• Start
  • Relacje
  • O udziale kobiet w powstaniu i jego (nie)przedstawianiu przez historyków
  • Zuzanna Górnikiewicz, Marcin Tomczak

O udziale kobiet w powstaniu i jego (nie)przedstawianiu przez historyków

Gdy myślimy o ważnych wydarzeniach z historii naszego kraju, zwykle przychodzą nam do głowy takie, które związane są z wojnami (powstaniami), z polityką. Nieco rzadziej myślimy choćby o osiągnięciach kulturalnych. Tak się złożyło, że w czasach minionych dominującą rolę w polityce, czy w wojsku odgrywali (i zwykle nadal ogrywają, choć sytuacja ta powoli się zmienia) mężczyźni. Decydowało (i decyduje) o tym to, co dziś nazywamy normami kulturowymi, czyli pewnymi respektowanymi przez dane społeczeństwo wzorcami, które zwykle są zastane i nie zawsze przez to uświadamiane. Stąd ludzka tendencja do uznawania czegoś, co uważa większość społeczeństwa (zwykle zdecydowana większość) za „naturalne” i obrona swych, przeważnie konserwatywnych poglądów, przy pomocy tego rodzaju argumentów. Dziś wiemy już, że zdecydowana większość stanów rzeczy, które uznawane były za „naturalne”, i wiele poglądów, to czysta konstrukcja, a więc przeciwieństwo „natury”. Jeszcze sto lat temu (a zdarza się, że także dziś) za „normalne” i „naturalne” uchodziły stwierdzenia takie jak te, że kobiety są z natury mniej inteligentne, nieprzeznaczone do polityki, i w związku z tym powinny służyć mężczyznom jako słabsza i gorsza płeć.

 

Przechodząc do właściwego tematu, należy podkreślić, że właśnie ze względu na stan ówczesnej kultury kobietom zabraniano walki w powstaniu jako żołnierze (zwróćmy uwagę, że słowo „żołnierki” nawet nie do końca nam brzmi, co z kolei mówi wiele o nas). Z tych samych względów przeważnie nie były też polityczkami. Czy jednak udział w powstaniu musiał ograniczać się do pełnienia tych dwóch ról? A może zdarzały się wyjątki, czyli kobiety walczące na froncie i działające w polityce? Niestety nie wiemy o tym wiele, a do niedawna nie wiedzieliśmy prawie nic. Dlaczego? Okazuje się, że historycy i historyczki (ale przeważnie historycy, którzy zdecydowanie częściej piszą o powstaniu) wykluczają kobiety z narracji powielając stereotypy, które i tak rządziły ówczesną kulturą. Te stereotypy, na przełomie 1918 i 1919 roku, nie przeszkodziły kobietom w służbie w powstaniu jako sanitariuszki, łączniczki, zwiadowczynie, organizatorki zaopatrzenia, fundatorki broni dla oddziałów, szwaczki sztandarów, a nawet, wyjątkowo, jako żołnierki i polityczki. Dzisiejsze stereotypy spowodowały jednak, że historycy nie uwzględniali udziału kobiet i ograniczali narrację do opisu męskich czynów. Takiej klasy badacze jak A. Czubiński czy M. Rezler, oraz inni autorzy najpopularniejszych książek o powstaniu, udziałowi kobiet poświęcali zwykle jedno-dwa zdania w książkach, które liczyły kilkaset stron. Przeciętny człowiek, zainteresowany powstaniem, sięgnąwszy do tej książki, nie dowie się o rzeczywistym udziale kobiet w powstaniu i prawdopodobnie nawet o nim nie pomyśli, skoro tak wielcy badacze go nie uwzględnili. Nieco lepiej kształtują swoją narrację autorzy książek, które dotyczą udziału danego regionu, ziemi, w powstaniu – tutaj, chcąc możliwie najpełniej opisać udział miejscowej ludności w powstaniu, siłą rzeczy dostrzegają czasem kobiety. Swoistego przełomu dokonała dopiero Anna Barłóg, która jako pierwsza napisała książkę poświęconą w całości roli kobiet w powstaniu, zatytułowaną „Udział kobiet w Powstaniu Wielkopolskim 1918-1919”.

To właśnie z tej pozycji możemy dowiedzieć się o rozmaitych formach udziału kobiet w powstaniu, które to formy zostały już wyżej wspomniane. Trzeba jednak przyznać, że to, w jaki sposób kobiety brały udział w powstaniu, musi zostać przeanalizowane w sposób bardziej szczegółowy przez historyków, którzy powinni także uwzględniać te ustalenia w swych książkach dotyczących powstania. Nikt nie ma wątpliwości co do tego, że istnieją podstawy do tych badań w postaci źródeł historycznych. Źródła tego rodzaju są niestety mniej liczne niż te, które dotyczą udziału mężczyzn w powstaniu, bowiem udziału kobiet nie rejestrowano tak skrupulatnie. Dysponujemy jednak np. wymieniającą kilkaset imion i nazwisk listą sanitariuszek PCK, czy nawet rozkazem ze stycznia 1918 roku, który, wskazując, iż takie sytuacje miały miejsce, zakazywał bezpośredniego wcielania kobiet do oddziałów zbrojnych. Materiały są więc dostępne, co ukazuje w swych badania także Grażyna Wyder, która analizuje uzasadnienia odznaczeń przyznanych kobietom w II RP i ustala tym samym ich rolę w powstaniu. Historycy (szczególnie płci męskiej) muszą się więc postarać jeśli chcą, by społeczeństwo wierzyło, iż dążą oni do przedstawiania minionej rzeczywistości bez jej zniekształcania. Warto wspomnieć o tym szczególnie ze względu na zbliżającą się setną rocznicę powstania, którą chcemy świętować jako całe społeczeństwo.

Zuzanna Górnikiewicz, Marcin Tomczak