• Kamila Arya Kasprzak - Bartkowiak

Poszukująca Terapia i hardcorowy Hanz

Koncerty charytatywne, jakiekolwiek by nie były, zawsze łączy podstawowa idea – mają pomagać. Jednak jeśli do tej idei dołożyć występy kapel z niedużym stażem grania i maksymalną chęcią pokazania się na żywo – to tym bardziej warto się na nich pojawić.

Tak też było w przypadku piątkowej imprezy pod hasłem „Mocno spóźnione Mikołajki”, której głównym celem stała się zbiórka na rzecz dotkniętego dziecięcym porażeniem mózgowym Damiana dla którego szansą na pełną sprawność jest kosztowne leczenie w USA. Wydarzenie zorganizowane w Klubie Muzycznym Młyn przez Stowarzyszenie Bez Nazwy uświetniły więc dwa gnieźnieńskie zespoły: Terapia i Hanz Bonanza. To co łączy oba składy to na pewno przywołany staż i entuzjazm oraz zamiłowanie do wyrazistego, gitarowego grania.

Terapia, która na deskach młynowej sceny pojawiła się jako pierwsza, to w dużej mierze taka „rockowa kuracja” dla wokalistki Sary Powagi, która poza śpiewaniem w tym składzie, jest studentką bydgoskiej Szkoły Muzycznej i gra na co dzień raczej klasyczne utwory. Młoda gnieźnianka jednak na wokalu radziła sobie całkiem nieźle. Dlaczego tylko nieźle, a nie świetnie? Bo choć dysponuje czystym i mocnym głosem, to ciągle zdaje się poszukiwać własnego stylu, ale z drugiej strony te jej poszukiwania zdają się bardzo dobre. Śpiewając kawałki Chylińskiej czy Nosowskiej pokazała, że nie byle jakie artystki są dla niej inspiracją (choć osobiście stawiałabym bardziej na drugą z nich niż pierwszą), ale za to poruszając się przed mikrofonem przypominała sceniczne maniery Siksy (co już osobiście cieszy, byle nie poszło w tanie naśladownictwo). Inna sprawa, to ekspresja, której np. przy piosence Cool Kids of Death „Butelki z benzyną i kamienie” i skądinąd sympatycznym wywołaniu nieobecnego akurat na tym występie redaktora Mixera – nieco zabrakło, choć w innych miejscach było jej nawet sporo. Natomiast towarzyszący jej instrumentaliści to już pewna rockowa liga, czyli ludzie, którzy wiedzą co i jak grać, mimo że chwilami zbyt grzecznie, jakby wyjście poza sprawdzone brzmienia oznaczało jakieś faux pas. Innymi słowy, więcej eksperymentów i zadziorności panowie! Bo może tak nieskromnie wyobrażam sobie Terapię jako nieoczywisty skład z mocnym wokalem i tekstami o egoizmie, który rodzi pustkę, miłości, co jest relacją równych sobie ludzi... czy odpowiedzialności człowieka za planetę.

Na szczęście, przynajmniej jeśli chodzi o zadziorność i energię, druga z kapel wynagrodziła z nawiązką. Hanz Bonanza to bowiem pewny siebie zespół, który w dużej mierze powstał z połączenia nieistniejących już grup czyli Lunatic Asylum, Demencji i Ust Mariana. Ten wyłącznie męski skład pokazał więc, że doświadczenie procentuje, czyli lata grania i poszukiwań nie idą na marne i naprawdę nie trzeba ich topić nawet w żartach o narzekaniu na brak sławy czy alkoholu. Bo obracający się już wcześniej w rejonach mocnych brzmień muzycy, teraz zdołali wydobyć esencję ze swych umiejętności. Dawno nie widziałam takiego porozumienia między poszczególnymi sekcjami i siły punkowo-hardkorowych utworów, gdzie nawet nie było istotne, że do ucha wpadało co drugie słowo. Bo wszyscy tu byli na swoim miejscu, a najlepiej niepowtarzalny klimat Hanza zdawała się oddawać para wokalistów, czyli obdarzony aksamitnym i potężnym jednocześnie głosem Michał Uliszak oraz szorstkim i równie silnym Mateusz Tomaszewski. Ten ostatni zresztą to wręcz rapowe objawienie i pewna konkurencja dla niejakiego Szegetza. Tekstowo również Hanz nie zawodził, bo postawił na własne pomysły, choć można by je kapkę rozbudować o społeczno-zaangażowane „rozkminy”. Natomiast muzycznie kapela brzmiała również tak jakby ktoś skrzyżował ze sobą Pink Freud, wczesne Linkin Park i elementy Antiflag. Jednym słowem ogień! Jednak wymaga on pewnego dopieszczenia by nie opierał się wyłącznie na jednym motywie oraz starczyło materiału na pierwszą płytę. Co do pozostałych instrumentalistów jeszcze, to na pewno duży szacun dla perkusisty i jego zjawiskowego wybijania rytmu oraz kondycji gitarzystów i basisty. Bo to dopiero pierwsze słowa Hanza Bonanzy!

Kamila Kasprzak-Bartkowiak

Fot. K. Kasprzak-Bartkowiak

 

Tagi: Klub Muzyczny Młyn Terapia Hanz Bonanza