• Start
  • Relacje
  • Zero-jedynkowa żarliwość Krzysztofa Szymoniaka
  • Jarek Mixer Mikołajczyk

Zero-jedynkowa żarliwość Krzysztofa Szymoniaka

- Krzysztof Szymoniak, można powiedzieć, że jest człowiekiem: tak – nie – mówiła Irmina Kosmala, prowadząca spotkanie z pisarzem, poetą i publicystą w trakcie jubileuszu 40-lecia jego pracy twórczej. - Krzysztof, jeśli miałbym go określić to człowiek żarliwy zarówno w swoim życiu, jak i twórczości – mówił podczas laudacji na temat jubilata profesor Krzysztof Kurek. Spotkanie jubileuszowe odbyło się w Bibliotece przy ulicy Staszica. Sala wypełniła się niemal do ostatniego miejsca, ludźmi, którzy bądź znali Szymoniaka z czasów jego młodości, bądź tymi, którzy kiedyś wspierali jego działania w Grupie Poetyckiej Drzewo, czy Klubie Literackim, który prowadził przed laty w MOK-u, byli też Ci, którzy w ten lub inny sposób są wzajemnie ważni dla autora. Zabrakło urzędników. Nie zabrakło jednak rozmów o literaturze i sztuce, ale też o Gnieźnie.

Swoją rozmowę rozpoczęliśmy od pytania o to, co w tej 40. letniej aktywności pisarskiej, animatorskiej i dziennikarskiej było dla jubilata najważniejsze?

- Dla mnie i jako autora książek poetyckich jako autora książek prozatorskich oraz w międzyczasie autora czterech książek eseistyczny o problemach fotografii najważniejszym było i mieć warsztat. Czyli nie zabierać się za pisanie, jeżeli czujesz, że nie dajesz rady, bo to nie ma sensu. Potem ważne jest, żeby treść była interesująca, żeby miała sens, żeby te książki zawierały również moje poglądy: na życie, na świat i żeby po przeczytaniu czytelnik nie czuł, że zmarnował czas – odpowiedział prosto Krzysztof Szymoniak.
Wspomniałeś o książkach o fotografii, sporo poświęcasz jej miejsca w swojej twórczości, co Ciebie do tego skłania? - pytaliśmy dalej.
- To wynika z tego, że poznałem ludzi, którzy otwarli mi oczy na problemy fotografii, bo ja wcześniej fotografowałem może od 17. roku życia, miałem swoją ciemnię i aparat. Później jako dziennikarz ilustrowałem swoje teksty własnymi fotografiami. W którymś momencie, a dokładnie w 2007 roku spotkałem i poznałem ludzi, którzy otwarli mi oczy właśnie na problematykę na interesujące kwestie związane z fotografią. Zacząłem dużo czytać, a po drodze jako nauczyciel akademicki miałem też przedmiot Wiedza o fotografii i żeby mieć cokolwiek do powiedzenia trzeba było się najpierw sporo nauczyć, więc zacząłem czytać. Potem poprzez poznane osoby weryfikowałem wiedzę teoretyczną z praktyką i wtedy momentalnie okazało się, że jest to świat niezwykle interesujący, na który można spojrzeć jeszcze raz na nowo subiektywnie, ale jednocześnie mam nadzieję w sposób oryginalny – mówił Krzysztof Szymoniak.
Literatura zbiega się z formami dziennikarskimi, dziś w gnieźnieńskiej bibliotece prezentowana jest książka Negatyw. To jest reportaż? - kontynuowaliśmy krótką rozmowę.
- Tak, to jest reportaż literacki tak bym to określił, ponieważ baza jest dokumentem. Reportaż to jest rozmowa z główną bohaterką, Na to jest nałożona jeszcze warstwa narracji, którą trzeba było zrobić od zera. Oczywiście jest i ten wątek literacki, ale o to wszystko razem musi być zespawane w taki sposób, aby czytelnik nie widział szwów, żeby to się nie rozpadało w czasie lektury – wyjaśnił Szymoniak.

Wątku początków, a więc Grupy Poetyckiej Drzewo i Klubu Literackiego nie można było pominąć w tej rozmowie.
- Początek to jest Drzewo absolutnie, bo ja najpierw poznałem Krzysztofa Kuczkowskiego, czyli dokładnie 40 lat temu, razem zaczęliśmy działać przy ówczesnej bibliotece pod dyrekcją Jana Maćkowiaka. To tam znaleźliśmy pierwsze przytulisko dla młodych początkujących poetów i tam się odbył pierwszy konkurs literacki pod naszym naszym amatorskim jeszcze nadzorem, ale to wszystko zaczęło się od Grupy Poetyckiej Drzewo, która ewoluowała w Familę Drzewo, a potem każdy z nas musiał iść własną drogą, bo taka jest kolej rzeczy – mówił o początkach swojej literackiej aktywności Krzysztof Szymoniak.
Przed Gnieznem było rodzinne Kepno sportretowane w książce Epizody.
- Kępno, no to jest cała książka pod tytułem Epizody. Tam się wychowałem, najpierw urodziłem, potem wychowałem, tu skończyłem szkołę podstawową i potem Ojciec, który jest z Gniezno, zawsze był z Gniezna, postanowił wrócić na stare śmieci. Zabrał nas, sprzedał tam dom, kupił tu i od 69. roku jestem dlatego w Gnieźnie, ale Kępno jest taką Krainą dzieciństwa, do której oczywiście nie ma powrotu. Przeszłość minęła można tylko wracać, oglądać miejsca... Teraz nie ma już ludzi, nie ma klimatu, nie ma nastroju tamtych czasów. Mnie tam nie rozpoznaje, nikt nawet jak stanę na Rynku nie wie, że ja. Tak to właśnie wygląda, ale mam swoją Krainę dzieciństwa obudowaną w jakieś mity, w jakieś pragnienia, marzenia — ówczesne dziecięce. To tam napisałem pierwsze swoje wiersze i to tam w wieku lat 15 postanowiłem, że zostanę pisarzem. Choć nie wiedziałem jeszcze, z czym się to wiąże – wspominał Kępno benefisant.
Jubileusz ma zawsze w sobie coś z resume, a jednak jeszcze sporo niewydanych rzeczy jest w zbiorach autora w tym zagadkowa powieść o Gnieźnie Intymne życie królików.
- Leżą, leżą w jednym egzemplarzu – powiedział nam o niewydanych pozycjach autor Szymona Słupnika. - Króliki się kończą pisać, w związku z czym Życie intymne królików to jest kwestia dwóch, trzech miesięcy, kiedy je dokończę. Teraz je szlifuje, dlatego w papierowej wersji nie ma tego egzemplarza roboczego. Oprócz tego jeszcze jest jedna książka, która się pisze, dlatego też jej nie wymieniłem w informacjach. To jest ciąg dalszy Osmozy. Druga część Osmozy pod tytułem Trzy mosty, z tym że ona się też jeszcze pisze. Natomiast tutaj ze sobą dzisiaj przyniosłem po jednym egzemplarzu takie kserówkowe wersje powieści. Ciąg dalszy Epizodów – Apropak, ciąg dalszy Apropaka – Pustelnia. Powieść Usta Leny K., czyli życie i śmierć Jana Pustelnika. Przy okazji zebrałem swoje teksty na scenę w jednym tomie. To się nazywa Cztery teksty na scenę i oprócz tego takie teksty ulotne w zbiorze Opowieści do szuflady. Tam są różne gatunki od typowego opowiadania przez rozmowę skończywszy na recenzji teatralnej zdradził nam Krzysztof Szymoniak.


Wśród laudacji oprócz wygłoszonej przez profesora Kurka, niezwykle osobiste były słowa, które do jubilata kierowali Władysław Nielipiński i Bogusław Biegowski ludzie, o których sam Szymoniak mówił, że otwarli mu oczy na problematykę fotografii. Obecni byli także członkowie Drzewa: Krzysztof Grzechowiak i Dariusz Nowacki, była też wydawca Szymoniaka. Autor próbował nie wyszczególniać nikogo poza tymi najbliższymi, którym sprezentował pamiątkowe koszulki. Krzysztof Szymoniak to niewątpliwie kawał XX wiecznej literatury powstałej w Gnieźnie, ale też jak pokazuje ostatni czas i XXI wiek jest twórczy dla Krzysztofa Szymoniaka. W związku z pewną zero-jedynkowością,określoną przez prowadzącą spotkanie jako "człowiek tak-nie"jest Szymoniak, zapewne jak to dopowiedział wspomniany Krzysztof Kurek - kontrowersyjny. Potrafi być, ujmując to delikatnie szorstki. Łatwo obrazić się na jego właśnie zero-jedynkowe reakcje. Czasem pomaga jednak świadomość, po pierwsze, że i Szymon Słupnik jest też człowiekiem, po drugie, że być może i chyba tak jest, reakcje dotykają konkretnych zachowań, zdarzeń, a nie człowieka, a to my bierzemy za bardzo wszystko do siebie. Tym razem w systemie zero – jeden; zero padło po stronie przedstawicieli urzędów i instytucji kultury. Nie sprawiło to jednak przykrości ani jubilatowi, ani wszystkim obecnym. Lubienie, nielubienie się z Szymoniakiem nie ma z tym nic wspólnego. Przyzwoitość, szacunek - te rzeczy. 

Tako rzecze Wikipedia: https://pl.wikipedia.org/wiki/Krzysztof_Szymoniak

Jarosław Mikołajczyk

 

Tagi: Krzysztof Szymoniak