• Kamila Arya Kasprzak - Bartkowiak

Łowcy mroków ludzkiej duszy

Istnieją tacy artyści, którzy od lat konsekwentnie robią swoje i nie dają się wkręcić w żadne „telewizyjne szoł” czy łechczące ego „mędrkowanie” w mediach, a poza tym są jak dobre wino – im starsi tym lepsi.

Do takich twórców należą z pewnością członkowie grupy Hunter, która w piątkowy wieczór pojawiła się na scenie gnieźnieńskiego Młyna. Muzycy, co na swój styl ukuli pojęcie soul metalu, a na stronę internetową zapraszają zdjęciem z pochylonymi sylwetkami nad dołem i łopatą w dłoni niczym grabarze, magnetyzowali także na żywo.

Już od pierwszych chwil bowiem uwagę skupiał charyzmatyczny lider zespołu Paweł „Drak” Grzegorczyk, który w swym czarnym stroju i charakterystycznym kapeluszu spod którego wystawały długie, zmierzwione włosy, wyglądał niczym postać wycięta z jakiegoś gotyckiego horroru lub jarmuschowego „Truposza”. Jednak tym, co od lat go wyróżnia jest skala i barwa głosu, który z jednej strony bywa niski i czysty, by za chwilę przeistoczyć się w szorstką moc. Co ważne, sposób śpiewu „Draka” to również efekt wieloletniej pracy, który pozwolił mu uwolnić się od porównań z wokalistami z bardziej popularnych kapel. Dalej, równie mocno przyciągał spojrzenia były policjant Arkadiusz „Letki” Letkiewicz, który gra na instrumentach perkusyjnych, lecz nie pozbył się swej ciągoty do munduru, co na scenie za każdym razem przybiera formę ciekawej stylistyki. I wreszcie mamy Michała Jelonka, który ciężkie brzmienia wydobywa ze zgoła niekojarzonymi z tym skrzypcami, wspierającego gitarowo-wokalną siłą Piotra „Pita” Kędzierzawskiego, „pełen mięcha” bas Konrada „Saimona” Karchuta oraz znakomite bębny Dariusza „Daraya” Brzozowskiego. Z takim składem, gdzie każdy zdaje się być na miejscu i w czas, nie ma się co dziwić, że Hunter wypracował oryginalne brzmienie i styl.

Jeśli zaś chodzi o zaprezentowany repertuar, to liczna, ale nie tłoczna publiczność, usłyszeć mogła przekrojowy materiał z większości albumów. Wszystkie te mroki ludzkiej duszy z apokaliptycznymi wizjami i poetyckim studium psychologii zła, zanurzone często w zaangażowanym społecznie sosie. Konkretnie więc pojawiła się m.in. będąca wzniosłym ostrzeżeniem i jakże aktualna w dzisiejszych czasach „Niewolność”, odnoszący się już stricte do Polski „Białoczerw”, „trupie rozważania” czyli „Płytki dołek”, wymierzony w grabieżczą politykę USA „T.E.L.I” czy będący, przynajmniej dla mnie, przewrotną „promocją wegetarianizmu” „Ubój”. Ten ostatni utwór był też zresztą jednym z mocniejszych akcentów wieczoru, bo panowie, żeby uwiarygodnić wyśpiewywane przez siebie słowa, przebrali się na jego potrzebę w okrwawione rzeźnickie fartuchy, a nawet wzięli do ręki... siekierę.

Jednym zdaniem – Hunter to od lat jeden z oryginalniejszych i lepszych zespołów na polskiej scenie metalowej. Bo dysponując solidnym warsztatem muzycznym, wypracowali swój niepowtarzalny styl, a i tekstowo nie dali zamknąć się w gatunkowej szufladce, przez co przysporzyli sobie dość szerokie i nie zawsze przewidywalne grono fanów.

tekst:

Kamila Kasprzak - Bartkowiak

zdj. 2 x Dominik Wilczyński (Okiem Wilka)

1 x KK-B

Więcej zdjęć Wilka

Tagi: Klub Muzyczny Młyn Hunter