populacja drapieżników.

Sytuacja po prostu nie jest zero-jedynkowa.

Gość zwracał uwagę na złożoność problemów. Ciekawe pytanie padło z sali o wykaszanie nazbyt częste trawników i niszczenie w ten sposób zarówno mikroflory, jak i mikrofauny...Tutaj Maciej Jędrzejczak zwracał uwagę, na to, że takie wykaszanie jest zabójcze właśnie dla lokalnych ekosystemów. Z jednej strony pojawiają się nowe, rośliny i owady, z drugiej giną rodzime. – Teraz pojawia się trend wysiewania łąk kwietnych, to jednak nie zawsze jest dobre rozwiązanie, kiedy kupujemy, jakieś mieszanki gotowe istnieje prawdopodobieństwo, że to nasiona z Podhala, albo Mazowsza. Zatem dalej nie jest to nasza rodzima łąka kwietna, z roślin, które naturalnie u nas występują. Rozwiązaniem byłoby, gdyby na przykład miasto zgodziło się na taki kawałek koszonej jedynie raz w roku łąki kwietnej pójść w odpowiednie miejsca w naszym regionie i samemu nazbierać koszyki nasion, chętnie pomogę – mówił Maciej Jędrzejczak.

Rozmawiano także konstruktywnie o potrzebie szerzenia świadomości, jeśli chodzi o odpady czy opakowania. – Po prostu konsekwentnie proszę w piekarni, żeby mi pieczywo pakować w papier. Czasem bywa, że pani chce mi ten papier potem włożyć do folii, ale tu trzeba być konsekwentnym, podobnie na targowiskach, gdzie każde warzywo ktoś chce mi zapakować w oddzielną folię. Ta świadomość ochrony środowiska rodzi się z naszej konsekwencji – mówiła Agata Hubert. Podczas spotkania poruszono jeszcze wiele tematów związanych z szacunkiem do przyrody i dbałością o środowisko.

Niezwykle istotnym w odniesieniu do tematu Puszczy Białowieskiej i wycinek drzew, było spostrzeżenie Macieja Jedrzejczaka o podobieństwie lasu pierwotnego do działań artystycznych. Lęk przed ich naturą rodzi się w człowieku z ryzykiem wyjścia ze strefy komfortu. To powinno być dla nas naturalne, gdy wchodzimy w obszar puszczy, że tam komfortu nie ma, może spaść konar, cos się osunąć tak jak artysta może nas prowokować. Idąc do Puszczy nie możemy od niej żądać by była ogródkiem. 

Po uczcie i dyskusji przyszedł czas na koncert. 

Szegetz i KR w pierwszej części zaprezentowali niezwykle ciekawy set, w którym rapującemu i recytującemu Pawłowi J. Bąkowskiemu (Szegetz) towarzyszył jedynie na trąbce Krzysztof Romanowski (KR). To było bardzo ciekawe zderzenie rytmizacji werbalnej tekstu z niezwykle ascetyczną trąbką. (Wybacz Krzysiu duze słowa, to taka była trąbka miedzy fortuną, a Davisem). Szegetz fantastycznie sobie poradził z brakiem bitu, a tekst stał sie bardziej i mocniej czytelny. Drugi set gęsty od bitów był z natury rzeczy bardziej energetyczny brzmieniowo. W ostatnim kawałku pojawił się bohater towarzyszący - Michał Walery. Choć trzeba przyznać, że ten pierwszy nieco eksperymentalny set wypadł bardzo ciekawie. To było, bardzo dobre zamkniecie niedzielnego wieczoru. Dobrze nagłośnione granie przez Kubę Dzionka - siadło w uszy. 

Jedna z ciekawszych nie tylko smakowo KKS. 

Jarek Mixer Mikołajczyk 

 

Tagi: Kulturalna Kuchnia Społeczna Krytyka Polityczna